28.03.2024, 13:50 ✶
Pojawienie się Morpheusa na klatce było niespodziewane i na swój sposób całkowicie przewidywalne, bo przecież często wpadał z zaskoczenia. Oczywiście powitał go ciepło, odwzajemniając pocałunki, kładąc dłonie na jego talli, wyuczony, co takie odwiedziny i powitanie oznaczają... dlatego był kompletnie zdezorientowany gdy zamiast zdejmować z siebie zbędne warstwy ubrań, czarodziej zaproponował wycieczkę.
-Oh... To schlebia mi?-rzucił, zaskoczony, ale zaraz roześmiał się wesoło, ciekaw co tam mężczyzna zaplanował. To na oglądanie domu trzeba się tak stroić? Może po prostu po siedzeniu w szpitalu Morpheus próbował sobie zrekompensować dni bez ułożonych włosów? To było nieważne, liczyło się to, że wyglądał wspaniale, jak zawsze z resztą.
Sam Neil nie miał żadnych ubrań, jakimi mógłby się pochwalić, z resztą Morpheus nigdy nie narzekał na jego styl, ale też nigdy nie wychodzili razem do ludzi, no zdarzyło się, ale nie byli ze sobą wiązani, a czy teraz nie wzbudzi to pytań? Nie, na pewno nie, Morpheus na pewno już wymyślił dobrą wymówkę, dlaczego towarzyszy mu młody chłopak, pomoc domowa, syn sąsiadki aspirujący na agenta nieruchomości, czy inny nonsens.
Teleportacja wzięła go z zaskoczenia i przyprawiła o niezłą porcję strachu. Nie robił tego, nie lubił tego, średnio się po tym czuł, ale co miał poradzić? Zmrużył tylko oczy wyszukując w pamięci nazwę, żeby zaraz unieść brwi w zaskoczeniu. Little Hangleton... To daleko! Co oni tu robią?
Antoniusz... Antoniusz.... Ahhh! To ten wredny kutas, co? Uśmiechnął się pogodnie, kiwając głową.
-Tak, brak duchów jest dość ważnym wymaganiem przy kupnie domu.-zaśmiał się, już wiedząc, że zabawę będzie miał przednią. Byli na jakimś zadupiu i nie chodzi o lokalizację, chodzi mu o odległość od Londynu. Ani na piechotę, ani rowerem. Już widział, jak sobie kupuje pociąg i tłucze się nim nie wiadomo jak długo do domu. Bezsensowne wydawanie pieniędzy. Powinien był udawać chorego. Nie, nie będzie mu psuł dnia, to ostatnie czego chce. Zadowolony uśmiech i choć kłamać nie umie, to dzisiaj włoży w to wszystkie swoje siły, całą energię! Uwierz w to, że umiesz kłamać i będziesz umieć kłamać.
W końcu stali w czwórkę. Zadowolenie i szczęście, to go miało przepełniać, gdy się przedstawiał, podając dłonie, skłaniając się lekko, mówiąc własne imię i pocąc się w duchu powtarzając w myślach poznane imię i nazwisko. Isaac Bag Shot, ale kto ją postrzelił? Tak, skojarzenia są najlepsze. Wdech, wydech i siedzieli już w karecie. Czyli jechali jeszcze dalej?
Czy chłopak nie był aż tak ładny, jak sekretarka? Zerknął na Shafiqa na pół sekundy i wrócił spojrzeniem do... Eh... Bag Shot. Przechylił lekko głowę na bok słysząc jak mówi o atrakcjach. Uniósł brew na zamki i tu chłopak miał jego uwagę. Temat książki może nie był ciekawy, ale na pewno milczenie gdy czyta książkę było naturalne. Odejmowało to dużo od niezręczności jakiej doświadczał do tej pory.
Nagle rozszalał się deszcz, który Neil obdarzył spojrzeniem kompletnie pozbawionym aprobaty. Czyżby jednak nowy dom był nawiedzony lub miał klątwę wiecznego deszczu? Możliwe. Szkoda tylko, że nie był na nią gotowy, a lekkie ubranie dostosowane do środka lata ni jak nie chroniło go przed deszczem.
Wyszli na zewnątrz i jeśli nikt nie zapewnił mu żadnego rodzaju osłony przed deszczem, to cóż... Chińsko-francuski kurczak został podany w sosie w niebiańskich łez.
Podskoczył w miejscu, natychmiast zakrywając uszy na głośno dźwięk pioruna. Mogli zginąć! Co za dom Morpheus wybrał? Do tego zamek... Nie to, że był brzydki, no może trochę... na pewno nie był w stylu francuza, który przywykł do bardziej wiejskich klimatów.
