16.03.2024, 11:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2024, 11:20 przez Samuel McGonagall.)
To była noc, magiczna noc, a słowa, które przed laty mu ofiarowała w oprawionej skórą księdze, rezonowały w nim znów z pełnią mocą.
Oto leżała przed nim syrena pozbawiona ciężkiego od wody jeziornego ogona. Oto on, na jedną noc mógł być księciem, diadem porządnie osadzony rękami stwórczyni leśnego zakątka pozostawał na skąpanej głowie. Syrena straciła głos, zaklęta przez zawistną wiedźmę, ale on wiedział, jak sprawić, by znów zaśpiewała, tylko dla niego. Pewnych rzeczy się nie zapominało, pewnych ścieżek dawno odkrytych nie dało się zasłonić niepamięcią. Nawet jeśli ostatecznie zamienią się rolami, jeśli to on nie będzie w stanie pchnąć jej serca, odkrywszy ją w objęciach prawdziwego księcia, bogatego i godnego atencji i miłości. Nawet jeśli to on zamieni się o świcie w morską pianę i odejdzie, by znów... nie wadzić jej.
Lecz teraz te myśli nie miały miejsca w głowie, wyparte przez zachwyt i zachłyśnięcie się chwilą. W uścisku białych, drżących zimnem i podnieceniem ud, w pieszczocie palców przyciskających go do ciała, jak wtedy, gdy wspólnie ruszyli szukać Kwiatu Paproci.
Chciał usłyszeć znów jej głos, jej śpiew niesiony uśpionym jeziorem, chciał dać jej zapomnienie, którego szukała, chciał dać jej na moment odpoczynek od codziennych trosk.
Nie potrzeba było wiele czasu, by gdzieś między westchnieniami i szeptanymi prośbami, zapodzianymi pocałunkami we wzmagającej zaborczości obojga, pozbył się i swojego ubrania, odsłaniając nieregularne ranki i rozległe oparzenia, które pozostały mu na kilka najbliższych dni. Knieja wołała do niego, Knieja, zazdrosna Knieja nie oddawała swoich dzieci tak łatwo. Nie dbał o to teraz, nie gdy był w objęciu Nory, syreny, nimfy, srebrzystej słodkiej gwiazdy, na chwilę ulotną znów jego, już zaraz nie jego.
Oto leżała przed nim syrena pozbawiona ciężkiego od wody jeziornego ogona. Oto on, na jedną noc mógł być księciem, diadem porządnie osadzony rękami stwórczyni leśnego zakątka pozostawał na skąpanej głowie. Syrena straciła głos, zaklęta przez zawistną wiedźmę, ale on wiedział, jak sprawić, by znów zaśpiewała, tylko dla niego. Pewnych rzeczy się nie zapominało, pewnych ścieżek dawno odkrytych nie dało się zasłonić niepamięcią. Nawet jeśli ostatecznie zamienią się rolami, jeśli to on nie będzie w stanie pchnąć jej serca, odkrywszy ją w objęciach prawdziwego księcia, bogatego i godnego atencji i miłości. Nawet jeśli to on zamieni się o świcie w morską pianę i odejdzie, by znów... nie wadzić jej.
Lecz teraz te myśli nie miały miejsca w głowie, wyparte przez zachwyt i zachłyśnięcie się chwilą. W uścisku białych, drżących zimnem i podnieceniem ud, w pieszczocie palców przyciskających go do ciała, jak wtedy, gdy wspólnie ruszyli szukać Kwiatu Paproci.
Chciał usłyszeć znów jej głos, jej śpiew niesiony uśpionym jeziorem, chciał dać jej zapomnienie, którego szukała, chciał dać jej na moment odpoczynek od codziennych trosk.
Nie potrzeba było wiele czasu, by gdzieś między westchnieniami i szeptanymi prośbami, zapodzianymi pocałunkami we wzmagającej zaborczości obojga, pozbył się i swojego ubrania, odsłaniając nieregularne ranki i rozległe oparzenia, które pozostały mu na kilka najbliższych dni. Knieja wołała do niego, Knieja, zazdrosna Knieja nie oddawała swoich dzieci tak łatwo. Nie dbał o to teraz, nie gdy był w objęciu Nory, syreny, nimfy, srebrzystej słodkiej gwiazdy, na chwilę ulotną znów jego, już zaraz nie jego.