13.12.2022, 17:07 ✶
Daisy wyglądała tego poranka jak wcielenie niewinności. Jak młodziutka dziewczyna, która ledwie ukończyła Hogwart i jeszcze nigdy, w całym swoim życiu, nie zrobiła niczego niewłaściwego. I jeśli ktoś jej nie znał, nie kojarzył, do tej pory nie padł ofiarą jej złości, mógłby tak właśnie o niej pomyśleć. Patrzyła wielkimi, pełnymi zainteresowania oczami na Norę, jakby w ogóle nie zauważyła, że tej zrzedła mina, gdy zrozumiała, że ma do czynienia z dziennikarką.
Choć tak naprawdę chciała zobaczyć reakcję właścicielki klubokawiarni na tę konkretną informację. Bal był wydarzeniem zbyt świeżym, by Nora nie mogła go powiązać z wizytą Daisy. I to nie tak, że młodziutka czarownica liczyła na jakiś napad płaczu, krycie się pod ladą lub inny przejaw histerii. Prędzej korciło ją, żeby stanąć twarzą w twarz z kobietą, która zaledwie przed kilkoma dniami stała się niezamierzonym pośmiewiskiem i ofiarą jakiegoś niedokształconego durnia, który ukończył Hogwart przypadkiem.
Zapatrzyła się na wystawkę z pączkami, nie za bardzo wiedząc, które przemawiały do niej najbardziej.
- Jaki duży wybór – stwierdziła z entuzjazmem. – Aż nie wiem, na co powinnam się zdecydować – wymruczała. Naprawdę nie wiedziała. Pewnie powinna policzyć współpracowników, którym potem rozdałaby zakupione słodkości, ale takie myślenie nie pasowało do Daisy. – Hm, może poproszę każdego rodzaju po dwie sztuki? Z tego, co wymieniłaś – zaznaczyła na wszelki wypadek.
Wolałaby jednak nie wyjść z klubokawiarni objuczona pączkami, których potem nawet najbardziej umiłowani w słodkościach pracownicy „Proroka Codziennego” nie byliby w stanie przejeść.
- Hm… a dałoby się coś napisać na muffince? Lukrem? Albo czymś innym? – zainteresowała się, - Może imię? Nawet nie jakieś bardzo długie. Zależałoby mi na: Darcy – albo na Faye, dodała w myślach. Faye było nawet krótsze niż Darcy. I wyglądałoby ślicznie wytłoczone nad różowymi kwiatkami.
Choć tak naprawdę chciała zobaczyć reakcję właścicielki klubokawiarni na tę konkretną informację. Bal był wydarzeniem zbyt świeżym, by Nora nie mogła go powiązać z wizytą Daisy. I to nie tak, że młodziutka czarownica liczyła na jakiś napad płaczu, krycie się pod ladą lub inny przejaw histerii. Prędzej korciło ją, żeby stanąć twarzą w twarz z kobietą, która zaledwie przed kilkoma dniami stała się niezamierzonym pośmiewiskiem i ofiarą jakiegoś niedokształconego durnia, który ukończył Hogwart przypadkiem.
Zapatrzyła się na wystawkę z pączkami, nie za bardzo wiedząc, które przemawiały do niej najbardziej.
- Jaki duży wybór – stwierdziła z entuzjazmem. – Aż nie wiem, na co powinnam się zdecydować – wymruczała. Naprawdę nie wiedziała. Pewnie powinna policzyć współpracowników, którym potem rozdałaby zakupione słodkości, ale takie myślenie nie pasowało do Daisy. – Hm, może poproszę każdego rodzaju po dwie sztuki? Z tego, co wymieniłaś – zaznaczyła na wszelki wypadek.
Wolałaby jednak nie wyjść z klubokawiarni objuczona pączkami, których potem nawet najbardziej umiłowani w słodkościach pracownicy „Proroka Codziennego” nie byliby w stanie przejeść.
- Hm… a dałoby się coś napisać na muffince? Lukrem? Albo czymś innym? – zainteresowała się, - Może imię? Nawet nie jakieś bardzo długie. Zależałoby mi na: Darcy – albo na Faye, dodała w myślach. Faye było nawet krótsze niż Darcy. I wyglądałoby ślicznie wytłoczone nad różowymi kwiatkami.