21.03.2024, 16:19 ✶
Jak to się stało, że znów spoczęli w swoich ramionach, że znów sukienka opadła na podłogę, a on mógł, bodaj pierwszy raz w życiu, powitać ją pośród świeżej pachnącej pościeli? Jak to się stało, że spragnione bliskości ciała, rozkazem nakazały zapomnieć stracony czas i wysycić obecną chwilę wspólnego tańca i namiętności, którą tylko oni mogli sobie w całej tęsknocie do siebie wzajem ofiarować?
To się nie mogło udać. Dwa światy i brak mostów, pozwalających im dostrzec wzajemne aspekty – upór, zaradność, lojalność i troskę o drugiego stawianą wyżej od siebie. Odsunęli przed laty od siebie wszystkich tych, którzy mogliby nakierować niedojrzałe dusze na kompromisowe rozwiązania, tu i teraz też przecież nie było gwarancji, że w ogóle posłuchają opiekuńczych głosów rozsądku. Ale te myśli, te refleksje nie był przeznaczone nocy. Nie tej jednej, magicznej nocy, kiedy czas i przestrzeń załamały się wokół nich, aby znów mogli mieć siedemnaście lat i tylko siebie na wyłączność...
Tym razem Samuel był bardziej zachłanny, szukający spełnienia nie tylko dla niej, lecz również dla siebie. Dawał upust irytacji, na rzeczywistość trójwymiarową, na fakt, że nie może jej całej na raz objąć, ukochać, że nie może na raz doświadczyć wszystkiego, całować wszędzie, dotykać wszędzie, być i trwać wzajem w sobie w stopieniu i ruchu jednocześnie.
W końcu gdy sił im zabrakło, a świt powoli dopiero zaglądał w pachnące świeżością okiennice, ciasno przytulił Norę do siebie, głaszcząc ją po głowie i leniwie składając pocałunki na jasnej głowie. Coraz wolniej i wolniej, jak bicie serca, które w końcu na końcu z nastaniem nowego dnia zwolniło i pozwoliło mu w poczuciu złudnego bezpieczeństwa zasnąć. Zasnąć w kruchej ufności, że kiedy się obudzi, znajdzie obok siebie stary, ale jakże nowy początek...
To się nie mogło udać. Dwa światy i brak mostów, pozwalających im dostrzec wzajemne aspekty – upór, zaradność, lojalność i troskę o drugiego stawianą wyżej od siebie. Odsunęli przed laty od siebie wszystkich tych, którzy mogliby nakierować niedojrzałe dusze na kompromisowe rozwiązania, tu i teraz też przecież nie było gwarancji, że w ogóle posłuchają opiekuńczych głosów rozsądku. Ale te myśli, te refleksje nie był przeznaczone nocy. Nie tej jednej, magicznej nocy, kiedy czas i przestrzeń załamały się wokół nich, aby znów mogli mieć siedemnaście lat i tylko siebie na wyłączność...
Tym razem Samuel był bardziej zachłanny, szukający spełnienia nie tylko dla niej, lecz również dla siebie. Dawał upust irytacji, na rzeczywistość trójwymiarową, na fakt, że nie może jej całej na raz objąć, ukochać, że nie może na raz doświadczyć wszystkiego, całować wszędzie, dotykać wszędzie, być i trwać wzajem w sobie w stopieniu i ruchu jednocześnie.
W końcu gdy sił im zabrakło, a świt powoli dopiero zaglądał w pachnące świeżością okiennice, ciasno przytulił Norę do siebie, głaszcząc ją po głowie i leniwie składając pocałunki na jasnej głowie. Coraz wolniej i wolniej, jak bicie serca, które w końcu na końcu z nastaniem nowego dnia zwolniło i pozwoliło mu w poczuciu złudnego bezpieczeństwa zasnąć. Zasnąć w kruchej ufności, że kiedy się obudzi, znajdzie obok siebie stary, ale jakże nowy początek...