06.04.2024, 16:29 ✶
Ta noc zdecydowanie należało do tych udanych. A przynajmniej dla Isaaca. Nauczył się czegoś nowego, co zdecydowanie wychodziło poza schematy które znał. Nie potrafił zmusić się, żeby myśleć o tym jak o eksperymencie. To umniejszyłoby Laurentowi oraz temu, co wczorajszej nocy czuł. W przeciwieństwie więc do swojego partnera, obudził się z bardzo dobrym samopoczuciem. Nie wypił tak dużo żeby mieć kaca, jednak przed snem nie zażył eliksiru nasennego, więc spał bardzo krótko.
W sypialni miał zaczarowany sufit który przedstawiał gwieździste niebo oraz drogę mleczną. Przed zaśnięcie lubił obserwować spadające gwiazdy i wyszukiwac nowe lub znane już sobie konstelacje. Nawet w ciągu dnia jego pokój był zawsze zaciemniony i gwieździsty. Kiedy był sam, używał go tylko i wyłącznie do spania, więc oprócz dużego łóżka, drewnianej szafy i nocnego stolika, nie było w nim nic więcej.
![[Obrazek: IlgH02O.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IlgH02O.jpeg)
Po przebudzeniu spojrzał na śpiącego Laurenta. Nie chciał go budzić, więc bardzo cicho wyślizgnął się z łóżka i poszedł zapalić oraz odświeżyć się w łazience. W ogrodzie na stoliku leżały świeże wydania Proroka Codziennego i innych gazet które codziennie czytał od deski do deski, jednak na ten moment nie miał ochoty ich ruszać. Była dopiero szósta rano, więc zrobił sobie kawę i wrócił do gwieździstej sypialni. Prewett jeszcze spał, jednak zaczął się przebudzać, kiedy Isaac usiadł na brzegu łóżka z filiżanką w dłoni. Miał na sobie zwykły, granatowy t-shirt i czarne krótkie spodenki. Zero w nim było wczorajszej elegancji. Odstawił filiżankę na stolik nocny i usiadł bardziej bokiem do chłopaka.
-Nie chcesz jeszcze pospać? Jest dopiero szósta rano. - Powiedział, uważnie mu się przyglądając. Widząc jego cierpiącą minę, wyciągnął rękę i posmyrał go opuszkiem palca po czubku nosa. Była to dłoń na której jeszcze wczoraj miał rękawiczkę. Jak Laurent mógł jednak zauważyć podczas ich wspólnej nocy, skóra nie była ani zaczerwieniona ani nie wyglądała jakby faktycznie zaatakowała ją jakaś choroba. Isaac miał na dłoni wyblakłe, czarne ślady po tuszu, którego nie mógł do konca zmyć.
-Kawy? Śniadanie? - Zaproponował. Czy był to poranny kryzys blondyna, czy niezadowolenie z nocy którą razem spędzili? Nie sądził, żeby chodziło o to drugie. Bagshot bardzo szybko się uczył i mimo że wolał dominować, to nie uważał żeby to wpłynęło specjalnie na jakość ich zbliżenia. Przyzwyczajony był do sypiania z kobietami, więc zawsze w pewnym momencie przejmował inicjatywę. Miał nadzieję, że zrobił to dobrze. Co więc siedziało w głowie Laurenta? No cóż, zapewne zaraz się o tym przekona!
-Jak się czujesz? - Kiedy zostawił w spokoju jego nos, pogładził go otwarta dłonią po policzku. Uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Lubił takie drobne, czułe gesty. Nie musieli być wcale parą, żeby okazywać sobie sympatię.
W sypialni miał zaczarowany sufit który przedstawiał gwieździste niebo oraz drogę mleczną. Przed zaśnięcie lubił obserwować spadające gwiazdy i wyszukiwac nowe lub znane już sobie konstelacje. Nawet w ciągu dnia jego pokój był zawsze zaciemniony i gwieździsty. Kiedy był sam, używał go tylko i wyłącznie do spania, więc oprócz dużego łóżka, drewnianej szafy i nocnego stolika, nie było w nim nic więcej.
![[Obrazek: IlgH02O.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IlgH02O.jpeg)
Po przebudzeniu spojrzał na śpiącego Laurenta. Nie chciał go budzić, więc bardzo cicho wyślizgnął się z łóżka i poszedł zapalić oraz odświeżyć się w łazience. W ogrodzie na stoliku leżały świeże wydania Proroka Codziennego i innych gazet które codziennie czytał od deski do deski, jednak na ten moment nie miał ochoty ich ruszać. Była dopiero szósta rano, więc zrobił sobie kawę i wrócił do gwieździstej sypialni. Prewett jeszcze spał, jednak zaczął się przebudzać, kiedy Isaac usiadł na brzegu łóżka z filiżanką w dłoni. Miał na sobie zwykły, granatowy t-shirt i czarne krótkie spodenki. Zero w nim było wczorajszej elegancji. Odstawił filiżankę na stolik nocny i usiadł bardziej bokiem do chłopaka.
-Nie chcesz jeszcze pospać? Jest dopiero szósta rano. - Powiedział, uważnie mu się przyglądając. Widząc jego cierpiącą minę, wyciągnął rękę i posmyrał go opuszkiem palca po czubku nosa. Była to dłoń na której jeszcze wczoraj miał rękawiczkę. Jak Laurent mógł jednak zauważyć podczas ich wspólnej nocy, skóra nie była ani zaczerwieniona ani nie wyglądała jakby faktycznie zaatakowała ją jakaś choroba. Isaac miał na dłoni wyblakłe, czarne ślady po tuszu, którego nie mógł do konca zmyć.
-Kawy? Śniadanie? - Zaproponował. Czy był to poranny kryzys blondyna, czy niezadowolenie z nocy którą razem spędzili? Nie sądził, żeby chodziło o to drugie. Bagshot bardzo szybko się uczył i mimo że wolał dominować, to nie uważał żeby to wpłynęło specjalnie na jakość ich zbliżenia. Przyzwyczajony był do sypiania z kobietami, więc zawsze w pewnym momencie przejmował inicjatywę. Miał nadzieję, że zrobił to dobrze. Co więc siedziało w głowie Laurenta? No cóż, zapewne zaraz się o tym przekona!
-Jak się czujesz? - Kiedy zostawił w spokoju jego nos, pogładził go otwarta dłonią po policzku. Uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Lubił takie drobne, czułe gesty. Nie musieli być wcale parą, żeby okazywać sobie sympatię.