07.04.2024, 16:58 ✶
Początkowo nawet nie zwrócił większej uwagi na przyniesioną przez Penny ulotkę. Fakt, rzucił na nią okiem – bo najwyraźniej tego wymagała od niego przyjaciółka, kiedy już podsunęła mu ją pod nos – ale raczej daleki był od okazywania jakiegokolwiek entuzjazmu. Początkowo przyjął też najprostszą możliwą taktykę, zamierzając po prostu poczekać aż Weasley zapomni o całym tym wyjeździe i skupi się na czymkolwiek innym. Niestety, metoda okazała się kompletnie nieskuteczna. Czego teoretycznie można było się spodziewać, w końcu znał Penny dość długo, by całkiem nieźle zdawać sobie sprawę z tego, że najprostsze przeczekanie nie działało niemal nigdy. I chociaż jakoś w międzyczasie zdążył wprawdzie dojść do wniosku, że może i ten jej wyjazdowy pomysł wcale nie był aż tak niedorzeczny, oczywiście nie mógł tego przyznać tak od razu. Wyszukiwaniem ewentualnych wymówek i mniej lub bardziej absurdalnych kontrargumentów ciągnął więc jeszcze przez jakiś czas, głównie dla zachowania pozorów. By w końcu rzeczywiście przystać na tych kilka dni spędzonych nad jeziorem. Zadbawszy oczywiście o to, żeby przypadkiem nie zdradzić się przy okazji z tym, że w zasadzie i jemu pomysł nawet zaczął się podobać.
Choć może to akurat dałoby się jeszcze poddać w wątpliwość, zwłaszcza na widok domku, w którym mieli spędzić tych kolejnych kilka dni. Nie należał wprawdzie do osób, którym do wypoczynku niezbędne były nie wiadomo jakie luksusy, ale… domek naprawdę pozostawiał całkiem sporo do życzenia. Nawet wtedy, gdy już od samego początku nie miało się względem niego zbyt dużych oczekiwań. Co gorsza, po przekroczeniu jego progu, Terry mógł jedynie przekonać się, że nie było to tylko mylne pierwsze wrażenie. Właściwie… wewnątrz było chyba jeszcze gorzej, za co prawdopodobnie odpowiadał niezbyt przyjemny zapach unoszący się w powietrzu. Może wydostający się z tej nieszczęsnej lodówki. Albo zza kuchennych mebli, za którymi poprzedni lokatorzy może zostawili po sobie jakąś oryginalną pamiątkę. Albo po prostu coś zakończyło tutaj swój żywot i wciąż jeszcze nie zostało odnalezione… Prawdopodobnie lepiej byłoby nie wnikać. Mimo wszystko, odstawiwszy swoją torbę zaraz obok tej należącej do Penny, w pierwszej kolejności postanowił podejść do okna i otworzyć je w nadziei, że porządne wietrzenie wystarczy, by wkrótce dało się tutaj normalnie oddychać.
– Mam nadzieję, że wypisałaś sobie gdzieś plan wszystkich tych atrakcji. Przecież nie chcielibyśmy niczego przegapić – parsknął śmiechem, odwracając się w jej stronę i wyjątkowo odpuszczając sobie zarówno kwestionowanie dokonanej przez nią rezerwacji sypialni, jak i odnoszenie się do tych biednych spalonych w ogniu kiełbasek. Wzmiankę o zwiedzaniu ruin kościoła zignorował natomiast z rozmysłem. Być może znów stawiając na opcję przeczekania.
– Rozpakowanie można sobie chyba na razie odpuścić. Przynajmniej do czasu, aż wpadnie tu wystarczająco dużo świeżego powietrza, żeby dało się wysiedzieć tu dłużej niż kilkanaście minut – co do tego mogli się chyba zgodzić oboje, co zresztą zdawały się potwierdzać porzucone beztrosko torby. Właściwie… może nawet nie powinni się oszukiwać, że w ogóle w ciągu najbliższych pięciu dni którekolwiek z nich rzeczywiście się rozpakuje. Przecież coś takiego wymagałoby następnie ponownego pakowania. Najlepiej więc byłoby zaoszczędzić sobie obu tych czynności.
– Chodź zobaczyć to jezioro, w tej twojej ulotce pisali chyba coś o możliwości wypożyczenia łodzi… – najwyraźniej więc zdążył się zapoznać z tą nieszczęsną ulotką lepiej niż tylko poprzez to pojedyncze rzucenie na nią okiem. I fakt, o pływaniu łodzią nie miał najmniejszego pojęcia. Ale przecież nie było to w najmniejszym nawet stopniu istotne. W końcu – jak zaznaczyła Penny – powinni skorzystać ze wszystkich atrakcji tego miejsca. A łodzie zdecydowanie były wśród nich.
