28.03.2024, 03:53 ✶
Isaac był dzisiaj w całkiem dobrym nastroju. Wstał dwie godziny przed czasem, zrobił sobie kawę i wyszperał z rodzinnej biblioteczki mugolską książkę o zamkach Wielkiej Brytanii i ich legendach. Uwielbiał mugolskie książki, a zwłaszcza te, które w jakiś sposób traktowały o magii. Uznał, że warto przygotować się merytoryczne do dzisiejszej podróży! Przecież nie będzie zanudzał swoich towarzyszy wykładem o architekturze, prawda? Lepiej będzie przeczytać im jakąś zabawną legendę.
Jedząc już śniadanie, otworzył książkę na stronie 21 i zanurzył się w lekturze. Bardzo lubił podejście mugoli do magii, oraz tego, w jaki sposób starali się nie wierzyć, że ona naprawdę istnieje.
Będąc na stronie 37, usłyszał dobiegający z zewnątrz charakterystyczny dźwięk, który powiadomił go o przybyciu Anthony’ego Shafiqa. Schował więc książkę do torby, założył na siebie granatowy płaszcz oraz kapelusz w tym samym kolorze, i wyszedł na zewnątrz. Poprosił mężczyznę, żeby ze względu na mugoli mieszkających w pobliżu, teleportował się do jego ogrodu.
-Witam w moich skromnych progach, panie Shafiq. Na kawę zaproszę następnym razem. Zakładam, że się spieszymy. - Przywitał się z lekkim uśmiechem. Bliźniak z czerwonej cegły w którym mieszkał, tylko w połowie należał do jego rodziny. Drugą część budynku zajmował jego starszy sąsiad Reymond. Mniej więcej miesiąc temu zmarła mu żona, a zaraz po tym ich niewidomy pies. Biedak został zupełnie sam; Ogród był spory i zadbany. Albo Isaac sam o niego dbał, albo wynajął kogoś kto się tym zajmował. Trawa była równo przystrzyżona, a na niewysokim skalniaku który okalał wewnętrzna część płotu, rosły różnego rodzaju kolorowe kwiaty. Dwupiętrowy dom nie był duży. Miał trzy sypialnie, łazienkę, kuchnię, salon i jadalnię. Dodatkowo, Isaac nie mieszkał w Londynie, a w mugolskiej części Manchesteru. Jego dom znajdował się w urokliwej okolicy Gorton Abbey Hey. Tuż za płotem znajdował się ogromny park zwany Debdale Park. Były to ogromne połacie zieleni oraz trzy zbiorniki wodne wokół których można było spacerować. Kiedy było bardzo ciepło, mugole rozpalali tam grilla i kąpali się w orzeźwiająco chłodnych wodach Debdale.
-Jestem gotowy. - Powiedział i ściągnął kapelusz. Tak właściwie to nie wiedział po co go założył skoro i tak mieli się teleportować. Kiedy obaj mężczyźni chcieli stąd zniknąć, usłyszeli pukanie do drewnianych drzwi ogrodowych.
-Isaac? Synu? Jesteś tam? - Zawołał starczy głos.
-Przepraszam panie Shafiq, ale to bardzo ważne. - Powiedział nagle i podszedł do drzwi ogrodowych żeby je otworzyć.
-Dzień dobry panie Reymondzie, jak się dzisiaj pan czuje? - Zapytał Isaac starego, zmarszczonego staruszka trzymającego w rękach paczkę ciastek.
-A dobrze, dobrze… przyniosłem ci twoje ulubione sconesy. O, widzę że masz gościa, dzień dobry! - Zawołał starzec w stronę Anthony’ego. - Może przyjdziecie na herbatę? Czy to… czy to twój ojciec? Jacob, to ty? Przepraszam, ale ja niedowidzę. - Tłumaczył się staruszek, marszcząc oczy. Isaac wziął od niego ciastka.
-Dziekuje. Nie, ojciec dalej siedzi w Norwegii. To mój szef, Anthony. I niestety nie przyjdziemy na herbatę, ponieważ musimy iść do pracy. - Odpowiadał cierpliwie.
-Do pracy? A to dzisiaj nie jest sobota? - Dopytywał Reymond. - To ja was podwiozę.
-Najpierw musimy popracować chwilę w domu panie Reymondzie. Pan Anthony przyjechał swoim samochodem.
