W pierwszej chwili, gdy Brenna i Kol pojawili się w Dolinie Godryka i furtka, prowadząca do domu magizoologa, zamknęła się za nimi, Vladimir, blady na twarzy jak kartka papieru, wybiegł z domu i omal nie zgniótł Nikolaiowi kości, zamykając go w ciasnym uścisku. Tak bardzo się martwił, gdy wrócił do domu, a Nikolaia nie było. Sama jego obecność może tak bardzo by go nie wystraszyła, bo w końcu sam dzieciakowi mówił, żeby częściej wychodził z domu, i Nikolai, mimo wszystko, był pełnoletni, więc powinien być odpowiedzialny i samodzielny, ale panika go ogarnęła, gdy jeden z kugucharów wskazał mu otwarte drzwi do piwnicy, a w niej ani śladu zepsutej miotły, którą Vladimir powinien wyrzucić, a najlepiej zniszczyć, już lata temu, ale o niej zapomniał. Ulżyło mu, że bratankowi ostatecznie nic się nie stało, za co gorąco dziękował Brennie, równie gorąco przepraszając ją za fatygę i za problem.
A potem się zaczęło... Nikolai pozwolił sobie na malutką nadzieję, że Brenna wejdzie z nimi do środka, co powstrzymałoby jego stryja przed zbyt ostrym ruganiem go, bo ludziom spoza rodziny lubił prezentować się, jako spokojny, sympatyczny sąsiad. Vladimir mógłby ochłonąć w czasie, gdy Brenna pokazywałaby Nikolaiowi okolicę, i późniejsze kazanie byłoby już o wiele spokojniejsze, tak myślał Kol. Niestety, kobieta wolała poczekać na niego na zewnątrz. Nie trwało to może godzinami, ale Brenna musiała poczekać dłużej, niż trwałoby normalne karcenie dzieci za złe zachowanie. Były krzyki, było wyjaśnianie, były nawet przeprosiny, ale z jednej strony padło trochę za dużo słów, które nie spodobały się drugiej stronie. Potem nie było już żadnych słów i po prostu się rozeszli, każdy w swoją stronę. Nikolai wyszedł z domu z nietęgą miną, którą szybko zamaskował trochę wymuszonym uśmiechem, gdy Brenna tak po prostu zeskoczyła z gałęzi drzewa i zapytała go o karty.
-Cześć... Karty z czekoladowych żab? - powtórzył i zerknął na czarodzieja, patrzącego na niego z karty. -Coś o nich słyszałem, ale nie miałem nigdy okazji ich zbierać. Mój ojciec nie był fanem słodyczy.
[a]Gdyby zaczął zbierać takie karty, ojciec pewnie by je spalił, że zajmuje się głupotami, zamiast się uczyć.
W odpowiedzi na pytanie Brenny pokręcił głową.
-Doliny za bardzo nie zwiedzałem... Wszystkie te miejsca brzmią ciekawie. Chciałbym zobaczyć jak najwięcej... O ile masz czas - dodał szybko, bo przecież Brenna mogła mieć swoje plany, a cała ta akcja z miotłą trochę czasu im zabrała.