Zdawał sobie sprawę z tego, że czasu mieli w tym przypadku po prostu niewiele. Starał się więc dostosować pod to swoje oczekiwania. Nie znaczy to jednak, że te stały się nagle dużo mniejsze. Nic z tych rzeczy. Wciąż oczekiwał, że postępy będą widoczne; że wszystko będzie posuwało się do przodu. Krok po kroku. Płynnie. Potrzebowali, żeby wszystko odpowiednio funkcjonowało. On potrzebował - bo był świadomy tego, że jeśli całe przedsięwzięcie zakończy się porażką, to właśnie on zostanie z tego stosownie rozliczony.
Wysłuchał krótkiego raportu Rodolphusa. W żaden wyraźny sposób nie zareagował na wspomnianą restauracje o wdzięcznej nazwie Złote Łuki. Co nie znaczy, że tego miejsca nie kojarzył; że było mu kompletnie obce. Nigdy jednak nie był na tyle zdesperowany, żeby choćby spojrzeć na ich menu.
- Na ten moment masz po prostu utrzymać jej zainteresowanie. Będę się w tej sprawie z Tobą kontaktować na dniach. - poinformował go. Miał pewne plany, nie był jednak wciąż gotowy na to, żeby je przedstawić. Musiał pierw dograć każdy jeden szczegół. Poza tym, na pewne rzeczy było na tym etapie zbyt wcześnie.
Zwrócił uwagę na syna, kiedy ten wspomniał o jakiejś Nott. O ile nazwisko nie było mu obce, określenie ta Nott, mówiło tyle co nic. Jej brata, Philipa również nie kojarzył. Quidditcha natomiast nie śledził. Nie miał takiej potrzeby. Jeśli jednak dziewczyna była dobrą przyjaciółką Stanleya, żal byłoby tego w odpowiednim momencie nie wykorzystać.
- Będziemy mieli to na uwadze. - zareagował na jego sugestie. Teraz nie mieli na to miejsca, nie mieli też czasu. Na pewno jednak o tej kobiecie (dziewczynie?) nie zapomną. Mogła stać się istotnym elementem układanki. Podobnie jak część pracowników Departamentu, na temat których Borgin zebrał sporo cennych informacji.
Powiedzieć, że Robert nie był zadowolony z efektów pracy Stanleya, to jakby nic nie powiedzieć. Słuchał go uważnie. Spoglądał też na zdjęcia, którymi zajął się Richard. Sortował. Zainteresował się również pozostałymi materiałami. Choć na jego obliczu tego rodzaju grymas się nie pojawił, można było odnieść wrażenie, że starszy z bliźniaków się uśmiechał.
- Przygotujemy odpowiednią tablice, jest tutaj zbyt wiele przydatnych informacji, żeby z nich w ogóle nie korzystać. - również w tym przypadku zabrał głos. Wtrącając się pomiędzy Stanleya i Richarda. Miał w głowie pewien pomysł odnośnie tego, w jaki sposób mogliby te dane uporządkować. Przedstawić? Być może nawet sam się tym zajmie. W swoim wolnym czasie, którego miał przecież całkiem sporo. - Dobra robota. - pochwalił chłopaka, nim całą swoją uwagę przeniósł na brata. - Rookwoodów usuń. Nie będziemy korzystać z ich pomocy.
Było to coś, odnośnie czego można było mieć wątpliwości. Kwestia, w przypadku której pozostali mogli się z Robertem nie zgadzać. Bo przecież chodziło tutaj o coś więcej niż jakieś durne konflikty. Tyle tylko, że z jego perspektywy, nie rozbijało się tutaj o żaden drobny konflikt. O żadną sprzeczkę, która była pozbawiona większego znaczenia. Z kimś takim jak Chester nie chciał mieć niczego wspólnego. Nie zamierzał współpracować. Nie zamierzał prosić o pomoc - nawet jeśli byłaby to dla niego jedyna dostępna opcja. Jedyna szansa na to, żeby coś osiągnąć. Może nawet przeżyć?
Tak, czasami był uparty niczym osioł. A do tego również dumny.
- Skoro wszystko podsumowaliśmy, to teraz moja kolej. - nie kazał im długo czekać. Sięgnął na powrót do materiałów, które ze sobą zabrał na to spotkanie. Tych własnych. Miał do przekazania sporo. - Na moje polecenie, nie będziemy na ten moment zajmować się kwestią szpitala. Mamy zbyt dużo zadań i zbyt mało ludzi. Odłożymy to nieco w czasie. Sprawa Marie będzie biegła swoim torem. Richard i zatrudnienie się w Ministerstwie... - zerknął przelotnie na brata. - ...sprawa się odrobinę skomplikowała, na ten moment dobrym posunięciem byłoby zbadanie gruntu. Nie ma sensu zabierać się za coś, co byłoby z góry skazane na porażkę. Być może warto będzie zastanowić się nad tym, czy któraś z osób wskazanych przez Stanleya nie mogłaby wypełnić powstałej luki. Na razie jednak nie będziemy się tutaj śpieszyć. Dwa tygodnie? Może trzy. Wtedy wrócimy do tematu. Jeśli natomiast chodzi o robotę na teraz, potrzebujemy cofnąć się do podstaw. - po tych słowach, przesunął na środek teczkę, która należała do niego. Mogli na spokojnie po nią sięgnąć, zapoznać się z zawartością. - Ulrich Greyback. Człowiek, którego głowa została na początku maja dostarczona do Ministerstwa Magii, rąk własnych Harper Moody. Zdrajca, który próbował przeniknąć do grona Śmierciożerców, a zebrane informacje przekazywał szefowej Biura Aurorów. Z martwymi ciężko się rozmawia, ale myślę że są tu, wśród nas, osoby które wiedzą, że wyciągnięcie informacji nie jest czymś niemożliwym również w tym przypadku. - spojrzenie zatrzymał kolejno na bracie oraz synu. - Potrzebujemy zbadać jego dom, spróbować dostać się do rzeczy stanowiących jego własność, nawiązać kontakt z rodziną. Być może warto rozważyć w tym przypadku skorzystanie z dodatkowego wsparcia. Odpowiednio przygotowany widmowidz mógłby stanowić dla nas atut. Warto też sprawdzić czy sprawa jego śmierci wpłynęła do Ministerstwa, do Brygady lub Biura Aurorów. Jeśli nic takiego nie miało miejsca, będzie to dla nas również stanowiło cenną informacje. Zwłaszcza, że sama szefowa Biura Aurorow otrzymała w prezencie głowę należącą do tego człowieka. Jakieś pytania?