19.03.2024, 18:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 19:18 przez Erik Longbottom.)
Kto by pomyślał, że tak to wszystko się potoczy? Tuż po Beltane, lato jawiło się jako czas, który pozwoli im odpocząć po nerwowej końcówce wiosny, a zamiast tego letnie promienie słońca zdawały się z każdym dniem coraz bardziej parzyć, wprawiając w ruch bardzo mało przyjemne sploty zdarzeń. Wątpił, aby tego typu problemy miały cokolwiek wspólnego z Beltane samym w sobie, jednak...
Może winne były tu uczucia? Atak Śmierciożerców dla wielu okazał się traumatyczny, więc nic dziwnego, że wiele osób przewartościowało swoje życie i zaczęło podejmować mniej lub bardziej racjonalne decyzje. Niektórzy kładli wszystko na jedną kartę, jeszcze inni próbowali w inny sposób doprowadzić swoje życie do porządku. Może to samo spotkało ich, tylko zamiast jednej konkretnej decyzji złożyło się na nią kilka mniejszych, wówczas mało znaczących?
— Niektórzy są nieracjonalni i nie powinni tam pracować — potwierdził, bo akurat ta kwestia była dla niego prosta. Chociaż wymogi Ministerstwa Magii stawały się coraz ostrzejsze, tak paru idiotów i oportunistów zawsze znajdzie sposób na to, aby nie dać się zmielić na pył trybom rządowej maszyny. — Ale sam system jest niewiele lepszy. Wszystko wymaga jebanego papierka i uzasadnienia potwierdzonego przez pięciu ekspertów i trzech przełożonych. — Splunął w bok. — A teraz jeszcze możemy do tego dodać ''nieprawidłowe priorytety'', kiedy musisz tlumaczyć się, czemu nie rozwiązujesz problemów ''inaczej''.
Rozejrzał się na prawo i lewo, jakby starając się podkreślić, że nic w okolicy nie wskazuje mu na to, co jest przyczyną frustracji i zdenerwowania przyjaciółki. Wykluczyli już najazd niechcianego narzeczonego na posiadłość Yaxleyów, a Geraldine dalej nie mówiła wprost, więc o ile nie chcieli bawić się w niekończące się zgadywanki, to cóż więcej mógł powiedzieć Erik? Wmówienie jej, że wszystko będzie dobrze, nie znając sytuacji, było po prostu głupie.
— Jest mi przykro — odparł niewzruszony. — Ale skoro nie wiem, o co chodzi, to nie za bardzo mogę powiedzieć, coś więcej, prawda? — Uniósł lekko brew. — Kiedy skończymy... I będziesz cała w siniakach... I ledwo będziesz trzymać się na nogach... Wtedy o tym porozmawiamy. Nie będziesz miała siły szukać wymówek.
To chyba była najbardziej sprawiedliwa umowa; on powstrzyma się od męczenia jej pytaniami, pobiją się tutaj, dopóki się nie zmęczą i wtedy porozmawiają poważnie. Jak dorośli. Chociaż większość dojrzałych czarodziejów i czarownic potrafiła raczej rozmawiać o rzeczach istotnych w bardziej cywilizowanych warunkach. Cóż... Nikt nie mówił, że czarnokrwista socjeta świeciła przykładem godności i dobrych manier. Zwłaszcza gdy nikt nie patrzył im na ręce.
— Czy chwilowe, to się dopiero okaże — sarknął, jawnie ją prowokując.
Zaatakowała. Lata praktyki sprawiły, że momentalnie wyczul, ile siły włożyła w ten ruch, na podstawie mikro-ruchów ręki, czy kąta, pod jakim chciała go zaatakować. Ostrze szpady poleciało w jego stronę i zapewne trafiłoby w cel, gdyby... Nie prześlizgnęło się niespodziewanie po głowni szpady Erika, która przyjęła na siebie coś. Longbottom odbił szpadę w bok, przez co broń pociągnęła Ger do przodu.
Potem zadziałał instynktownie. Kobieta poleciała do przodu i minęła go, a Erik wykręcił własną szpadę i uderzył głowicą rękojeści o jej plecy. Nie jakoś mocno, bo i nie chciał zrobić jej wielkiej krzywdy, ale sprawiło to, że łowczyni potworów mogła z jeszcze większym impetem polecieć do przodu. I wylądowała na ziemi. Oczywiście, że wylądowała. I przez chwilę nawet nie podniosła głowy, zapewne łkając z powodu własnej porażki.
— Musisz bardziej uważać — skomentował, wbijając szpadę w ziemię i składając ręce na piersi. Pokręcił z pobłażaniem głową, gdy Yaxley zbierała się do tego, aby się podnieść. — W taki sposób tylko bezmyślnie machasz szabelkę i... — Skrzywił się, gdy Geraldine obróciła głowę w jego stronę. Miała rozcięcie na czole, z którego leciała krew. — Ja pierdole, Yaxley. Ty to zawsze się załatwisz. Jak na meczach w Hogwarcie.
