07.04.2024, 16:50 ✶
Można by polemizować, czy bardziej ja towarzyszyłem Daisy, czy ona mi. Ze swojego stanowiska obstawiałbym raczej tę drugą opcję, biorąc poprawkę na własny rozum i doświadczenie w walce z bestiami, aczkolwiek patrząc na to, w jakie tarapaty mogłaby się wpakować Lockhart, przychodząc tu samotnie... Cóż, w zaistniałej sytuacji, to zdecydowanie ja jej towarzyszyłem i to w roli bodyguarda. Gdybyśmy podjęli taką dyskusję, zapewne ostatecznie okazałoby się, że towarzyszyliśmy sobie nawzajem.
- Myślę, że będę w stanie odpowiedzieć ci na to pytanie, kiedy podejdziemy bliżej, a już z całą pewnością, gdy znajdziemy się na terenie Ośrodka... - przyznałem, całym sobą skupiając się na wyjątkowych umiejętnościach, którymi mógł pochwalić się dumny ród łowiecki Yaxleyów, w tym również ja. Zerknąłem na nią kątem oka, bo te jej historie to prosiły się jednak o to by mieć bodyguarda Aska dwadzieścia cztery godziny na dobę przy sobie... Czasami Kimi i Daisy były jak dwie krople wody, tylko Daisy bywała bardziej zrównoważona, mniej wariacka. Chyba.
- Ja z kolei bym tu przyjechał wypoczynkowo. Bardzo urokliwe miejsce, a przebywanie nad wodą, wśród natury jest odprężające - odparłem nieco przyciszonym głosem. Jeśli nie chciała spłoszyć potencjalnych żywych trupów, to mogłaby być nieco ciszej... Tylko problem polegał na tym, że jej nie uciszałem, bo uwielbiałem, kiedy tyle gadała. Zapewne brało się to stąd, że ostatnimi czasy widziałem się głównie z Ger i Kimi, więc innych żywych nie miałem okazji słuchać. Więc teraz słuchałem jak mało kiedy przedtem.
- Przechodź, przechodź - zachęciłem ją, właściwie to pospieszając. Pewnie bym poszedł pierwszy, ale na razie nic podejrzanego nie zwracało mojej uwagi, więc mogliśmy się zachowywać swobodnie, a też przy okazji Lockhart nie będzie musiała obserwować mojego tyłka.
- Na dobrą sprawę, to mnie nie interesuje kto zaginął, tylko dlaczego zaginął... Może niekiedy wiek i płeć tych ludzi może być istotna, ale w tym przypadku zdaje się, że to kwestia losowości... Aczkolwiek z tym wiekiem, to bym się zastanowił, bo oni wszyscy to raczej młodzi ludzie, pełni życia, nieprawdaż? - zapytałem Daisy i właściwie to ją zapaliłem do dalszego węszenia, bo co jak co, ale jako dziennikarka była idealna do robienia burzy mózgów, a burza mózgów często bywała przydatna podczas tropienia potworów. Jedna osoba mogła przeoczyć ważne fakty, ale dwie osoby bądź trzy... już niekoniecznie. Było ku temu małe prawdopodobieństwo. - Orientujesz się może, czy były jakieś stare ofiary...? Bo powiem ci szczerze, że Bagshota również sobie wyobrażałem jako starego dziada - przyznałem do niej, zatrzymując się i wzruszając ramionami. Ewidentnie jako młody łowca miałem jeszcze wiele do korekty i nauki, ale nie zamierzałem tego stwierdzać głośno.
!szaleństwoWindermere
- Myślę, że będę w stanie odpowiedzieć ci na to pytanie, kiedy podejdziemy bliżej, a już z całą pewnością, gdy znajdziemy się na terenie Ośrodka... - przyznałem, całym sobą skupiając się na wyjątkowych umiejętnościach, którymi mógł pochwalić się dumny ród łowiecki Yaxleyów, w tym również ja. Zerknąłem na nią kątem oka, bo te jej historie to prosiły się jednak o to by mieć bodyguarda Aska dwadzieścia cztery godziny na dobę przy sobie... Czasami Kimi i Daisy były jak dwie krople wody, tylko Daisy bywała bardziej zrównoważona, mniej wariacka. Chyba.
- Ja z kolei bym tu przyjechał wypoczynkowo. Bardzo urokliwe miejsce, a przebywanie nad wodą, wśród natury jest odprężające - odparłem nieco przyciszonym głosem. Jeśli nie chciała spłoszyć potencjalnych żywych trupów, to mogłaby być nieco ciszej... Tylko problem polegał na tym, że jej nie uciszałem, bo uwielbiałem, kiedy tyle gadała. Zapewne brało się to stąd, że ostatnimi czasy widziałem się głównie z Ger i Kimi, więc innych żywych nie miałem okazji słuchać. Więc teraz słuchałem jak mało kiedy przedtem.
- Przechodź, przechodź - zachęciłem ją, właściwie to pospieszając. Pewnie bym poszedł pierwszy, ale na razie nic podejrzanego nie zwracało mojej uwagi, więc mogliśmy się zachowywać swobodnie, a też przy okazji Lockhart nie będzie musiała obserwować mojego tyłka.
- Na dobrą sprawę, to mnie nie interesuje kto zaginął, tylko dlaczego zaginął... Może niekiedy wiek i płeć tych ludzi może być istotna, ale w tym przypadku zdaje się, że to kwestia losowości... Aczkolwiek z tym wiekiem, to bym się zastanowił, bo oni wszyscy to raczej młodzi ludzie, pełni życia, nieprawdaż? - zapytałem Daisy i właściwie to ją zapaliłem do dalszego węszenia, bo co jak co, ale jako dziennikarka była idealna do robienia burzy mózgów, a burza mózgów często bywała przydatna podczas tropienia potworów. Jedna osoba mogła przeoczyć ważne fakty, ale dwie osoby bądź trzy... już niekoniecznie. Było ku temu małe prawdopodobieństwo. - Orientujesz się może, czy były jakieś stare ofiary...? Bo powiem ci szczerze, że Bagshota również sobie wyobrażałem jako starego dziada - przyznałem do niej, zatrzymując się i wzruszając ramionami. Ewidentnie jako młody łowca miałem jeszcze wiele do korekty i nauki, ale nie zamierzałem tego stwierdzać głośno.
!szaleństwoWindermere