Morpheus niby zamrugał zalotnie, ale brakowało w tym flirciarstwa. Nawet sama myśl o czymkolwiek romantycznym z Antoniuszem napawała go lekkim obrzydzeniem. Shafiq był obiektywnie przystojnym mężczyzną, z odpowiednią charyzmą, żeby porywać i uwodzić, a personalnie również kimś, kogo Morfeusz szczerze kochał, nie była to jednak erotyczna miłość, nawet jeśli często zachowywali się jak stare małżeństwo. Ani eros ani mania. Ona leżała komfortowo między philią, miłością braterską i agape, miłością bezwarunkową. Tak, jak w przypadku swoich rodzonych braci, czuł z Shafiq'iem, że są zrobieni z atomów, które leżały tuż obok siebie u zarania dziejów, zanim świat wynurzył się z chaosu.
Uśmiech Morfusza zgasł szybciej, niż zwykle, a i temu brakowało pełnego rozkwitu. Jakby w Grecji pozostawił blask tego śmiechu, złożony w ofierze bogom na ich ołtarzach lub zazdrosny Helios zabrał mu go, aby już nie przyćmiewał nim słońca. Antoniusz wiedział, że to minie, tak samo było po śmierci Aurory, jego starszej siostry. Odchrząknął.
— Wybrałem się do Hogsmeade, sprawy służbowe. Weryfikacja drzewa genealogicznego rodziny oraz potencjalnego daru wieszczenia. Gdy wychodziłem, już się ściemniało, zatrzymałem się na papierosa, te nałogi. Wtedy zaczepiła mnie jakaś dziewczynka. Z ręką na sercu, mógłbym powiedzieć, że to twoja córka. Przynajmniej tak wyobrażam sobie, jakby wyglądała, gdyby istniała. Doskonale ubrana, trochę jak matki ubierały nasze rówieśniczki, dużo falban, zakręcone loki, pantofle zafarbowane pod kolor kaftanika. Prawie jak laleczka porcelanowa. Stoi tak i mówi: Jestem dziedziczką dworku Cape, lecz zagubiłam mą drogę, może mi pan pomóc?
[a]Morpheus podniósł głos do falsetu, udając dziecięcy głosik dziewczęcia. Co prawda nie pamiętał dokładnie, jak to powiedziała, ale sens pozostał taki sam.
— Natomiast gdy tylko odwróciłem się, żeby zgasić papierosa i zapytać ją o szczegóły, imię i nazwisko, z kim tu przyszła, może w dziecięcym objawieniu się magii nagle się teleportowała, ona zniknęła. Jak w powietrzu, pomimo że nie wyglądała jak duch i nie słyszałem dźwięku teleportacji.
Ciągnął swoją opowieść.
— Słyszałeś kiedyś o włościach Cape?