Była ostrożna, wiedziała, że jest w innym kraju i że tu w inny sposób załatwia się pewne sprawy. Między innymi dlatego, nim do nich dołączyła w maju, wolała załatwić wszystkie papirologie w Ministerstwie i czekała aż zarejestrują ją jako kociego animaga – bo jednak to w tę formę zazwyczaj się zmieniała i nie chciała na całą grupę ściągnąć przypadkowych problemów przez swoje gapiostwo, a że przez zamieszanie związane z Beltane, to trwało... Zresztą nigdy celowo nie skrzywdziłaby drugiej osoby, nawet w Egipcie, chociaż tam dużo prościej było ukryć… wypadki. Tutaj też nie chciała nikomu zrobić krzywdy i jednocześnie wolała się ochronić przed jakimś paskudnym zaklęciem, więc zrobiła jak zrobiła… Że ten ktoś próbował się w tym czasie salwować ucieczką… cóż.
– Powinna być w Miodowym Królestwie albo na piwie kremowym – dodała, kiedy Cathal zaczął wydawać rozkazy, a sama wyciągnęła koszulę ze spodni i jednym ruchem dłoni poderwała zagubione w trawie guziki w górę, by wpadły do małego zawiniątka, jakie zrobiła z dołu swojej koszuli. Nie chciała ich dotykać palcami na wszelki wypadek i nie chciała, by one się przypadkiem… zagubiły. A potem weszła za Cathalem do namiotu.
– Wiem, że się pokłóciliście – zaczęła i sama też się rozejrzała po wnętrzu, ale nic nie przykuło jej uwagi. – Nie wiem o co i nie obchodzi mnie to. Powiedziała mi, że musi teraz, zaraz a najlepiej JUŻ udać się do Hogsmeade. Obiecała mi, że kupi mi jakąś czekoladę, miała wpaść do mnie, powiedziałam jej, że mogę jej powróżyć dla rozluźnienia… żeby zajęła głowę czymś innym – wypuściła głośniej powietrze przez nos i jej spojrzenie padło na Cathala opierającego się o stół. Cathal przynajmniej zachowywał się jak on… – A pięć minut później pojawiła się nagle w obozie, spokojniutka, cichutka… może trochę przestraszona. Szła od strony wrzosowiska. Z daleka nie widziałam czy nadal nie jest zła więc zamieniłam się w kota i poszłam do niej i… Wyobraź sobie, że mnie zignorowała – uśmiechnęła się cierpko i podeszła też do stołu, wysypując na blat zawartość swojej koszuli, czyli te kilka guzików. – Była ubrana jak nie Nell, pachniała jak nie Nell, zachowywała się jak nie Nell i miała różdżkę jak nie Nell. A kiedy się odmieniłam za jej plecami, to podskoczyła wystraszona i jeszcze mi w twarz powiedziała, że mnie nie zauważyła, rozumiesz? Patrzyła się na mnie, prosto na mnie, tylko że na kota, a nie na – Ginewra też była zła i zmełła przekleństwo w ustach, choć bardziej takie arabskie, a nie angielskie. – Wiedziała, jak się nazywam, chociaż zwróciła się do mnie per Ginewro, a nie Ginny. O czekoladzie też nie pamiętała. Widziałeś kiedyś zestresowaną Nell? Bo ja właśnie miałam okazję – postukała palcem po stole i wskazała na te nieszczęsne guziki. – Po prostu próbowałam ją zamienić w człowieka-kiełbasę, żeby mi nie walnęła jakimś zaklęciem, ale wtedy próbowała się teleportować i chyba musiałam to zakłócić, stąd tamta krew. I te guziki. Tyle zostało. Myślę, że się teleportowała, ale nie do końca tam, gdzie chciała, albo się rozszczepiła – a Nell, jeśli była sobą, przecież nie próbowałaby uciekać w taki sposób, jeśli nie miałaby nic na sumieniu, a poza tym… nie zachowywałaby się tak kuriozalnie. – Nie mam pojęcia, czy to był eliksir wielosokowy czy jakaś metamorfomagia czy co. Ale to nie była Nell, nie uwierzę w to.