Jak to się mówiło: jutro będzie futro. Albo, że kogut myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli. Co prawda Ginewra nikomu łba ścinać nie zamierzała, ale na pewno nie zamierzała obiecać, że nikogo nie pokryje futrem. W tym jednak wypadku wyobraziła sobie dorodną parówkę i ten człowiek, kimkolwiek był, miał się nią stać, choćby na trochę.
Udało jej się osiągnąć tyle, że sama nie oberwała. To była kwestia czasu tak po prawdzie i chodziło o szybkość – albo ona, albo nie-Nell, a Ginny zamierzała sobie jeszcze trochę pożyć i to z kompletem kończyn. Jej zaklęcie wypaliło i była jednak trochę szybsza niż przeciwni…czka, której trudno było utrzymać różdżkę w dłoni, by prawidłowo zawiązać zaklęcie, ale choć Ginny chciała zrobić coś jeszcze, to nie zdążyła. Trzasnęło i McGonagall skrzywiła się paskudnie, bo ktokolwiek to był – zniknął. Nie miała złudzeń, brała pod uwagę i eliksir i ludzką mutację, ale też metamorfomagię. Jednak widząc krew, która zbroczyła trawę… miała też świadomość, że jej działania nie powinny skończyć się w ten sposób, więc ktoś, kto podszył się pod Nell, chyba się właśnie rozszczepił w trakcie teleportacji… po tajemniczym osobniku, który podszył się pod Nell, pozostało jedynie trochę krwi i kilka guzików… Egipcjanka stała przez moment nieruchomo, ściskając swoją różdżkę w dłoni, czekając na to czy coś się stanie, aż w końcu powoli wypuściła powietrze przez usta. Jej oczy zmieniły się w te kocie, rozglądała się czujnie na boki, szukała czegokolwiek, co nie pasowało do tego wieczornego obrazka. Kogokolwiek, kto być może próbował się zbliżyć do namiotu, do którego wejście udaremniła właśnie… komu właściwie?
– Cala. Wołaj Cala! – przecież nie Nell… nie było jej tu, ale najwyraźniej mało kto zdawał sobie z tego w ogóle z tego sprawę. Nie raczyła odpowiedzieć czy jest ranna, ani czy kogoś zabiła, lecz skoro nie chciała pomocy Nell, to chyba ranna nie była – zresztą sama była uzdrowicielem… nie. Tutaj trzeba było Cala, powinien się jak najszybciej dowiedzieć o zajściu.
Kucnęła, wypatrując tych wszystkich guzików w trawie i krwi. Jej nos też zaczął zmieniać się w ten koci i pochyliła się w dziwacznej pozycji, chcąc złapać choć trochę zapachu. Koci węch może nie był tak dobry jak psi, ale z pewnością był lepszy niż ludzki. Po dłuższej chwili jednak się wyprostowała, pozwalając by nos zmienił się na powrót w ten ludzki i rozejrzała się jeszcze raz.
Percepcja
Sukces!
Akcja nieudana