21.03.2024, 18:06 ✶
-Więc chcesz więcej... Niech ci będzie.-zaszeptał pod nosem do rośliny, która dalej nie pozwalała mu wyjść z labiryntu.-Szkoda, że nie przyniosłem krzesła, mógłbym tu siąść i z tobą porozmawiać jak człowiek z krzakiem.-zaśmiał się, po raz kolejny zerkając na gwiazdę i idąc w jej kierunku, tak plus minus, bo nie zawsze ścieżki się tak układały. Zawracał, kręcił się, liście szeleściły układając nowe trasy, a może tylko mu się wydawało, że były nowe, w końcu po ciemku, wszystko wyglądało tak samo. Może powinien się położyć i poczekać do rana? To było jakieś rozwiązanie, ale zastosuje je dopiero w ostateczności, kiedy już kompletnie straci siły w nogach, co może nie stanie się tak szybko.
-Przypominasz mi go, wiesz? Pies ogrodnika.-rzucił, rozpoczynając nowy temat i idąc dalej.-Całe szczęście, że to nie była moja sprawa, choć i mnie dotknęła, a raczej musnęła powiewem jaki wywołała. Co nie zmienia, że niesmak pozostał i pewnie jeszcze długo nie zniknie.-westchnął, wracając myślami w przeszłość.-Wiesz, pewne decyzje nie są łatwe i ja to rozumiem, ale żeby zachowywać się w ten sposób...-przewrócił oczyma i machnął ręką. Gdzie gwiazda? Tam. Kolejne kroki. Nogi szły same, nie myślał o tym jak je stawia i gdzie zmierza.-Mówi się, że jak na czymś ci zależy, to daj temu odejść, bo jak kocha, to wróci.-wyjrzał zza zakrętu rozentuzjazmowany, ale nie było tam wyjścia.-Moim zdaniem to nigdy nie wraca, widząc jak nie walczysz uznaje, że ci nie zależy.-urwał kolejnego liścia.-Bo nie wszyscy wyznają zasadę ,,puść, bo wróci". Myślę, że gdyby cały świat tym żył, to by to miało rację bytu, ale nie wtedy, nie kiedy w głowie masz pstro.-czasy szkolne były dzikie. Miał z nich kilka osób jakich nie lubił, jednak czy był na nie nadal zły za to co mu zrobili? Za to jak go traktowali, co o nim mówili, jak niszczyli jego rzeczy? Nie, nie był. Ludzie się zmieniają i wierzył w to, że głupawka młodości z nich wyparowała i żałują. Przebaczył im więc ich zachowania.
-Przypominasz mi go, wiesz? Pies ogrodnika.-rzucił, rozpoczynając nowy temat i idąc dalej.-Całe szczęście, że to nie była moja sprawa, choć i mnie dotknęła, a raczej musnęła powiewem jaki wywołała. Co nie zmienia, że niesmak pozostał i pewnie jeszcze długo nie zniknie.-westchnął, wracając myślami w przeszłość.-Wiesz, pewne decyzje nie są łatwe i ja to rozumiem, ale żeby zachowywać się w ten sposób...-przewrócił oczyma i machnął ręką. Gdzie gwiazda? Tam. Kolejne kroki. Nogi szły same, nie myślał o tym jak je stawia i gdzie zmierza.-Mówi się, że jak na czymś ci zależy, to daj temu odejść, bo jak kocha, to wróci.-wyjrzał zza zakrętu rozentuzjazmowany, ale nie było tam wyjścia.-Moim zdaniem to nigdy nie wraca, widząc jak nie walczysz uznaje, że ci nie zależy.-urwał kolejnego liścia.-Bo nie wszyscy wyznają zasadę ,,puść, bo wróci". Myślę, że gdyby cały świat tym żył, to by to miało rację bytu, ale nie wtedy, nie kiedy w głowie masz pstro.-czasy szkolne były dzikie. Miał z nich kilka osób jakich nie lubił, jednak czy był na nie nadal zły za to co mu zrobili? Za to jak go traktowali, co o nim mówili, jak niszczyli jego rzeczy? Nie, nie był. Ludzie się zmieniają i wierzył w to, że głupawka młodości z nich wyparowała i żałują. Przebaczył im więc ich zachowania.
Rzut O 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana