21.03.2024, 12:32 ✶
Odwrócił się cały w stronę okna na korytarz gdzie na szybko mignęły mu dwie postaci i zaraz wbił wzrok w drzwi, które nie mogły się zdecydować czy są otwarte czy zamknięte. Wróżba w tej chwili zeszła na dalszy plan, bo ktoś próbował wtargnąć do pokoju, szalenie nieuprzejmie zwracając się do pracowniczki szpitala. Co za maniery, a właściwie ich brak. Złe pierwsze wrażenie zostało przypieczętowane i zakodowane w głowie zielarza.
Powitał obcego zmarszczonymi brwiami, spinając odruchowo ciało gdy ten ruszył w ich stronę. Został kompletnie zignorowany i mógł jedynie obserwować sytuację przed nim. Bukiet róż, podanie jednej z nich, sięgnięcie dłonią. To wszystko... Karta została położona, ale wilkołak nawet na nią nie spojrzał, skupiając się to na jednym mężczyźnie, to na drugim. Co ta róża oznaczała? Wiedział, że Morpeheus tu był? Myśli wpadły na jeden tor i nie bardzo umiał znaleźć argumentów na to, że relacja jaka istniała między obcym, a wróżbitą była czymś tylko platoniczną przyjaźnią.
Westchnął cicho w ukrywanej złości i wtedy do jego nosa doleciał zapach kwiatów, na który od razu wstał z miejsca, nie tyle ignorując pytanie Morpheusa o kartę, co odrzucając propozycję dalszych wróżb.
-Wybacz, ale wolałbym, żeby moja przyszłość nie była omawiana przy obcych.-pociągnął nosem, już czując, jak go lekko łaskocze.-Zostawię was na chwilę samych, najwidoczniej macie sprawy do omówienia. Poczekam na zewnątrz.-zaproponował uprzejmie, następnie skinął obcemu głową i ruszył do wyjścia z pokoju. Musiał wyjść nie tylko dlatego, że przy nieznanym mężczyźnie czuł się paskudnie, jakby otaczały go węże i ślimaki, ale też alergia na róże zaczynała go znów dopadać. Czemu taka zwykła pierdoła ma prawo tak bardzo życie utrudniać.
Powitał obcego zmarszczonymi brwiami, spinając odruchowo ciało gdy ten ruszył w ich stronę. Został kompletnie zignorowany i mógł jedynie obserwować sytuację przed nim. Bukiet róż, podanie jednej z nich, sięgnięcie dłonią. To wszystko... Karta została położona, ale wilkołak nawet na nią nie spojrzał, skupiając się to na jednym mężczyźnie, to na drugim. Co ta róża oznaczała? Wiedział, że Morpeheus tu był? Myśli wpadły na jeden tor i nie bardzo umiał znaleźć argumentów na to, że relacja jaka istniała między obcym, a wróżbitą była czymś tylko platoniczną przyjaźnią.
Westchnął cicho w ukrywanej złości i wtedy do jego nosa doleciał zapach kwiatów, na który od razu wstał z miejsca, nie tyle ignorując pytanie Morpheusa o kartę, co odrzucając propozycję dalszych wróżb.
-Wybacz, ale wolałbym, żeby moja przyszłość nie była omawiana przy obcych.-pociągnął nosem, już czując, jak go lekko łaskocze.-Zostawię was na chwilę samych, najwidoczniej macie sprawy do omówienia. Poczekam na zewnątrz.-zaproponował uprzejmie, następnie skinął obcemu głową i ruszył do wyjścia z pokoju. Musiał wyjść nie tylko dlatego, że przy nieznanym mężczyźnie czuł się paskudnie, jakby otaczały go węże i ślimaki, ale też alergia na róże zaczynała go znów dopadać. Czemu taka zwykła pierdoła ma prawo tak bardzo życie utrudniać.