Czasami zastanawiała się, jak wyglądało życie szkolne jej kolegów i koleżanek z grupy archeologicznej. Dla kogo było zwariowane, dla kogo było tylko epizodem nad książkami i pergaminami (choć w jej głowie toczyły się papirusy, tych tutaj jednak nie mieli), ile w tym było zabawy i beztroski, a ile ambicji i powagi. Choć jak tak spojrzeć na nią i na Jamila… nie było to najspokojniejsze życie, ale ludzie dorastali i się zmieniali. Ona się zmieniła na pewno – uspokoiła, chociaż ta psotnica nadal w niej siedziała. Teraz była jednak uśpiona i ukołysana spokojem i powolnością miasta, gdy tak niespiesznie szli chodnikiem. Może i plotła trzy po trzy, ale niezbyt się tym przejmowała, podchmielone głowy miały swoje inne problemy i inne priorytety.
– Na pewno. Ale wtedy przestałaby paplać, więc przemyśl to jeszcze. Może rzepa to odpowiedź na wszystkie twoje problemy – paplała dalej. Chwila wstydu i zdjęcia rozdane reszcie ekipy kontra wieczny ból głowy paplającej ze złośliwością Nell… Ginewra roześmiała się nawet cicho, wyobrażając sobie Cathala z tymi rzepami i zwisającymi z nich liśćmi, że aż poczuła, że oczy jej łzawią, więc uniosła dłoń, by przetrzeć oczy. To ją rozbawiło bardziej, niż powinno, ale z drugiej strony ten alkohol… I chłód wieczoru – chyba właśnie ze względu na rzekę – sprawił, że Ginny zrobiło się zimniej. Była wszak wychowana w gorącym Egipcie, a chociaż to lato było (dla niej) wyjątkowo łaskawe, to jednak takie noce… Aż przysunęła się bliżej do Cathala, gdy tak szła z nim pod ramię. Tak było lepiej, tak było przyjemniej…
– Musisz mi to wszystko spisać, bo pewnie zapomnę. Zacznę powoli odhaczać z listy, bo chętnie bym pozwiedzała – chciała się Anglii nauczyć, chciała jej doświadczyć. Niby była tutaj od niecałych trzech miesięcy, ale w większości kręciła się po określonym obszarze, pomalutku go powiększając. Ale była ciekawa, ciągle chciała badać, widzieć, poczuć, doświadczyć… I z każdym dniem radziła sobie tutaj coraz lepiej – tak jej się przynajmniej wydawało.
– O tak. To koniecznie muszę zobaczyć – oczywiście, że nazwa była jej znana. Ale póki co była w tych wolnych chwilach dla siebie bardziej skupiona na tych czarodziejskich ośrodkach i miejscach, nie mugolskich. Ale Wzgórze Glastonbury zdecydowanie było wysoko na jej liście miejsc, które chciała zobaczyć.
A najlepiej to i zbadać.
Przymknęła na moment oczy, gdy tak szli, otulona chłodem i ciepłem, sennością i cichymi hałasami miasta. Otworzyła je dopiero, gdy Cathal znowu się odezwał.
– Żadnej teleportacji – wymamrotała. Bez alkoholu źle ją znosiła, a po nim… Przecież to by się tak bardzo źle skończyło i to nawet niekoniecznie dlatego, że mogliby się rozszczepić. Sieć Fiuu była znaczne bezpieczniejsza i choć miała wrażenie, że też ją zemdli po wirowaniu w kominku, to chyba wolała to, niż szaloną jazdę autobusu. – Do kominka. Mam wrażenie, że jak wrócę do domu, to padnę. Chyba jednak za dużo… za dużo wypiłam – gadała dalej, a to głównie po to, żeby nie zasnąć. Z drugiej strony jak źle wypowie nazwę w kominku, to może ją wynieść… gdziekolwiek. Ale liczyła, że jednak jeszcze tę chwilę wytrzyma i jakoś sobie poradzi.