Bez dalszej – kompletnie zbędnej – zwłoki wyszedł z domku, przez moment rozważając jeszcze zostawienie otwartych na oścież drzwi. Na pewno pomogłoby to podczas wietrzenia, ale z drugiej strony… nieproszonych gości wewnątrz raczej również nie potrzebowali. Pomysł wypadało więc porzucić, zaś w drodze nad jezioro można było na krótką chwilę zapomnieć o kiepskich warunkach, w jakich przyjdzie im nocować. Bo przynajmniej temu, że okolica zdecydowanie posiadała swój urok, nijak nie można byłoby zaprzeczyć.
!szaleństwoWindermere
Choć może to akurat dałoby się jeszcze poddać w wątpliwość, zwłaszcza na widok domku, w którym mieli spędzić tych kolejnych kilka dni. Nie należał wprawdzie do osób, którym do wypoczynku niezbędne były nie wiadomo jakie luksusy, ale… domek naprawdę pozostawiał całkiem sporo do życzenia. Nawet wtedy, gdy już od samego początku nie miało się względem niego zbyt dużych oczekiwań. Co gorsza, po przekroczeniu jego progu, Terry mógł jedynie przekonać się, że nie było to tylko mylne pierwsze wrażenie. Właściwie… wewnątrz było chyba jeszcze gorzej, za co prawdopodobnie odpowiadał niezbyt przyjemny zapach unoszący się w powietrzu. Może wydostający się z tej nieszczęsnej lodówki. Albo zza kuchennych mebli, za którymi poprzedni lokatorzy może zostawili po sobie jakąś oryginalną pamiątkę. Albo po prostu coś zakończyło tutaj swój żywot i wciąż jeszcze nie zostało odnalezione… Prawdopodobnie lepiej byłoby nie wnikać. Mimo wszystko, odstawiwszy swoją torbę zaraz obok tej należącej do Penny, w pierwszej kolejności postanowił podejść do okna i otworzyć je w nadziei, że porządne wietrzenie wystarczy, by wkrótce dało się tutaj normalnie oddychać.
– Mam nadzieję, że wypisałaś sobie gdzieś plan wszystkich tych atrakcji. Przecież nie chcielibyśmy niczego przegapić – parsknął śmiechem, odwracając się w jej stronę i wyjątkowo odpuszczając sobie zarówno kwestionowanie dokonanej przez nią rezerwacji sypialni, jak i odnoszenie się do tych biednych spalonych w ogniu kiełbasek. Wzmiankę o zwiedzaniu ruin kościoła zignorował natomiast z rozmysłem. Być może znów stawiając na opcję przeczekania.
– Rozpakowanie można sobie chyba na razie odpuścić. Przynajmniej do czasu, aż wpadnie tu wystarczająco dużo świeżego powietrza, żeby dało się wysiedzieć tu dłużej niż kilkanaście minut – co do tego mogli się chyba zgodzić oboje, co zresztą zdawały się potwierdzać porzucone beztrosko torby. Właściwie… może nawet nie powinni się oszukiwać, że w ogóle w ciągu najbliższych pięciu dni którekolwiek z nich rzeczywiście się rozpakuje. Przecież coś takiego wymagałoby następnie ponownego pakowania. Najlepiej więc byłoby zaoszczędzić sobie obu tych czynności.
– Chodź zobaczyć to jezioro, w tej twojej ulotce pisali chyba coś o możliwości wypożyczenia łodzi… – najwyraźniej więc zdążył się zapoznać z tą nieszczęsną ulotką lepiej niż tylko poprzez to pojedyncze rzucenie na nią okiem. I fakt, o pływaniu łodzią nie miał najmniejszego pojęcia. Ale przecież nie było to w najmniejszym nawet stopniu istotne. W końcu – jak zaznaczyła Penny – powinni skorzystać ze wszystkich atrakcji tego miejsca. A łodzie zdecydowanie były wśród nich.
Bez dalszej – kompletnie zbędnej – zwłoki wyszedł z domku, przez moment rozważając jeszcze zostawienie otwartych na oścież drzwi. Na pewno pomogłoby to podczas wietrzenia, ale z drugiej strony… nieproszonych gości wewnątrz raczej również nie potrzebowali. Pomysł wypadało więc porzucić, zaś w drodze nad jezioro można było na krótką chwilę zapomnieć o kiepskich warunkach, w jakich przyjdzie im nocować. Bo przynajmniej temu, że okolica zdecydowanie posiadała swój urok, nijak nie można byłoby zaprzeczyć.
!szaleństwoWindermere