Zupełnie nie przejmowała się tym, że może się pochorować, nie myślała póki co o ewentualnych konsekwencjach tej pięknej nocy. Nie liczyło się to, kiedy pod palcami czuła niedźwiedzią sierść, kiedy mogła napawać się jej zapachem. Wydawała się również nie zwracać uwagi na to, że ktoś może ich zobaczyć, bo ta sytuacja była tak bardzo abstrakcyjna, że nie sądziła iż ktoś może wziąć to za prawdę, raczej za sen nocy letniej zważając na okoliczności.
Nie mieli problemu z tym, aby dostać się do Warowni. W końcu każde z nich było mile widziane w tym miejscu, nie byli obcy. Wiedziała dokąd zmierzają, znała te okolicę jak własną kieszeń, spędziła tu wiele przyjemnych dni i nocy, bywała tu od kiedy była maleństwem. Jakoś tak wyszło, że jej drogi skrzyżowały się z Longbottomami i nadal byli ze sobą blisko.
Domek ogrodnika już nie straszył, wręcz przeciwnie, ktoś wreszcie się nim zaopiekował i dał mu odpowiednią uwagę. Podejrzewała czyja może to być sprawka. Miło się patrzyło na niego w tej chwili.
Podążyła drogą wskazaną przez niedźwiedzia, musiała się ubrać, by nikt nie rzucał na nią podejrzeń. Tyle, że wiedziała, że sprawy nieco się komplikowały, bo rytuał, który połączył ją z przyjacielem nadal trwał. Nie załatwili tej sprawy, nie wiedzieć czemu, trochę żałowała bo była pewna, że Erik nie przegapił jej nocnych emocji. Nie spał dzisiaj spokojnie, będzie musiała się z nim zmierzyć. Trochę ją to niepokoiło, ale to nie był jeszcze czas na to, żeby się tym przejmować. Tym zajmie się jutro, a raczej rano, bo jutro przecież już trwało.
Tak jak podejrzewała domek zyskał duszę dosyć niedawno, świadczył o tym zapach, który uderzył ją w nozdrza. Farba, nie tak łatwo było z tym walczyć. Chatka nie była już tym opuszczonym miejscem, teraz na spokojnie można było w nim mieszkać, mogła nawet stwierdzić, że zrobiło się tu bardzo przytulnie.
Łańcuszek na jej szyi pękł, wrócił do formy sukni, którą miała na sobie tego wieczora. Nie miała zbyt wielu możliwości, postanowiła więc ją na siebie założyć, chociaż średnio to było wygodne. Nie mogła jednak wrócić do Warowni w jego marynarce, to by wyglądało jeszcze gorzej.
Usłyszała kroki w sypialni, najwyraźniej Samuel zdjął już z siebie niedźwiedzią skórę. Przez chwilę się zawahała, nie do końca pewna była, co powinna zrobić, co było właściwie. Jednak za oknem nadal było ciemno, nadal noc dawała jej dziwne poczucie bezpieczeństwa i ukrywała irracjonalność podejmowanych decyzji.
Nie zastanawiała się nad tym zbyt długo, powoli zmierzała w stronę sypialni, w której znajdował się Sam. Chciała jeszcze zobaczyć jego twarz, nim stąd wyjdzie, zniknie, jakby wcale nie było jej tutaj tego dnia. Stanęła w progu, wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę. Nie odezwała się jednak ani słowem, bo słowa przecież nie miały żadnego znaczenia. Ruszyła powoli w jego kierunku, zatrzymała się tuż przed nim, zadarła głowę do góry, żeby móc jeszcze nacieszyć się widokiem jego twarzy. Po tym po prostu się do niego przytuliła.