-Tak? A gdzie ten samochód? Który to? To zobaczę sobie jaka marka.
-Pan Anthony lubi spacerować, zostawił auto kawałek dalej.
-Och, rozumiem… to może jednak przyjdziecie na herbatę?
-Mamy dużo pracy, przepraszam.
-A dlaczego stoicie w ogrodzie? Znowu palisz papierosy? Ja nie wiem czy to takie zdrowe…
-Dzisiaj wypaliłem tylko jednego papierosa. Pan Anthony podziwiał begonie które pomógł mi pan posadzić, panie Reymondzie. Obiecuję, że przyjdę jutro do pana ma herbatę.
-No dobrze, dobrze. To ja już wracam do siebie. Miłego dnia panie Anthony. Proszę dbać o Isaaca bo to takie dobre dziecko. Niech pan go nie przemęcza w pracy, żeby potem miał siłę pomagać takiemu staruszkowi jak ja ha ha ha…. miłego dnia! - Zaśmiał się starzec, po czym odwrócił i sobie poszedł. Isaac zamknął drzwi ogrodowe na zawleczkę, opakowanie ciastek schował do torby, po czym jakby nic się nie stało, zakomunikował, że jest gotowy.
***
Teleportacja przebiegła bez zarzutu. Kiedy Isaac poczuł pod stopami twardy grunt, odetchnął. Poprawił płaszcz i włosy, założył na głowę kapelusz i rozejrzał się. Morpheus i jego towarzysz byli już na miejscu, a za nimi stał powóz zaprzęgnięty w testrale.
-Dzień dobry. - Rzucił w stronę ogółu i spojrzał na chłopaka stojącego obok Morpheusa.
-Isaac Bagshot, miło mi. - Uśmiechnął się jakby faktycznie było mu miło i podał rękę nieznajomemu. - Humor dopisuje? - Zapytał pogodnie.
Kiedy siedzieli już w karocy, chciało mu się trochę śmiać. Przy tak ładnej pogodzie z chęcią by się przeszedł, jednak dwaj starsi panowie najwyraźniej woleli inny środek transportu niż własne nogi. No cóż - starość, nie radość.
-Skoro sekretarka pana Shafiqa zaniemogła, to dzisiaj ja zajmuję jej miejsce. Nie jestem co prawda tak ładny jak ona… -Mówił, wyciągając z torby na ramię książkę którą że sobą zabrał. - … ale przygotowałem dla nas inne atrakcje. Droga będzie długa, ale ze mną nie będziecie się nudzić. - Otworzył książkę na stronie 21. - Proszę państwa, oto “Zamki Wielkiej Brytanii i ich legendy”, mugolskiego autora Nicka Potatoes. -Odchrząknął i zaczął czytać.
-Książę zaprasza do swojego domu, czarodziej zdradza tajniki latania na miotle, a Celt z Rzymianinem uczą historii. W hrabstwie Northumberland w północnej Anglii, na granicy ze Szkocją, rzeczywistość wymieszała się z baśnią…- Czytał wyćwiczonym głosem osoby, która nie raz musiała występować publicznie. Nauczył się tego kiedy przez prawie rok czasu wykładał w Bolonii dla studentów anglojęzycznych. Przedmiot historyczny, oczywiście, więc musiał jakoś zaciekawić swoich uczniów.
W połowie podróży zastał ich deszcz i pogoda zmieniła się diametralnie. To jeszcze bardziej dodawało całej historii klimatu baśni oraz tajemniczości! Nie dowiedzą się jednak już nigdy co dokładnie wydarzyło się w hrabstwie Northumberland, i czy czarodziej faktycznie zdradzał tajniki latania na miotle, ponieważ kiedy dojechali na miejsce, Isaac zamknął książkę i schował ja do torby.
-Dziękuję za uwagę, panowie. - Powiedział i razem ze wszystkimi wyszedł na deszcz. Nie miał problemu z angielską pogoda, jednak bardzo nie lubił moknąć. Kiedy więc ruszyli za Anthonym, wyciągnął różdżkę i mruknął coś, co sprawiło że krople deszczu opływały go jakby miał nad sobą niewidzialną kopułę. Rozglądał się wokół, oceniając wielkość terenu oraz sam budynek.
