Nie, tu nie chodziło o mugoli. Prawdę mówiąc, aurorów chyba nie do końca mugole interesowali, a sprawa była tak delikatna, że nie było nawet wiadomo, czy należy wysyłać na miejsce Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe, z amnezjatorami na czele, ani czy zatrudnić Biuro Dezinformacji – bo o tym, co tu się dzisiaj wydarzyło, na pewno będą się rozpisywać w gazetach. A jednak to mugol przyciągnął uwagę Caina… Chyba mugol. Nie miał, póki co, powodów, by podejrzewać, że jest inaczej, bo też żadnych śladów, których tak wypatrywał, nie było. Smród czarnej magii… jeśli gdzieś osiadł, to był skutecznie zakryty przez dym gaszonych pożarów. Te niewielkie oględziny, jakich miał okazję dokonać, na nic mu wielce znanego nie wskazywały.
W bezpośredniej okolicy nie było nikogo, kto bezpośrednio spoglądałby na Caina. Z okien budynku? Raczej też nie, część była zawalona, część się trzymała, ale najpewniej ludzie zostali wyprowadzeni przez służby porządkowe. A jeśli ktoś jednak mu się przyglądał – to tego nie zauważał, jednak zamieszanie działo się po drugiej stronie, a nie tu, gdzie skierował się Cain. Jeśli ktoś go dostrzegł… to musiał być bardzo pechowy dla Bletchleya dzień. Na szczęście machnięcie różdżką dało zamierzony efekt, a kawałki zwałowiska poderwały się w powietrze dokładnie tak, jak sobie tego życzył. Z precyzją, bez gwałtowności.
Magia zadziałała na tyle skutecznie, że rzeczywiście zdołał się przecisnąć pod zwałowiskiem, docierając do mężczyzny. Ten leżał plackiem pod meblem, który musiał być wcześniej jakimś regałem, może szykował się jakiś remont, może wyprowadzka… Ale najprawdopodobniej tenże mebel uratował mu życie, bo walące się kawałki budynku uderzyły w niego, a nie bezpośrednio w człowieka. I co prawda się połamał, ale uchronił mężczyznę… Przynajmniej w jakimś stopniu, bo ewidentnie miał przygniecioną nogę i aż stęknął, gdy kamienie uniosły się, ułatwiając mu tym samym oddychanie.
I wtedy zrobił wielkie oczy, orientując się, co się właściwie stało.
– Ja… co? Umarłem? – zapytał cicho, z ledwością, patrząc na Caina nieco nieprzytomnie.