Muzyka dalej płynęła, z instrumentu, który nie powinien wydawać dźwięków, ale w końcu była magia, więc mógł być zasilany w ten sposób, obieg powietrza dzięki zaklętemu generatorowi, nie takie cuda widział świat. To nie było niepokojące. Raczej melodia, nieco rozstrojona i absolutna czystość Calliope, sprawiały, że włoski na ramionach i karku Morpheusa stawały dęba. Nie była to tylko ekscytacja, ale również groza, wyuczony instynk, wytrenowany na Departamencie Tajemnic.
Bez czarów ochronnych, za to z przygotowaną różdżką i myślą do teleportacji, poruszył się z prawej strony instrumentu, chcąc zobaczyć jego resztę i zamarł. Chociaż zaklęcie Bagshotaujawniło przed nimi żyjące (oraz martwe) istoty w pomieszczeniu, przy klawiaturze zdecydowanie siedział wysoki jegomość, wygrywający melodię. Palce poruszały się adekwatnie po białych i czarnych klawiszach, nieco mechanicznie, jak sama melodia. Jego ruchy również były szarpane.
Mężczyzna miał na sobie czerwony strój cyrkowca, ze złotym warkoczem, pagonami, obcisłe białe bryczesy oraz wysoki kapelusz, wszystko to wyglądało na zupełnie nowe i pachniało... Plastikiem?
Melodia się urwała. Mężczyzna spojrzał na Longbottoma twarzą... Morpheus jej nie znał i znał ją jednocześnie.
— Jakże podoba się państwu występ? — rozległ się donośny głos, chociaż usta mężczyzny się nie poruszyły. Neil znał ten głos. Należał do jego ojca. Morpheus cofnął się o krok, ale jeszcze nie rzucił czaru. Tymczasem mężczyzna śmierdzący nowym plastikiem wstał, ukazując się reszcie czarodziejów. Jego twarz również wyglądała, jak twarz ojca Neila, ale w czasie, gdy był zdrowy.
— Och, synku, ciebie się tutaj nie spodziewałem!
Cyrkowiec wyciągnął ręce w stronę młodego wilkołaka, jak do objęcia. Wtedy właśnie Morpheus zareagował, rzucając szybko zaklęcie. Swoje ulubione, arresto momentum, chcąc zatrzymać istotę przed dalszym poruszaniem się.
Kreatura zatrzymała się w miejscu, ze sztucznym uśmiechem i tylko gałki ocznej poruszały się to w stronę Morfeusza, to w stronę Neila.
— Mniemam, że próbuje udawać twojego ojca, Neil... — podsumował myśli prawdopodobnie wszystkich na głos, odsuwając się dwa kroki i stanowiąc barierę pomiędzy czarodziejami, a wynaturzeniem. Jeszcze tylko nie widział, czym to jest, skoro nie jest człowiekiem.
Sukces!