— Każdą religię? Czy tylko chrześcijaństwo?
Morpheus uważał, że bogowie są okrutni i szaleni, lecz na pewno nie są maszynkami do spełniania życzeń. Sam się modlił, wierzył w istnienie bóstw, jednakże najważniejsza była dlań inwokacja energii dominium, z którego pochodził dany archetyp, a nie pobożne składanie ofiar na ołtarzach. To czynił rzadko, ale dość bojaźliwie; jego relacja z wiarą należała do tych bardziej skomplikowanych.
Podczas utknięcia w pułapce czasu i przestrzeni, Brenna nawet, przy niewiedzy Morpheusa, rozważała użycie nielegalnego zaklęcia, które sprawia, że możesz przejąć obrażenia drugiej osoby na siebie, powstrzymało ją właściwe tylko to, że była z nimi osoba postronna, w postaci współpracownika Morpheusa. Brenna była Atlasem, który trzyma na barkach cały świat.
— Wróżbiarstwo to moja jedyna cecha charakteru, Neil, ciężej zrezygnować niż... Papierosy. Możesz mi przynieść papierosy następnymr razem, bo zaczynam chodzić po ścianach, a nie wiem, gdzie są moje rzeczy.
Neil za to mógł wyraźnie dostrzec niedużą torbę papierową z pieczątką św. Munga, leżącą pod łóżkiem, w nogach, w której znajdowały się ubrania Longbottoma, złożone w kostkę oraz wszystko, co miał pochowane po kieszeniach, łącznie z papierosami. Pielęgniarki były na tyle miłe, że wyciągnęły mu w zasięg rąk
Morpheus zaśmiał się na pytanie krótko, ale szczerze, zbity z tropu. Ludzie zwykle pytali o personalne rzeczy.
— Zazwyczaj rozkładam na miłość i pracę, chyba nigdy nie przepowiadałem przyszłości w sprawie konkursu. To wystarczy jedna karta. Powiedz mi jaki numer jest napisany na karcie, czy jest rzymski czy arabski i czy karta jest prosto, czy do góry nogami.
Przetasował karty jeszcze raz, skupiając się na pytaniu Neila, ale nie otwierając trzeciego oka. Nie potrzebował widzieć intencji, aby wieszczyć.
— Opowiedz mi o niej — poprosił, wyjmując pierwszą z wierzchu kartę. Była to odwrócona sprawiedliwość, z wagą i mieczem, z zasłoniętymi oczami, obdarzona rzymskim numerem jedenaście.
Tarot służył odkrywaniu siebie. Tarot sam w sobie nie miał terminu, w którym należy się go nauczyć. Tak jak Wielkie Arkana, był nieustanną ścieżką, pętla zrozumienia, nie ważne czy jeden cykl trwał trzy lata czy trzydzieści. Świadomość przychodziła zawsze w odpowiednim momencie. Jak jak odpowiedzi na zadane pytania. Zmagania towarzyszące zrozumieniu pewnych spraw pomagają rozwijać charakter.