Podszedł do niej, przyglądając się z niezadowoleniem jej ranie. Cudowny trening, absolutnie genialny.
Może winne były tu uczucia? Atak Śmierciożerców dla wielu okazał się traumatyczny, więc nic dziwnego, że wiele osób przewartościowało swoje życie i zaczęło podejmować mniej lub bardziej racjonalne decyzje. Niektórzy kładli wszystko na jedną kartę, jeszcze inni próbowali w inny sposób doprowadzić swoje życie do porządku. Może to samo spotkało ich, tylko zamiast jednej konkretnej decyzji złożyło się na nią kilka mniejszych, wówczas mało znaczących?
— Niektórzy są nieracjonalni i nie powinni tam pracować — potwierdził, bo akurat ta kwestia była dla niego prosta. Chociaż wymogi Ministerstwa Magii stawały się coraz ostrzejsze, tak paru idiotów i oportunistów zawsze znajdzie sposób na to, aby nie dać się zmielić na pył trybom rządowej maszyny. — Ale sam system jest niewiele lepszy. Wszystko wymaga jebanego papierka i uzasadnienia potwierdzonego przez pięciu ekspertów i trzech przełożonych. — Splunął w bok. — A teraz jeszcze możemy do tego dodać ''nieprawidłowe priorytety'', kiedy musisz tlumaczyć się, czemu nie rozwiązujesz problemów ''inaczej''.
Rozejrzał się na prawo i lewo, jakby starając się podkreślić, że nic w okolicy nie wskazuje mu na to, co jest przyczyną frustracji i zdenerwowania przyjaciółki. Wykluczyli już najazd niechcianego narzeczonego na posiadłość Yaxleyów, a Geraldine dalej nie mówiła wprost, więc o ile nie chcieli bawić się w niekończące się zgadywanki, to cóż więcej mógł powiedzieć Erik? Wmówienie jej, że wszystko będzie dobrze, nie znając sytuacji, było po prostu głupie.
— Jest mi przykro — odparł niewzruszony. — Ale skoro nie wiem, o co chodzi, to nie za bardzo mogę powiedzieć, coś więcej, prawda? — Uniósł lekko brew. — Kiedy skończymy... I będziesz cała w siniakach... I ledwo będziesz trzymać się na nogach... Wtedy o tym porozmawiamy. Nie będziesz miała siły szukać wymówek.
To chyba była najbardziej sprawiedliwa umowa; on powstrzyma się od męczenia jej pytaniami, pobiją się tutaj, dopóki się nie zmęczą i wtedy porozmawiają poważnie. Jak dorośli. Chociaż większość dojrzałych czarodziejów i czarownic potrafiła raczej rozmawiać o rzeczach istotnych w bardziej cywilizowanych warunkach. Cóż... Nikt nie mówił, że czarnokrwista socjeta świeciła przykładem godności i dobrych manier. Zwłaszcza gdy nikt nie patrzył im na ręce.
— Czy chwilowe, to się dopiero okaże — sarknął, jawnie ją prowokując.
Zaatakowała. Lata praktyki sprawiły, że momentalnie wyczul, ile siły włożyła w ten ruch, na podstawie mikro-ruchów ręki, czy kąta, pod jakim chciała go zaatakować. Ostrze szpady poleciało w jego stronę i zapewne trafiłoby w cel, gdyby... Nie prześlizgnęło się niespodziewanie po głowni szpady Erika, która przyjęła na siebie coś. Longbottom odbił szpadę w bok, przez co broń pociągnęła Ger do przodu.
Potem zadziałał instynktownie. Kobieta poleciała do przodu i minęła go, a Erik wykręcił własną szpadę i uderzył głowicą rękojeści o jej plecy. Nie jakoś mocno, bo i nie chciał zrobić jej wielkiej krzywdy, ale sprawiło to, że łowczyni potworów mogła z jeszcze większym impetem polecieć do przodu. I wylądowała na ziemi. Oczywiście, że wylądowała. I przez chwilę nawet nie podniosła głowy, zapewne łkając z powodu własnej porażki.
— Musisz bardziej uważać — skomentował, wbijając szpadę w ziemię i składając ręce na piersi. Pokręcił z pobłażaniem głową, gdy Yaxley zbierała się do tego, aby się podnieść. — W taki sposób tylko bezmyślnie machasz szabelkę i... — Skrzywił się, gdy Geraldine obróciła głowę w jego stronę. Miała rozcięcie na czole, z którego leciała krew. — Ja pierdole, Yaxley. Ty to zawsze się załatwisz. Jak na meczach w Hogwarcie.
Podszedł do niej, przyglądając się z niezadowoleniem jej ranie. Cudowny trening, absolutnie genialny.
(Aktywność Fizyczna) Sparowanie ciosu x1
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
(Aktywność Fizyczna) Atak x1
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