20.03.2024, 08:34 ✶
Myślał, że gdy znów założy swoją drogocenną suknię, odejdzie na powrót do dumnej Warowni, domu bogatych arystokratów, ucieknie z niedźwiedziej budy, pozostawiając przybłędę swojemu losowi.
Zasłużył na to absolutnie.
Umysł na moment pozostawiony oględzinom poranionych przedramion, niespiesznie i z rozmysłem zaczął odtwarzać sobie to, co powiedziała mu nad jeziorem. Jej gniew, jej wściekłość wbijająca z rozmysłem palce w stare rany, posypująca je solą. Nie miał prawa decydować za nią, ta lekcja zdawała się w końcu do niego docierać. Przysiadł zdewastowany na łóżku nie chcąc, ale pogrążając się w rozpaczliwych fantazjach na temat tego, jakby to mogło być, gdyby rzeczywiście nie zdecydował za nią. Nie w tym czarnym, goniącym za nim przed laty scenariuszu, ale nowym koszmarze tkanym w boleści: kiedy mówi jej o klątwach ciążących na barkach, o matce, która nienawidzi ludzi, ale jest jego matką i on nie może jej zostawić, bo każdy dzień może być tym ostatnim. O chorym ojcu, który od dwóch lat gasł, o strachu przed Systemem i szpitalem, że ktoś się do wie o nim, choć wciąż nie rozumiał, dlaczego to mogłoby być istotne. O tym, że nie ma złamanego knuta przy duszy, że wszystko, czym żyje, ofiaruje mu Knieja, a cokolwiek udawało mu się zarobić, wydawał na i tak jego zdaniem zbyt skromne podarki dla niej. O tym jak czuł się nikim, a zazdrość, której nigdy wcześniej nie miał okazji posmakować odbierała mu jakąkolwiek radość, zaślepiając, dociążając kolejne kroki, w bezrozumnej wściekłości i autoagresji. Że powiedziałby jej wszystko i ona podjęłaby decyzję tak jak chciała.
Co byłoby, gdyby została?
Ukrył twarz w dłoniach, próbując pogodzić się z tym, że to było pożegnanie, że minęło osiem długich lat a samospełniająca się przepowiednia przypieczętowała ich los.
A potem weszła do sypialni.
Poderwał się momentalnie, nie rozumiejąc, rozpaczliwie łapiąc oddech jak ona wtedy na plaży, gdy ledwie kilka uderzeń serca dzieliło ich od tego, by to serce stanęło a wraz z nim rzesze kolejnych, kochających serc oddanych niewysokiej, zadziornej blondyneczce, która miała siłę tysiąca lwic w walce o to co kochała.
Pomyślał wtedy przez moment, przez krótką szaloną chwilę, że ona jednak nie chce odejść. Że wybrała budę nad pałace, że wiedząc już tak wiele, niosąc tak jak on osiem ciężkich lat osamotnienia, wróciła, by zawalczyć tym razem o niego.
Zatopił się w jej uścisku, pochłonięty obezwładniającą falą uniesienia i zaskoczenia, zupełnie mijając się z prawdziwą intencją Nory. Nigdy nie byli dobrzy w mówienie, ale i bez niego rzeczy opacznie im się układały. Pod tym względem ulepieni byli z tej samej gliny... Porwał ją w ramiona i uniósł bez trudu, z zapamiętaniem zatapiając w jej skórze chaotyczne pocałunki. Palcami przejechał po nagich plecach odsłoniętych zepsutym, niemożliwym do domknięcia zamkiem. Czy to było możliwe? Czy może jednak chciała być jego, wiedząc to wszystko, wiedząc, jak mało ma jej do zaoferowania?
Zasłużył na to absolutnie.
Umysł na moment pozostawiony oględzinom poranionych przedramion, niespiesznie i z rozmysłem zaczął odtwarzać sobie to, co powiedziała mu nad jeziorem. Jej gniew, jej wściekłość wbijająca z rozmysłem palce w stare rany, posypująca je solą. Nie miał prawa decydować za nią, ta lekcja zdawała się w końcu do niego docierać. Przysiadł zdewastowany na łóżku nie chcąc, ale pogrążając się w rozpaczliwych fantazjach na temat tego, jakby to mogło być, gdyby rzeczywiście nie zdecydował za nią. Nie w tym czarnym, goniącym za nim przed laty scenariuszu, ale nowym koszmarze tkanym w boleści: kiedy mówi jej o klątwach ciążących na barkach, o matce, która nienawidzi ludzi, ale jest jego matką i on nie może jej zostawić, bo każdy dzień może być tym ostatnim. O chorym ojcu, który od dwóch lat gasł, o strachu przed Systemem i szpitalem, że ktoś się do wie o nim, choć wciąż nie rozumiał, dlaczego to mogłoby być istotne. O tym, że nie ma złamanego knuta przy duszy, że wszystko, czym żyje, ofiaruje mu Knieja, a cokolwiek udawało mu się zarobić, wydawał na i tak jego zdaniem zbyt skromne podarki dla niej. O tym jak czuł się nikim, a zazdrość, której nigdy wcześniej nie miał okazji posmakować odbierała mu jakąkolwiek radość, zaślepiając, dociążając kolejne kroki, w bezrozumnej wściekłości i autoagresji. Że powiedziałby jej wszystko i ona podjęłaby decyzję tak jak chciała.
Co byłoby, gdyby została?
Ukrył twarz w dłoniach, próbując pogodzić się z tym, że to było pożegnanie, że minęło osiem długich lat a samospełniająca się przepowiednia przypieczętowała ich los.
A potem weszła do sypialni.
Poderwał się momentalnie, nie rozumiejąc, rozpaczliwie łapiąc oddech jak ona wtedy na plaży, gdy ledwie kilka uderzeń serca dzieliło ich od tego, by to serce stanęło a wraz z nim rzesze kolejnych, kochających serc oddanych niewysokiej, zadziornej blondyneczce, która miała siłę tysiąca lwic w walce o to co kochała.
Pomyślał wtedy przez moment, przez krótką szaloną chwilę, że ona jednak nie chce odejść. Że wybrała budę nad pałace, że wiedząc już tak wiele, niosąc tak jak on osiem ciężkich lat osamotnienia, wróciła, by zawalczyć tym razem o niego.
Zatopił się w jej uścisku, pochłonięty obezwładniającą falą uniesienia i zaskoczenia, zupełnie mijając się z prawdziwą intencją Nory. Nigdy nie byli dobrzy w mówienie, ale i bez niego rzeczy opacznie im się układały. Pod tym względem ulepieni byli z tej samej gliny... Porwał ją w ramiona i uniósł bez trudu, z zapamiętaniem zatapiając w jej skórze chaotyczne pocałunki. Palcami przejechał po nagich plecach odsłoniętych zepsutym, niemożliwym do domknięcia zamkiem. Czy to było możliwe? Czy może jednak chciała być jego, wiedząc to wszystko, wiedząc, jak mało ma jej do zaoferowania?