-Stara posiadłość, panie Longbottom. - Zwrócił się do Morpheusa, przekrzykując deszcz. - Widzi pan tamte gzymsy i fasadę? Neogotyk! Co oznacza - schludnie, acz nasrane. Ostatnią przebudowę datowałbym na osiemnasty wiek… - Chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak przerwała mu błyskawica która uderzyła w drzewo tuż obok nich. Drgnął nieco i poprawił kapelusz który miał na sobie. Wszedł za wszystkimi.
Jedząc już śniadanie, otworzył książkę na stronie 21 i zanurzył się w lekturze. Bardzo lubił podejście mugoli do magii, oraz tego, w jaki sposób starali się nie wierzyć, że ona naprawdę istnieje.
Będąc na stronie 37, usłyszał dobiegający z zewnątrz charakterystyczny dźwięk, który powiadomił go o przybyciu Anthony’ego Shafiqa. Schował więc książkę do torby, założył na siebie granatowy płaszcz oraz kapelusz w tym samym kolorze, i wyszedł na zewnątrz. Poprosił mężczyznę, żeby ze względu na mugoli mieszkających w pobliżu, teleportował się do jego ogrodu.
-Witam w moich skromnych progach, panie Shafiq. Na kawę zaproszę następnym razem. Zakładam, że się spieszymy. - Przywitał się z lekkim uśmiechem. Bliźniak z czerwonej cegły w którym mieszkał, tylko w połowie należał do jego rodziny. Drugą część budynku zajmował jego starszy sąsiad Reymond. Mniej więcej miesiąc temu zmarła mu żona, a zaraz po tym ich niewidomy pies. Biedak został zupełnie sam; Ogród był spory i zadbany. Albo Isaac sam o niego dbał, albo wynajął kogoś kto się tym zajmował. Trawa była równo przystrzyżona, a na niewysokim skalniaku który okalał wewnętrzna część płotu, rosły różnego rodzaju kolorowe kwiaty. Dwupiętrowy dom nie był duży. Miał trzy sypialnie, łazienkę, kuchnię, salon i jadalnię. Dodatkowo, Isaac nie mieszkał w Londynie, a w mugolskiej części Manchesteru. Jego dom znajdował się w urokliwej okolicy Gorton Abbey Hey. Tuż za płotem znajdował się ogromny park zwany Debdale Park. Były to ogromne połacie zieleni oraz trzy zbiorniki wodne wokół których można było spacerować. Kiedy było bardzo ciepło, mugole rozpalali tam grilla i kąpali się w orzeźwiająco chłodnych wodach Debdale.
-Jestem gotowy. - Powiedział i ściągnął kapelusz. Tak właściwie to nie wiedział po co go założył skoro i tak mieli się teleportować. Kiedy obaj mężczyźni chcieli stąd zniknąć, usłyszeli pukanie do drewnianych drzwi ogrodowych.
-Isaac? Synu? Jesteś tam? - Zawołał starczy głos.
-Przepraszam panie Shafiq, ale to bardzo ważne. - Powiedział nagle i podszedł do drzwi ogrodowych żeby je otworzyć.
-Dzień dobry panie Reymondzie, jak się dzisiaj pan czuje? - Zapytał Isaac starego, zmarszczonego staruszka trzymającego w rękach paczkę ciastek.
-A dobrze, dobrze… przyniosłem ci twoje ulubione sconesy. O, widzę że masz gościa, dzień dobry! - Zawołał starzec w stronę Anthony’ego. - Może przyjdziecie na herbatę? Czy to… czy to twój ojciec? Jacob, to ty? Przepraszam, ale ja niedowidzę. - Tłumaczył się staruszek, marszcząc oczy. Isaac wziął od niego ciastka.
-Dziekuje. Nie, ojciec dalej siedzi w Norwegii. To mój szef, Anthony. I niestety nie przyjdziemy na herbatę, ponieważ musimy iść do pracy. - Odpowiadał cierpliwie.
-Do pracy? A to dzisiaj nie jest sobota? - Dopytywał Reymond. - To ja was podwiozę.
-Najpierw musimy popracować chwilę w domu panie Reymondzie. Pan Anthony przyjechał swoim samochodem.
-Tak? A gdzie ten samochód? Który to? To zobaczę sobie jaka marka.
-Pan Anthony lubi spacerować, zostawił auto kawałek dalej.
-Och, rozumiem… to może jednak przyjdziecie na herbatę?
-Mamy dużo pracy, przepraszam.