Spojrzał z niezrozumieniem na An... Jak mu było? Piękna pani Morpheusa się tu zmieści? Jaka piękna Pani? Miejsca na walizki jest dużo? Ah... O taką kobietę chodzi... Spojrzał na sufit gdy mowa była o jego wysokości. Ciekawe jak to zimą nagrzeje, co?
-Oh... To schlebia mi?-rzucił, zaskoczony, ale zaraz roześmiał się wesoło, ciekaw co tam mężczyzna zaplanował. To na oglądanie domu trzeba się tak stroić? Może po prostu po siedzeniu w szpitalu Morpheus próbował sobie zrekompensować dni bez ułożonych włosów? To było nieważne, liczyło się to, że wyglądał wspaniale, jak zawsze z resztą.
Sam Neil nie miał żadnych ubrań, jakimi mógłby się pochwalić, z resztą Morpheus nigdy nie narzekał na jego styl, ale też nigdy nie wychodzili razem do ludzi, no zdarzyło się, ale nie byli ze sobą wiązani, a czy teraz nie wzbudzi to pytań? Nie, na pewno nie, Morpheus na pewno już wymyślił dobrą wymówkę, dlaczego towarzyszy mu młody chłopak, pomoc domowa, syn sąsiadki aspirujący na agenta nieruchomości, czy inny nonsens.
Teleportacja wzięła go z zaskoczenia i przyprawiła o niezłą porcję strachu. Nie robił tego, nie lubił tego, średnio się po tym czuł, ale co miał poradzić? Zmrużył tylko oczy wyszukując w pamięci nazwę, żeby zaraz unieść brwi w zaskoczeniu. Little Hangleton... To daleko! Co oni tu robią?
Antoniusz... Antoniusz.... Ahhh! To ten wredny kutas, co? Uśmiechnął się pogodnie, kiwając głową.
-Tak, brak duchów jest dość ważnym wymaganiem przy kupnie domu.-zaśmiał się, już wiedząc, że zabawę będzie miał przednią. Byli na jakimś zadupiu i nie chodzi o lokalizację, chodzi mu o odległość od Londynu. Ani na piechotę, ani rowerem. Już widział, jak sobie kupuje pociąg i tłucze się nim nie wiadomo jak długo do domu. Bezsensowne wydawanie pieniędzy. Powinien był udawać chorego. Nie, nie będzie mu psuł dnia, to ostatnie czego chce. Zadowolony uśmiech i choć kłamać nie umie, to dzisiaj włoży w to wszystkie swoje siły, całą energię! Uwierz w to, że umiesz kłamać i będziesz umieć kłamać.
W końcu stali w czwórkę. Zadowolenie i szczęście, to go miało przepełniać, gdy się przedstawiał, podając dłonie, skłaniając się lekko, mówiąc własne imię i pocąc się w duchu powtarzając w myślach poznane imię i nazwisko. Isaac Bag Shot, ale kto ją postrzelił? Tak, skojarzenia są najlepsze. Wdech, wydech i siedzieli już w karecie. Czyli jechali jeszcze dalej?
Czy chłopak nie był aż tak ładny, jak sekretarka? Zerknął na Shafiqa na pół sekundy i wrócił spojrzeniem do... Eh... Bag Shot. Przechylił lekko głowę na bok słysząc jak mówi o atrakcjach. Uniósł brew na zamki i tu chłopak miał jego uwagę. Temat książki może nie był ciekawy, ale na pewno milczenie gdy czyta książkę było naturalne. Odejmowało to dużo od niezręczności jakiej doświadczał do tej pory.
Nagle rozszalał się deszcz, który Neil obdarzył spojrzeniem kompletnie pozbawionym aprobaty. Czyżby jednak nowy dom był nawiedzony lub miał klątwę wiecznego deszczu? Możliwe. Szkoda tylko, że nie był na nią gotowy, a lekkie ubranie dostosowane do środka lata ni jak nie chroniło go przed deszczem.
Wyszli na zewnątrz i jeśli nikt nie zapewnił mu żadnego rodzaju osłony przed deszczem, to cóż... Chińsko-francuski kurczak został podany w sosie w niebiańskich łez.
Podskoczył w miejscu, natychmiast zakrywając uszy na głośno dźwięk pioruna. Mogli zginąć! Co za dom Morpheus wybrał? Do tego zamek... Nie to, że był brzydki, no może trochę... na pewno nie był w stylu francuza, który przywykł do bardziej wiejskich klimatów.
Spojrzał z niezrozumieniem na An... Jak mu było? Piękna pani Morpheusa się tu zmieści? Jaka piękna Pani? Miejsca na walizki jest dużo? Ah... O taką kobietę chodzi... Spojrzał na sufit gdy mowa była o jego wysokości. Ciekawe jak to zimą nagrzeje, co?