15.03.2024, 20:43 ✶
Po wypłynięciu na pełne jezioro, Erik przystąpił do przygotowania i sprawdzenia sprzętu do łowienia. W żadnym razie nie nazwałby się ekspertem od wędkowania, jednak siłą rzeczy podłapał parę trików i zasad od znajomych, którym towarzyszył, chociażby podczas ostatniego urlopu nad wodą. Longbottom przeciągał delikatnie palcami po sznurkach, sprawdzając ich naprężenie i wytrzymałość, a następnie zaczął mocować na nich lśniące w słońce haczki. Następne były spławiki i ciężarki, które miały za zadanie utrzymać przynętę na odpowiedniej głębokości.
Gdy wszystko było gotowe, odłożył wędki na bok, czekając w sumie już tylko na powrót Samuela. Ten jednak nie nadchodził, co... Nieco zaczęło Erika martwić. Trzeba było z nim zostać, pomyślał, rozglądając się lekko zaniepokojony na prawo i lewo. Starcie z Ponurakiem musiało odcisnąć się na nim w jakiś sposób, chociaż nie potrafił ocenić jak mocno. Merlin jeden wiedział, co mogło mu wpaść do głowy, biorąc pod uwagę, jak umiejętnie korzystał ze swoich zdolności animaga. Może w ogóle zrezygnował z wyprawy i postanowił wrócić do Doliny albo zaszyć się w głuszy na resztę popołudnia?
Jedynym pocieszeniem było dla detektywa to, że nie słyszał poszczekiwań swojego psa. Gdy zostawił go na plaży, ten bacznie obserwował Samuela. Gdyby nagle się zmienił, zwierzak na pewno dostałby fioła i zaczął wariować, ponownie nie wiedząc, co się dzieje. Chociaż tyle, że dałby znać, pomyślał, układając się wygodnie na łódce i przerzucając nieco nogi przez burtę. Z drugiej strony, jego głowa spoczywała na krawędzi łodzi, a twarz skierowana była w stronę nieba. Przynajmniej słońce nie waliło go prosto po twarzy.
Jak dobrze by było po prostu na moment zamknąć oczy i...
I...
Wzdrygnął się mimowolnie, gdy zza burty dobiegł do niego głos Samuela. Czyżby przysnął na moment od tego gorąca? Bądź co bądź, promienie słońca przyjemnie przygrzewały, a łódka bujała się to w jedną to w drugą stronę, przypominając kołyskę albo przerośnięty hamak. Uniósł głowę, wyczuwając, że jego towarzysz próbuje się dostać na pokład. Przez chwilę niemalże oczekiwał, że zamiast zarośniętej twarzy mężczyzny dostrzeże niedźwiedzi pysk. Zamrugał, dopiero po chwili rozumiejąc, co mężczyzna do niego mówi.
— Każdy jakoś zaczyna — odparł, zapierając się mocniej nogami o krawędź łódki. Na szczęście, ta zakołysała się tylko lekko i nie przeważyła na żadną ze stron. Tym razem los darował im wspólną kąpiel na śodku jeziora. — Jeśli przetrwasz ze mną cały dzień, to zwiększy się twoja tolerancja na towarzystwo innych ludzi. — Obracał między palcami kolorowy spławik, zerkając kątem oka na swego towarzysza, gdy ten zajmował miejsce na łodzi. Zaraz jednak ponownie skupił wzrok na rozświetlonej tafli jeziora. — Chociaż z drugiej strony... Godzina z Brenną to dla wielu jak tydzień, więc podejrzewałem, że wyrobiłeś sobie już jakąś odporność.
Odnosił wrażenie, że siostra bywała dużo bardziej absorbująca od niego przez to, jak zalatana była. Gdziekolwiek by się nie zjawiła, tam przyciągała za sobą falę energii i entuzjazmu, która oblewała jej towarzyszy czasem nawet wbrew ich woli. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl.
— Jak woda? — spytał, odchylając głowę w tył. Na usta cisnęły mu się zupełnie inne słowa, jednak przecież ustalili wcześniej, że część bagażu, jaki towarzyszył im na co dzień, zostawili w lesie. Nie chciał łamać tej obietnicy jak mała by ona nie była.
Gdy wszystko było gotowe, odłożył wędki na bok, czekając w sumie już tylko na powrót Samuela. Ten jednak nie nadchodził, co... Nieco zaczęło Erika martwić. Trzeba było z nim zostać, pomyślał, rozglądając się lekko zaniepokojony na prawo i lewo. Starcie z Ponurakiem musiało odcisnąć się na nim w jakiś sposób, chociaż nie potrafił ocenić jak mocno. Merlin jeden wiedział, co mogło mu wpaść do głowy, biorąc pod uwagę, jak umiejętnie korzystał ze swoich zdolności animaga. Może w ogóle zrezygnował z wyprawy i postanowił wrócić do Doliny albo zaszyć się w głuszy na resztę popołudnia?
Jedynym pocieszeniem było dla detektywa to, że nie słyszał poszczekiwań swojego psa. Gdy zostawił go na plaży, ten bacznie obserwował Samuela. Gdyby nagle się zmienił, zwierzak na pewno dostałby fioła i zaczął wariować, ponownie nie wiedząc, co się dzieje. Chociaż tyle, że dałby znać, pomyślał, układając się wygodnie na łódce i przerzucając nieco nogi przez burtę. Z drugiej strony, jego głowa spoczywała na krawędzi łodzi, a twarz skierowana była w stronę nieba. Przynajmniej słońce nie waliło go prosto po twarzy.
Jak dobrze by było po prostu na moment zamknąć oczy i...
I...
Wzdrygnął się mimowolnie, gdy zza burty dobiegł do niego głos Samuela. Czyżby przysnął na moment od tego gorąca? Bądź co bądź, promienie słońca przyjemnie przygrzewały, a łódka bujała się to w jedną to w drugą stronę, przypominając kołyskę albo przerośnięty hamak. Uniósł głowę, wyczuwając, że jego towarzysz próbuje się dostać na pokład. Przez chwilę niemalże oczekiwał, że zamiast zarośniętej twarzy mężczyzny dostrzeże niedźwiedzi pysk. Zamrugał, dopiero po chwili rozumiejąc, co mężczyzna do niego mówi.
— Każdy jakoś zaczyna — odparł, zapierając się mocniej nogami o krawędź łódki. Na szczęście, ta zakołysała się tylko lekko i nie przeważyła na żadną ze stron. Tym razem los darował im wspólną kąpiel na śodku jeziora. — Jeśli przetrwasz ze mną cały dzień, to zwiększy się twoja tolerancja na towarzystwo innych ludzi. — Obracał między palcami kolorowy spławik, zerkając kątem oka na swego towarzysza, gdy ten zajmował miejsce na łodzi. Zaraz jednak ponownie skupił wzrok na rozświetlonej tafli jeziora. — Chociaż z drugiej strony... Godzina z Brenną to dla wielu jak tydzień, więc podejrzewałem, że wyrobiłeś sobie już jakąś odporność.
Odnosił wrażenie, że siostra bywała dużo bardziej absorbująca od niego przez to, jak zalatana była. Gdziekolwiek by się nie zjawiła, tam przyciągała za sobą falę energii i entuzjazmu, która oblewała jej towarzyszy czasem nawet wbrew ich woli. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl.
— Jak woda? — spytał, odchylając głowę w tył. Na usta cisnęły mu się zupełnie inne słowa, jednak przecież ustalili wcześniej, że część bagażu, jaki towarzyszył im na co dzień, zostawili w lesie. Nie chciał łamać tej obietnicy jak mała by ona nie była.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