-A dlaczego stoicie w ogrodzie? Znowu palisz papierosy? Ja nie wiem czy to takie zdrowe…
-Dzisiaj wypaliłem tylko jednego papierosa. Pan Anthony podziwiał begonie które pomógł mi pan posadzić, panie Reymondzie. Obiecuję, że przyjdę jutro do pana ma herbatę.
-No dobrze, dobrze. To ja już wracam do siebie. Miłego dnia panie Anthony. Proszę dbać o Isaaca bo to takie dobre dziecko. Niech pan go nie przemęcza w pracy, żeby potem miał siłę pomagać takiemu staruszkowi jak ja ha ha ha…. miłego dnia! - Zaśmiał się starzec, po czym odwrócił i sobie poszedł. Isaac zamknął drzwi ogrodowe na zawleczkę, opakowanie ciastek schował do torby, po czym jakby nic się nie stało, zakomunikował, że jest gotowy.
***
Teleportacja przebiegła bez zarzutu. Kiedy Isaac poczuł pod stopami twardy grunt, odetchnął. Poprawił płaszcz i włosy, założył na głowę kapelusz i rozejrzał się. Morpheus i jego towarzysz byli już na miejscu, a za nimi stał powóz zaprzęgnięty w testrale.
-Dzień dobry. - Rzucił w stronę ogółu i spojrzał na chłopaka stojącego obok Morpheusa.
-Isaac Bagshot, miło mi. - Uśmiechnął się jakby faktycznie było mu miło i podał rękę nieznajomemu. - Humor dopisuje? - Zapytał pogodnie.
Kiedy siedzieli już w karocy, chciało mu się trochę śmiać. Przy tak ładnej pogodzie z chęcią by się przeszedł, jednak dwaj starsi panowie najwyraźniej woleli inny środek transportu niż własne nogi. No cóż - starość, nie radość.
-Skoro sekretarka pana Shafiqa zaniemogła, to dzisiaj ja zajmuję jej miejsce. Nie jestem co prawda tak ładny jak ona… -Mówił, wyciągając z torby na ramię książkę którą że sobą zabrał. - … ale przygotowałem dla nas inne atrakcje. Droga będzie długa, ale ze mną nie będziecie się nudzić. - Otworzył książkę na stronie 21. - Proszę państwa, oto “Zamki Wielkiej Brytanii i ich legendy”, mugolskiego autora Nicka Potatoes. -Odchrząknął i zaczął czytać.
-Książę zaprasza do swojego domu, czarodziej zdradza tajniki latania na miotle, a Celt z Rzymianinem uczą historii. W hrabstwie Northumberland w północnej Anglii, na granicy ze Szkocją, rzeczywistość wymieszała się z baśnią…- Czytał wyćwiczonym głosem osoby, która nie raz musiała występować publicznie. Nauczył się tego kiedy przez prawie rok czasu wykładał w Bolonii dla studentów anglojęzycznych. Przedmiot historyczny, oczywiście, więc musiał jakoś zaciekawić swoich uczniów.
W połowie podróży zastał ich deszcz i pogoda zmieniła się diametralnie. To jeszcze bardziej dodawało całej historii klimatu baśni oraz tajemniczości! Nie dowiedzą się jednak już nigdy co dokładnie wydarzyło się w hrabstwie Northumberland, i czy czarodziej faktycznie zdradzał tajniki latania na miotle, ponieważ kiedy dojechali na miejsce, Isaac zamknął książkę i schował ja do torby.
-Dziękuję za uwagę, panowie. - Powiedział i razem ze wszystkimi wyszedł na deszcz. Nie miał problemu z angielską pogoda, jednak bardzo nie lubił moknąć. Kiedy więc ruszyli za Anthonym, wyciągnął różdżkę i mruknął coś, co sprawiło że krople deszczu opływały go jakby miał nad sobą niewidzialną kopułę. Rozglądał się wokół, oceniając wielkość terenu oraz sam budynek.
-Stara posiadłość, panie Longbottom. - Zwrócił się do Morpheusa, przekrzykując deszcz. - Widzi pan tamte gzymsy i fasadę? Neogotyk! Co oznacza - schludnie, acz nasrane. Ostatnią przebudowę datowałbym na osiemnasty wiek… - Chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak przerwała mu błyskawica która uderzyła w drzewo tuż obok nich. Drgnął nieco i poprawił kapelusz który miał na sobie. Wszedł za wszystkimi.