Na pewno zwrócili na siebie uwagę wszystkich obecnych w szpitalu. Dwa wielkoludy, z tym całym ekwipunkiem, to aż prosiło się o to, żeby na nich spojrzeć. To trochę niepokoiło Geraldine, bo nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania, zdecydowanie wolała ukrywać się w cieniu. Tym razem ciężko im jednak będzie zniknąć.
- Florence to moja przyjaciółka. - Powiedziała cicho do Erika, nie była tylko jej uzdrowicielem, była zdecydowanie kimś więcej i najwyraźniej miała potrzebę się tym z nim podzielić. - Nie wiedziałam, że w ogóle istnieje taka klątwa. - Nieco zdziwiło ją to, co powiedział Longbottom, bo faktycznie nie spodziewała się, że można kogoś przekląć w taki sposób. Jak widać to nie była jej dziedzina magii. - Udało się jej zdjąć to klątwę? W ogóle, nie wiem po co pytam, przecież ona jest najlepsza, na pewno się jej udało. - Widać było, że Ger ma ogromne zaufanie do uzdrowicielki.
Bulstrode była jej pierwszym wyborem od bardzo dawna, sama nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy zaczęła ją prosić o pomoc, to wyszło jakoś tak naturalnie. Nie ma się co oszukiwać, życie Geraldine pełne było różnych urazów, taki już miała zawód, że często kończyła poharatana - mniej, lub bardziej. Flo nigdy nie odmówiła jej pomocy, a do tego była bardzo dyskretna.
- Wierzę, że to tutaj, na pewno dobrze trafiłeś. - Swoją drogą, gdyby przyszła tutaj sama, to pewnie nigdy w życiu by się nie odnalazła w tym wielkim gmachu, nie przywykła do odwiedzania szpitali.
- Nie wiem, czy od teleportacji, czy od tego jak przyjebałam głową. - Może jedno i drugie miało na to wpływ? Zupełnie się na tym nie znała, więc nie do końca potrafiła wskazać przyczynę.
Nie zdążyli wejść do gabinetu, bo Flo dopadła ich już przed nim. Geraldine wysiliła się na uśmiech na przywitanie, chociaż wiedziała, że musi wyglądać żałośnie. Na całe szczęście powiedziała, że mogą wejść do środka. Jeden problem z głowy - nie pozbyła się ich z miejsca swojej pracy.
Dała się podprowadzić Erikowi do kozetki, chociaż trochę panikowała na sam jej widok. Florence leczyła ją raczej w jej własnym łóżku, albo swojej wannie - jak ostatnio. Posadziła jednak zad na tej kozetce, bo nie zamierzała robić scen.
- Broń była zabezpieczona, nie jesteśmy aż tak lekkomyślni. - Dodała na usprawiedliwienie, nie chciała, żeby Florence miała ich za kompletnych bezmózgów. - Potknęłam się i wywaliłam na ryj. - Dodała, żeby jakoś przedstawić jej cały obraz sytuacji.
- Potrójne widzenie, kręci mi się w głowie i rzygać też mi się chce. - Potwierdziła chyba każdy z objawów podany przez uzdrowicielkę. - Ale chyba będę żyć, co? - Bywała już w zdecydowanie gorszym stanie, jednak wolała się upewnić, że to nic takiego.