26.03.2024, 10:41 ✶
– Pamiętasz teraz, a widziałeś go ostatnio? – zapytał z uśmiechem niewiniątka, choć w głosie pobrzmiewały już całkiem jednoznacznie rozbawione nuty. – Bardzo się cieszę, że tym mieczem nie kroicie sobie kotletów, bo już zwątpiłem. No, chyba że są jakieś wyjątkowo twarde, wtedy odpuszczam i udzielam rozgrzeszenia. – wtrącił jeszcze, bo coraz trudniej było mu zachować powagę i och, nikt tak nie był w stanie rozbawić go jak Morpheus. Wspólne lata pieczołowicie i obustronnie dbanej znajomości owocowały obecnie całorocznie i Anthony prawdziwie wypoczywał w jego towarzystwie, nawet jeśli powierzchownie wcale nie mieli tak wiele wspólnego.
– Taka nagroda będzie tylko coś warta, jak w końcu dorobisz się tego swojego awansu kochany. Bo w obecnej chwili ani szef mojego, ani tym bardziej Twojego departamentu nie brzmi dla mnie dostatecznie atrakcyjnie. – doprecyzował kąśliwie, dolewając im trunku.
Dopiero wtedy umilkł i przestał docinać, spoważniał, zwłaszcza kiedy padło kilka nazwisk, kilka miejsc, które zdawały się intrygować Morpheusa. W pierwszej chwili chciał zareagować od razu, interweniować w samobójcze plany przyjaciela, ale w porę się zmiarkował, znając go na tyle, by wiedzieć, jak reagował na bezpośrednie formy nacisku. Na pośrednie również z resztą, sprawa zdawała się zaskakująco delikatna. Cóż, rodzeństwo Anthony'ego żyło i miało się dobrze w przeciwieństwie do brata siedzącego tu Longbottoma. Dał więc sobie czas na odpowiedź, znajdując nagle błonia roztaczające się przed nim jako szalenie interesujące.
– Nie dziwię się, że szukasz prywatności i szczerze dziwi mnie, że zdecydowałeś się na ten krok tak późno. Wspominasz o jakimś paranormalnym spotkaniu w Hogsmeade, zechcesz opowiedzieć mi o tym coś więcej? Z wielką przyjemnościa o tym posłucham, jak to duch zainspirował Cię do tego wielkiego i niezbędnego kroków w Twoim... dorosłym życiu. Może nauczę się czegoś przydatnego, jeśli mamy być sąsiadami. – podparł podbródek na dłoni, dając Morpheusowi szansę na roztoczenie opowieści, szukając w niej nici narracji, która teraz zawłaszczała dla siebie głowę przyjaciela, przeczuwając podskórnie kłębiące się pod lokowaną głową wyrzuty sumienia i niekończące się samobiczowanie. Nie starczyłoby wina z całej piwniczki Shafiq'a, żeby zmusić Morpheusa do mówienia, ale opowieść o duchach mogła być dobrym początkiem...
– Taka nagroda będzie tylko coś warta, jak w końcu dorobisz się tego swojego awansu kochany. Bo w obecnej chwili ani szef mojego, ani tym bardziej Twojego departamentu nie brzmi dla mnie dostatecznie atrakcyjnie. – doprecyzował kąśliwie, dolewając im trunku.
Dopiero wtedy umilkł i przestał docinać, spoważniał, zwłaszcza kiedy padło kilka nazwisk, kilka miejsc, które zdawały się intrygować Morpheusa. W pierwszej chwili chciał zareagować od razu, interweniować w samobójcze plany przyjaciela, ale w porę się zmiarkował, znając go na tyle, by wiedzieć, jak reagował na bezpośrednie formy nacisku. Na pośrednie również z resztą, sprawa zdawała się zaskakująco delikatna. Cóż, rodzeństwo Anthony'ego żyło i miało się dobrze w przeciwieństwie do brata siedzącego tu Longbottoma. Dał więc sobie czas na odpowiedź, znajdując nagle błonia roztaczające się przed nim jako szalenie interesujące.
– Nie dziwię się, że szukasz prywatności i szczerze dziwi mnie, że zdecydowałeś się na ten krok tak późno. Wspominasz o jakimś paranormalnym spotkaniu w Hogsmeade, zechcesz opowiedzieć mi o tym coś więcej? Z wielką przyjemnościa o tym posłucham, jak to duch zainspirował Cię do tego wielkiego i niezbędnego kroków w Twoim... dorosłym życiu. Może nauczę się czegoś przydatnego, jeśli mamy być sąsiadami. – podparł podbródek na dłoni, dając Morpheusowi szansę na roztoczenie opowieści, szukając w niej nici narracji, która teraz zawłaszczała dla siebie głowę przyjaciela, przeczuwając podskórnie kłębiące się pod lokowaną głową wyrzuty sumienia i niekończące się samobiczowanie. Nie starczyłoby wina z całej piwniczki Shafiq'a, żeby zmusić Morpheusa do mówienia, ale opowieść o duchach mogła być dobrym początkiem...