03.04.2024, 07:54 ✶
Rzuty npc]http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=2808&pid=37754#pid37754]Rzuty npc
- Ojej, przepraszam, jutro... - zaczęła Nell - Nie - Nell. Nie zdążyła jednak dokończyć: McGonagall wypuściła czar i ciało kobiety zaczęło się pod jego wpływem przekształcać. Palce spuchły najpierw, utrudniając wycelowanie różdżką w Ginewrę, chwilę później trzasnęły guziki koszuli, gdy i tors zaczął się rozrastać. Chociaż zdawała się do pewnego stopnia spodziewać ataku, nie zdążyła się przed nim obronić.
Jeśli intruz miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że został zauważony, to na pewno teraz prysły. Okrzyk Ginewry, wzywający pomocy, zresztą też swoje zrobił.
Kobiecie (o ile to w ogóle była kobieta: jeśli użyto wielosokowego albo metamorfomagii równie dobrze mogli mieć do czynienia z mężczyzną) pozostało już właściwie tylko jedno. Nim wypuściła różdżkę z wciąż powiększającycy się palców, spróbowała się teleportować.
Trzasnęło.
Rozrastające się ciało znikło. Pozostawiło jednak po sobie kilka guzików, które zdążyły odpaść od ubrania, a także krew na ziemi - wyglądało na to, że chociaż ta fałszywa Nell zdołała zniknąć i zabrała nawet stąd wszystkie fragmenty ciała, to zaklęcie Ginewry utrudniło jej teleportację. Gdziekolwiek wylądowała, prawdopodobnie doszło do lekkiego rozszczepienia. Wszystko działo się na tyle szybko, że nikt nie zdążył zareagować na krzyk - o tej porze sporo osób wracało do Londynu, a ci, którzy zostali, musieli poderwać się pewnie czy to od kolacji, czy z posłań, gdy odpoczywali po ciężkim dniu. Z jednego z pobliskich namiotów wyskoczył jednak teraz jeden z asystentów, boso, w niedopiętej koszuli, za to z różdżką w ręku. Rozejrzał się, ale widział tylko egipską historyczkę.
- Co... co się stało? - zapytał niepewnie, a potem jego wzrok powędrował ku rozdeptanej trawie, tu i ówdzie pokrytej krwią. - Jesteś ranna? Zabiłaś kogoś? - wyrwało się mu, a dłoń trzymająca różdżkę zadrżała lekko. Gdzieś dalej ktoś jeszcze wychylał się z namiotu, zwabiony zamieszaniem.
- Ktoś umiera? Wołać Cala albo Nell?!
- Ojej, przepraszam, jutro... - zaczęła Nell - Nie - Nell. Nie zdążyła jednak dokończyć: McGonagall wypuściła czar i ciało kobiety zaczęło się pod jego wpływem przekształcać. Palce spuchły najpierw, utrudniając wycelowanie różdżką w Ginewrę, chwilę później trzasnęły guziki koszuli, gdy i tors zaczął się rozrastać. Chociaż zdawała się do pewnego stopnia spodziewać ataku, nie zdążyła się przed nim obronić.
Jeśli intruz miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że został zauważony, to na pewno teraz prysły. Okrzyk Ginewry, wzywający pomocy, zresztą też swoje zrobił.
Kobiecie (o ile to w ogóle była kobieta: jeśli użyto wielosokowego albo metamorfomagii równie dobrze mogli mieć do czynienia z mężczyzną) pozostało już właściwie tylko jedno. Nim wypuściła różdżkę z wciąż powiększającycy się palców, spróbowała się teleportować.
Trzasnęło.
Rozrastające się ciało znikło. Pozostawiło jednak po sobie kilka guzików, które zdążyły odpaść od ubrania, a także krew na ziemi - wyglądało na to, że chociaż ta fałszywa Nell zdołała zniknąć i zabrała nawet stąd wszystkie fragmenty ciała, to zaklęcie Ginewry utrudniło jej teleportację. Gdziekolwiek wylądowała, prawdopodobnie doszło do lekkiego rozszczepienia. Wszystko działo się na tyle szybko, że nikt nie zdążył zareagować na krzyk - o tej porze sporo osób wracało do Londynu, a ci, którzy zostali, musieli poderwać się pewnie czy to od kolacji, czy z posłań, gdy odpoczywali po ciężkim dniu. Z jednego z pobliskich namiotów wyskoczył jednak teraz jeden z asystentów, boso, w niedopiętej koszuli, za to z różdżką w ręku. Rozejrzał się, ale widział tylko egipską historyczkę.
- Co... co się stało? - zapytał niepewnie, a potem jego wzrok powędrował ku rozdeptanej trawie, tu i ówdzie pokrytej krwią. - Jesteś ranna? Zabiłaś kogoś? - wyrwało się mu, a dłoń trzymająca różdżkę zadrżała lekko. Gdzieś dalej ktoś jeszcze wychylał się z namiotu, zwabiony zamieszaniem.
- Ktoś umiera? Wołać Cala albo Nell?!