16.03.2024, 19:07 ✶
Czas zaczynał płynąć dużo wolniej, gdy nie trzeba było latać co chwilę między Ministerstwem Magii, miejscami wezwań i przestępstw, aresztem a recepcjami, żeby złożyć odpowiednie dokumenty wymagane do popchnięcia określonych śledztw do przodu. Erik spędzał nieplanowane ''uziemienie'' w Dolinie Godryka; po części z zażenowania z powodu odsunięcia od obowiązków, a po części z troski o Brennę, która wróciła z wyprawy najbardziej pokiereszowana. Poza tym dalej miał wrażenie, że traci kontrolę nad tym, co się dzieje wokół niego. Decyzja Bonesa tylko dołożyła kolejną cegiełkę do muru zwątpień, który wznosił się wokół niego.
— Tak, naprawdę — powtórzył prześmiewczym tonem, mimowolnie modulując swój głos, aby wydawał się wyższy niż w rzeczywistości. — Kompletna komedia.
Najbardziej ubodło go w tym wszystkim to, że nawet nie pozwolono mu wybronić swojego stanowiska. Zamiast tego postawiono go przed faktem dokonanym i oczekiwano, że po prostu zaakceptuje takie rozwiązanie ''konfliktu'' z Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Naprawdę chciałby uzyskać więcej informacji na temat tego, co powodowało szefostwem, jednak postanowił nie prowokować Harper i jej odpowiednika w Brygadzie Uderzeniowej. A korciło go bardzo.
— Obawiam się, że sprawy dotyczące Kniei Godryka przekraczają kompetencje szefa departamentu — rozłożył ręce w lekceważącym geście, dodatkowo naigrywając się w ten sposób z niekompetencji Ministerstwa Magii. — Najwyraźniej śmierć jednego błotoryja jest ważniejsza od bezpieczeństwa wioski, w której mieszkają zarówno czarodzieje i mugole.
Wbił szpadę w ziemię i oparł ręce na biodrach. Zaczynało go nosić, a reakcja Geraldine tylko utwierdzała go w przekonaniu, że jego irytacja była jak najbardziej słuszna. Mógł poprowadzić obronę Polany Ognisk w kilka osób, ryzykować swoje zdrowie i życie dla cywili, ale koniec końców karano za to, że pozwolił doświadczonej łowczyni ukrócić ataki bestii, która rujnowała gospodarstwa w Little Hangleton? Nie idź tą drogą, podpowiadał mu cichy głosik w jego głowie, sprawiając, że Erik wziął kilka bardzo głębokich oddechów, zanim za bardzo by się zapędził.
— A tobie co? — Zmarszczył brwi, wyczuwając w jej głosie, że była równie mocno podenerwowana, jak i on. Może nawet bardziej, bo fraza ''kurwa nie daję rady'' sugerowała dosyć silne wkurwienie. — Rodzina wpadła na genialny pomysł przedstawienia ci jakiegoś dżentelmena?
Skrzywił się na samą myśl. Byłby to wyjątkowo szyderczy uśmiech od losu, biorąc pod uwagę, że ledwie parę tygodni wcześniej, rozmawiali o wymuszonych związkach podczas wizyty w teatrze. Na wzmiankę o potencjalnym wznowieniu ataków pokiwał tylko głową. On na pewno nie miał zamiaru się więcej do tego mieszać. Skoro Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami tak bardzo chciał mieć ten region pod kontrolą, to niech go sobie kontroluje, ale na własną rękę, skoro nie potrafi pójść na ustępstwa.
— Jak cholera — oznajmił, wyciągając szpadę z ziemi i otrząsając ją z mniejszych grudek. — Niech najlepsze z nas zwycięży. Czy coś w tym rodzaju.
Ukłonił się przed Geraldine, ważąc szpadę w dłoni, po czym wykonał pierwsze cięcie; bardziej zaczepne, niż mające na celu natychmiastowe wyeliminowanie kobiety z rozgrywki poprzez wytrącenie jej broni z ręki.
— Tak, naprawdę — powtórzył prześmiewczym tonem, mimowolnie modulując swój głos, aby wydawał się wyższy niż w rzeczywistości. — Kompletna komedia.
Najbardziej ubodło go w tym wszystkim to, że nawet nie pozwolono mu wybronić swojego stanowiska. Zamiast tego postawiono go przed faktem dokonanym i oczekiwano, że po prostu zaakceptuje takie rozwiązanie ''konfliktu'' z Departamentem Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Naprawdę chciałby uzyskać więcej informacji na temat tego, co powodowało szefostwem, jednak postanowił nie prowokować Harper i jej odpowiednika w Brygadzie Uderzeniowej. A korciło go bardzo.
— Obawiam się, że sprawy dotyczące Kniei Godryka przekraczają kompetencje szefa departamentu — rozłożył ręce w lekceważącym geście, dodatkowo naigrywając się w ten sposób z niekompetencji Ministerstwa Magii. — Najwyraźniej śmierć jednego błotoryja jest ważniejsza od bezpieczeństwa wioski, w której mieszkają zarówno czarodzieje i mugole.
Wbił szpadę w ziemię i oparł ręce na biodrach. Zaczynało go nosić, a reakcja Geraldine tylko utwierdzała go w przekonaniu, że jego irytacja była jak najbardziej słuszna. Mógł poprowadzić obronę Polany Ognisk w kilka osób, ryzykować swoje zdrowie i życie dla cywili, ale koniec końców karano za to, że pozwolił doświadczonej łowczyni ukrócić ataki bestii, która rujnowała gospodarstwa w Little Hangleton? Nie idź tą drogą, podpowiadał mu cichy głosik w jego głowie, sprawiając, że Erik wziął kilka bardzo głębokich oddechów, zanim za bardzo by się zapędził.
— A tobie co? — Zmarszczył brwi, wyczuwając w jej głosie, że była równie mocno podenerwowana, jak i on. Może nawet bardziej, bo fraza ''kurwa nie daję rady'' sugerowała dosyć silne wkurwienie. — Rodzina wpadła na genialny pomysł przedstawienia ci jakiegoś dżentelmena?
Skrzywił się na samą myśl. Byłby to wyjątkowo szyderczy uśmiech od losu, biorąc pod uwagę, że ledwie parę tygodni wcześniej, rozmawiali o wymuszonych związkach podczas wizyty w teatrze. Na wzmiankę o potencjalnym wznowieniu ataków pokiwał tylko głową. On na pewno nie miał zamiaru się więcej do tego mieszać. Skoro Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami tak bardzo chciał mieć ten region pod kontrolą, to niech go sobie kontroluje, ale na własną rękę, skoro nie potrafi pójść na ustępstwa.
— Jak cholera — oznajmił, wyciągając szpadę z ziemi i otrząsając ją z mniejszych grudek. — Niech najlepsze z nas zwycięży. Czy coś w tym rodzaju.
Ukłonił się przed Geraldine, ważąc szpadę w dłoni, po czym wykonał pierwsze cięcie; bardziej zaczepne, niż mające na celu natychmiastowe wyeliminowanie kobiety z rozgrywki poprzez wytrącenie jej broni z ręki.
(Aktywność Fizyczna) Cięcie szpadą x1
Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