21.03.2024, 19:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 19:48 przez Anthony Shafiq.)
– Nie pytam o wtedy, tylko o teraz idioto! Uwaga idzie bohater Doliny Godryka! Nigdy się nie przyznam, że mam z czymś problem! – Anthony był wyraźnie zirytowany, kpiącym tonem parodiującym głos poszkodowanego przesłaniając swój własny gniew. – Obaj wiemy jak trudne są dla Ciebie pobyty w szpitalu, w otoczeniu tych wszystkich gladiatorów, szykujących się na śmierć. – urwał, zdając sobie sprawę, że mówi głośniej niż zamierzał, nawet jeśli słowa cedzone były przez zaciśnięte zęby. – Zabieram Cię stąd najszybciej jak się da. – syknął w końcu zamaszystym gestem odgarniając do tyłu włosy i oddychając głęboko, by nie dać się tak porywać afektom w kryzysowej chwili. Dobrze, że byli w izolatce i tak nie był pewien, czy gwałtowne wyjście z dyrektorskiego gabinetu zaraz po oficjalnej części jego wizyty, nie odbije się jakkolwiek na współpracy wydziału z Mungiem. Nie było to aż tak istotne w tym konkretnym momencie, ale też nie mógł ukrywać, że nie było istotne wcale.
– O Lisę to Ty się akurat nie musisz martwić, w przeciwieństwie do Ciebie wynagradzam sowicie swoich adiutantów – przy tych słowach nie omieszkał zmierzyć krytycznym spojrzeniem Neila, nie kryjąc nawet oceny tego nowego Morpheusowego "nabytku". – Ostatnie co możesz o niej powiedzieć to "biedna". Poza tym wiedziała na co się pisze. Nie zgarniam pod swoje skrzydła ludzi z ulicy. – sapnął ponownie, rozdrażniony tym, że rzeczy których oczekuje od rzeczywistości nie dzieją się natychmiast. Ostatecznie jednak to jego leżący druh lepiej operował czasem. On był tym od przestrzeni...
Jego rozmyślania przerwał jednak Neil, który zadeklarował opuszczenie izolatki, czyli opuszczenie chorego w potrzebie. Ukojone nerwy znów zakołysały Shafiq'iem.
– Nie słyszałeś, że poprosił Cię o opisanie karty?! Chłopcze, nie dość że nie nosisz za niego tych cholernych opatrunków, to jeszcze migasz się od powierzonych zadań. I widzisz Morpheusie? Właśnie dlatego przerzuciłem się na kobiety. Są wytrzymalsze i mają w sobie opiekuńczego, matczynego ducha. – sarknął w kierunku tymczasowego ślepca, po czym natychmiast powrócił uwagą do nieszczęsnego Neila, nieświadom zupełnie jego alergii. – Przydaj się chociaż na co i przynieś mu jedzenie i picie, przecież na szpitalnym wikcie to uschnie Ci na rękach, a tego przecież nie chcesz, prawda? Ach i wodę do kwiatów zorganizuj. Nie wiem, czy je umagiczniali jakkolwiek, żeby nie padły po ceremonii.
– O Lisę to Ty się akurat nie musisz martwić, w przeciwieństwie do Ciebie wynagradzam sowicie swoich adiutantów – przy tych słowach nie omieszkał zmierzyć krytycznym spojrzeniem Neila, nie kryjąc nawet oceny tego nowego Morpheusowego "nabytku". – Ostatnie co możesz o niej powiedzieć to "biedna". Poza tym wiedziała na co się pisze. Nie zgarniam pod swoje skrzydła ludzi z ulicy. – sapnął ponownie, rozdrażniony tym, że rzeczy których oczekuje od rzeczywistości nie dzieją się natychmiast. Ostatecznie jednak to jego leżący druh lepiej operował czasem. On był tym od przestrzeni...
Jego rozmyślania przerwał jednak Neil, który zadeklarował opuszczenie izolatki, czyli opuszczenie chorego w potrzebie. Ukojone nerwy znów zakołysały Shafiq'iem.
– Nie słyszałeś, że poprosił Cię o opisanie karty?! Chłopcze, nie dość że nie nosisz za niego tych cholernych opatrunków, to jeszcze migasz się od powierzonych zadań. I widzisz Morpheusie? Właśnie dlatego przerzuciłem się na kobiety. Są wytrzymalsze i mają w sobie opiekuńczego, matczynego ducha. – sarknął w kierunku tymczasowego ślepca, po czym natychmiast powrócił uwagą do nieszczęsnego Neila, nieświadom zupełnie jego alergii. – Przydaj się chociaż na co i przynieś mu jedzenie i picie, przecież na szpitalnym wikcie to uschnie Ci na rękach, a tego przecież nie chcesz, prawda? Ach i wodę do kwiatów zorganizuj. Nie wiem, czy je umagiczniali jakkolwiek, żeby nie padły po ceremonii.