Uważnie się wszystkiemu przyglądał. Uważnie się ze wszystkim zapoznawał. Zajrzał do każdego z przedstawionych pomieszczeń. Ocenił, choć niekoniecznie tymi ocenami zamierzał się podzielić na głos. Przynajmniej jeszcze nie teraz - najpierw musiał sobie wszystko uporządkować w głowie. Odpowiednio poukładać. A na to zawsze potrzeba było czasu. Tych kilku chwil. Robert nauczony był tego, żeby ten czas sobie dawać; żeby nie poddawać się impulsom. Nie kierować się tą pierwszą myślą, nawet jeśli ostatecznie to właśnie te pierwsze rozwiązanie miało okazać się tym najlepszym.
Uważnie obejrzał sekretarzyk. Zerknął też na pozostałe meble. Oczyma wyobraźni widział już, do czego każda jedna rzecz mogła zostać wykorzystana. Planował. Należało jedynie doprowadzić je wszystkie do ładu. Do względnego porządku. I można było działać. Zwłaszcza, że na ten moment nie oczekiwał żadnych cudów.
Nawet takich względnie niewielkich.
- Dalibyśmy radę odciąć te pomieszczenia od reszty piwnicy i połączyć je ze sobą od środka? - zastanawiał się na głos. Przy pomocy magii można było osciągnąć wiele. Trzeba było tylko sięgnąć po odpowiednie zaklęcia. Właściwe rozwiązania. - Byłoby lepiej dla Ciebie, żeby nie dało się z nich przedostać do pozostałej części piwnicy. A także do domu.
Choć nie planował sprowadzać tutaj ludzi, którzy nie zdobyliby pierw jego zaufania, nie udowodnili, że można było na nich polegać, to zachowanie pewnej ostrożności nadal było w cenie. Człowiek nigdy nie mógł być pewnym tego, kiedy sprawy się skomplikują. Kiedy na głowę spadną mu kolejne problemy. I jeszcze następne. Robert wiedział na ten temat całkiem sporo. Pewne wydarzenia mocno dały mu się we znaki, wpłynęły na to, w jaki sposób działał obecnie. Na to, w jaki sposób obecnie podchodził do pewnych spraw.
Spaczyły go bardziej?
- Sam będę w stanie przygotować świstokliki i przekazać je ludziom. Jednorazowe. Jeśli odpowiednio odetniemy tę część piwnicy od reszty budynku, nie będą w stanie powiązać tego miejsca z Tobą. O ile sprawy się nagle nie skomplikują. - znów znajdując się na korytarzu, mając ogląd na każde pomieszczenie, spojrzenie zawiesił na tym, które przeznaczone było na prywatne sprawy Nicholasa. - Dla bezpieczeństwa zadbałbym jednak o lepszą ochronę tego pomieszczenia. I może, dodatkowo, o odpowiednie ukrycie schodów. Na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Nie chciał narażać Nicholasa bardziej niż to faktycznie było konieczne. Nie dlatego jednak, że mu na nim jakoś wyjątkowo zależało. Nic z tych rzeczy. O ile go lubił, sobie cenił, naprawdę szanował, to Travers nadal był dla niego przede wszystkim przydatnym, niezwykle użytecznym narzędziem. Nie zamierzał pozwolić na to, aby ta relacje, ta znajomość, rozwinęła się w cokolwiek więcej. Na coś takiego nie było miejsca.
- Możliwe, że mógłbym w tym przypadku nawet coś zaproponować. - dorzucił, nie precyzując przy tym czym te coś miałoby być.