15.03.2024, 13:58 ✶
-Nie jestem pewien. Nie poznałem ich zbyt wiele.-nie podróżował, nie czytał za młodu nie wiadomo jakich książek. Skupiał się na zdawaniu egzaminów i życiu domowym, poznawanie obcych religii nigdy nie było priorytetem.-Bogowie nigdy nie dali mi specjalnego powodu, żeby w nich wierzyć, za to zioła i ciężka praca już tak.-wiara w żyjątka w chmurach nie nakarmi go gdy będzie głodny, nie kupi mu leków, nie zapłaci za operację.
Zmarszczył brwi na jego prośbę. Jedzenie, herbatę, wszystko mógł mu przynieść, a te prosi o papierosy. No i co on z nim ma zrobić? Westchnął ciężko.
-Może to i dobrze. Ruch to zdrowie, a palenie nie jestem pewien czy pomoże w leczeniu.-wydał swoje oświadczenie, ale wyciągnął cię jak kot i sięgnął pod łóżko. Zaraz papierowa torba zaszeleściła. Wiedział co w niej jest, w końcu nie raz bywał w szpitalu i widać wszędzie podobnie traktowali własność pacjenta. Odruchowo ją otworzył, patrząc zaraz spłoszenie na Morpheusa który może mógł mieć coś przeciwko grzebaniu mu w rzeczach. Chciał się najpierw zapytać czy papierosy w ogóle tu są, czy je miał gdy zabierano go do szpitala, ale szybko zdał sobie sprawę, że prędzej nos czarodzieja przyjmie łabędzi profil niż ten wyjdzie z domu bez papierosów. Położył paczkę na jego udo, ciesząc się i takim rodzajem bliskości, choć dzieliła ich kołdra.
Uśmiechnął się na miłość i pracę. Oba były drażliwymi tematami, lepiej ich nie poruszać, ale nie dziwił się, że to o nie ludzie najczęściej pytają, w końcu to ważne rzeczy, nikt nie chce być samotny i biedny.
-Jasne.-skinął głową na polecenia i obserwował tasowanie, czując w środku lekki stres. Czy jego kłamstwo wyjdzie na wierzch? Czy nie wyjdzie i będzie się ciągnęło i dopiero po wielu latach wyzna prawdę, że kłamał?
Spojrzał na kartę, przesunął się lekko, by widzieć lepiej.
-Wypadła rzymska jedenastka i karta jest odwrócona.-zerknął na niego zastanawiając się czy czegoś jeszcze potrzebuje. No i co mu los zaszeptał do uszka, co? Wagę kojarzył, a miecz nie kojarzył się z niczym dobrym. Przegra konkurs, w końcu jak ma go wygrać skoro się nawet nie zgłosił.
Zmarszczył brwi na jego prośbę. Jedzenie, herbatę, wszystko mógł mu przynieść, a te prosi o papierosy. No i co on z nim ma zrobić? Westchnął ciężko.
-Może to i dobrze. Ruch to zdrowie, a palenie nie jestem pewien czy pomoże w leczeniu.-wydał swoje oświadczenie, ale wyciągnął cię jak kot i sięgnął pod łóżko. Zaraz papierowa torba zaszeleściła. Wiedział co w niej jest, w końcu nie raz bywał w szpitalu i widać wszędzie podobnie traktowali własność pacjenta. Odruchowo ją otworzył, patrząc zaraz spłoszenie na Morpheusa który może mógł mieć coś przeciwko grzebaniu mu w rzeczach. Chciał się najpierw zapytać czy papierosy w ogóle tu są, czy je miał gdy zabierano go do szpitala, ale szybko zdał sobie sprawę, że prędzej nos czarodzieja przyjmie łabędzi profil niż ten wyjdzie z domu bez papierosów. Położył paczkę na jego udo, ciesząc się i takim rodzajem bliskości, choć dzieliła ich kołdra.
Uśmiechnął się na miłość i pracę. Oba były drażliwymi tematami, lepiej ich nie poruszać, ale nie dziwił się, że to o nie ludzie najczęściej pytają, w końcu to ważne rzeczy, nikt nie chce być samotny i biedny.
-Jasne.-skinął głową na polecenia i obserwował tasowanie, czując w środku lekki stres. Czy jego kłamstwo wyjdzie na wierzch? Czy nie wyjdzie i będzie się ciągnęło i dopiero po wielu latach wyzna prawdę, że kłamał?
Spojrzał na kartę, przesunął się lekko, by widzieć lepiej.
-Wypadła rzymska jedenastka i karta jest odwrócona.-zerknął na niego zastanawiając się czy czegoś jeszcze potrzebuje. No i co mu los zaszeptał do uszka, co? Wagę kojarzył, a miecz nie kojarzył się z niczym dobrym. Przegra konkurs, w końcu jak ma go wygrać skoro się nawet nie zgłosił.