18.03.2024, 01:29 ✶
To poczucie winy drążące w nim dziury było wstrząsające, ale rzeczy, jakich się dopuścił... To też nie było tak, że tego wszystkiego żałował. Efekt był koszmarny, bo patrzenie na płaczącego Alexandra od razu wybiło go z rytmu, w jaki chciał wpaść wracając tutaj - nie potrafił przedłużyć tej tortury, jaką próbował mu zgotować - niemógłby potraktować go obojętnie, ale też nie potrafił tak po prostu go do siebie przytulić i udawać, że wszystko było w porządku. Wiedział, jak się czuł! Wiedział to wszystko i wcale nie uważał, aby czuł się choćby i o gram lepiej od niego, nawet jeżeli miał dużo na sumieniu.
Wpakował sobie paznokcie do gęby i zaczął je przygryzać, kiedy tylko twarz Alexandra zniknęła mu z zasięgu wzroku i to coś znowu w nim rozebrzmiało - płomienna agresja na myśl o rychłym rozstaniu, o zostaniu porzuconym przez jakieś kompletne głupoty, chociaż wcześniej był tak żywo i energicznie zapewniany o wiecznej miłości. Czyli jednak?! Czyli jednak nie było tak, że on sobie to wszystko uroił - naprawdę mieli się rozstać? Spróbował odetchnąć, żeby się minimalnie uspokoić, ale to nie było proste, bo przecież już czuł... czuł, jak jego psychika kręci Alexandrowi bicz za to, co teraz powiedział, za sekundę...
- Oczywiście, że mi na tobie zależy ty uparty idioto - wydusił z siebie ledwo, podnosząc się z podłogi, żeby złapać swojego brata za fraki i lekko szarpnąć nim do góry. Nie tak, żeby zrobić mu krzywdę - po prostu chciał zmusić go do kontaktu wzrokowego. - Siedzę tu z tobą od... od ilu?? - Zgubił się w tym sam, ale zaciskał mocno palce na jego koszuli i szarpał za nią. To pchał go w stronę oparcia, to znów przyciągał do siebie. Jednocześnie mówił. Przez zaciśnięte zęby, niewyraźnie. - Zaraz pewnie miną cztery lata... - Jeżeli naprawdę musiał wygryźć choćby resztki tego uczucia - zrobi to! - To kurwa płoń! Płoń i przestań się zachowywać, jakby ci na mnie nie zależało. Przysięgam... wolałbym, żebyś udusił mnie w nocy, niż mnie od siebie odpychał, a ty ciągle to robisz!! Dlaczego mnie wczo-
Wiedział, że nie powinien się drzeć, bo ich rodzina musiała mieć ich po dziurki w nosie, ale to było silniejsze od niego. Krzyczał w taki nieprzyjemny sposób - jego głos łamał się gdzieś w połowie drogi, przez co mówił głośno, ale chrypiał przy tym, jakby zdarł sobie gardło.
- Przedwczoraj nie zatrzymałeś?! Dlaczego nie chciałeś, żebym tu został?! - Szarpnął go ostatni raz, a potem go puścił. Zakrył twarz dłońmi i odsunął się na krok od tego cholernego krzesła. - M-mówiłeś mi, że po-olubisz mi k-każdego - pociągnął nosem - a a-a t-teraz t-t-teraz nie chcesz mnie nawet przyy sobie zatrzymać.
Wpakował sobie paznokcie do gęby i zaczął je przygryzać, kiedy tylko twarz Alexandra zniknęła mu z zasięgu wzroku i to coś znowu w nim rozebrzmiało - płomienna agresja na myśl o rychłym rozstaniu, o zostaniu porzuconym przez jakieś kompletne głupoty, chociaż wcześniej był tak żywo i energicznie zapewniany o wiecznej miłości. Czyli jednak?! Czyli jednak nie było tak, że on sobie to wszystko uroił - naprawdę mieli się rozstać? Spróbował odetchnąć, żeby się minimalnie uspokoić, ale to nie było proste, bo przecież już czuł... czuł, jak jego psychika kręci Alexandrowi bicz za to, co teraz powiedział, za sekundę...
- Oczywiście, że mi na tobie zależy ty uparty idioto - wydusił z siebie ledwo, podnosząc się z podłogi, żeby złapać swojego brata za fraki i lekko szarpnąć nim do góry. Nie tak, żeby zrobić mu krzywdę - po prostu chciał zmusić go do kontaktu wzrokowego. - Siedzę tu z tobą od... od ilu?? - Zgubił się w tym sam, ale zaciskał mocno palce na jego koszuli i szarpał za nią. To pchał go w stronę oparcia, to znów przyciągał do siebie. Jednocześnie mówił. Przez zaciśnięte zęby, niewyraźnie. - Zaraz pewnie miną cztery lata... - Jeżeli naprawdę musiał wygryźć choćby resztki tego uczucia - zrobi to! - To kurwa płoń! Płoń i przestań się zachowywać, jakby ci na mnie nie zależało. Przysięgam... wolałbym, żebyś udusił mnie w nocy, niż mnie od siebie odpychał, a ty ciągle to robisz!! Dlaczego mnie wczo-
Wiedział, że nie powinien się drzeć, bo ich rodzina musiała mieć ich po dziurki w nosie, ale to było silniejsze od niego. Krzyczał w taki nieprzyjemny sposób - jego głos łamał się gdzieś w połowie drogi, przez co mówił głośno, ale chrypiał przy tym, jakby zdarł sobie gardło.
- Przedwczoraj nie zatrzymałeś?! Dlaczego nie chciałeś, żebym tu został?! - Szarpnął go ostatni raz, a potem go puścił. Zakrył twarz dłońmi i odsunął się na krok od tego cholernego krzesła. - M-mówiłeś mi, że po-olubisz mi k-każdego - pociągnął nosem - a a-a t-teraz t-t-teraz nie chcesz mnie nawet przyy sobie zatrzymać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.