14.03.2024, 17:32 ✶
Przyszedł, czy to było aż tak niespodziewane? W końcu napisał do niego, zaprosił, oczekiwał, chyba, a może nie wierzył w to, że jednak się zjawi?
-Jak mógłbym nie przyjść?-odpowiedział, z uśmiechem ulgi, że Morpheus był względnie cały. Wyłapał dziwne spojrzenie, sztywność i nienaturalność ruchu. Czy to przez to jak wyglądał przy ich ostatnim spotkaniu? Liczył, że nie, w końcu to miało mu nie zaszkodzić. Może nie powinien go wtedy zatrzymywać przy sobie, a od razu odesłać do lekarza?
Spojrzał na karty, na dłonie, które tak dobrze znał, które chciał uścisnąć, pogładzić, jednak przeszklenie nie dawało zbyt wiele możliwości. Ot zmartwiony zielarz odwiedza stałego klienta, nic więcej się tu nie kryje.
Nie obchodził go staż, nie chciał go, chciał wyjaśnień i chciał, żeby nie okazało się, że czegoś nie da się odwrócić. Jaką przyszłość chciał zobaczyć? Czyją?
-Wydaje mi się, że tak, choć kosmos na skórze też nie wyglądał bezpiecznie.-spróbował się zaśmiać, czując ulgę na jego dotyk, odwzajemniając chwyt, splecenie palców, zaraz rozstając się z tym, czując ponowny chłód i złość, że nie może tak po prostu go objąć, ucałować, wyrazić troski, zmartwienia i miłości jak tak czuje, że powinien ją okazać. Wszystko ograniczone, tak by światu nie popsuć dnia i humoru, by nikt się nie skrzywił.
Brwi zbiegły mu się do siebie, słysząc końcową diagnozę. Stracił wzrok na jakiś czas? To nie koniec świata, wiadomo, ale jednak szalenie mocne utrudnienie i zagrożenie dla jego pracy, pozycji społecznej, przyszłości. Co by było gdyby utrata nie była czasowa, a na stałe?
-W takim razie jutro też mogę przyjść i pojutrze i później też. Jeśli chcesz.-zaoferował się, od razu się rozbudzając i zaciskając dłoń na kołdrze.-Kadzideł pewnie tu nie zaakceptują, ale mogę ci coś upiec albo przemycić herbatę.-dodał, konspiracyjnym szeptem. Chciał mu poprawić humor żartem, choć mówił na poważnie. Naprawdę by chciał mu coś dać, cokolwiek, żeby nie siedział tutaj sam, smutny udając, że wszystko jest dobrze.-I swoją drogą... mógłbyś częściej nosić loki. Do twarzy ci w nich.-uśmiechał się, przyglądał się, śledził spojrzeniem mimo tego, że czarodziej nic z tego nie mógł zobaczyć.
-Jak mógłbym nie przyjść?-odpowiedział, z uśmiechem ulgi, że Morpheus był względnie cały. Wyłapał dziwne spojrzenie, sztywność i nienaturalność ruchu. Czy to przez to jak wyglądał przy ich ostatnim spotkaniu? Liczył, że nie, w końcu to miało mu nie zaszkodzić. Może nie powinien go wtedy zatrzymywać przy sobie, a od razu odesłać do lekarza?
Spojrzał na karty, na dłonie, które tak dobrze znał, które chciał uścisnąć, pogładzić, jednak przeszklenie nie dawało zbyt wiele możliwości. Ot zmartwiony zielarz odwiedza stałego klienta, nic więcej się tu nie kryje.
Nie obchodził go staż, nie chciał go, chciał wyjaśnień i chciał, żeby nie okazało się, że czegoś nie da się odwrócić. Jaką przyszłość chciał zobaczyć? Czyją?
-Wydaje mi się, że tak, choć kosmos na skórze też nie wyglądał bezpiecznie.-spróbował się zaśmiać, czując ulgę na jego dotyk, odwzajemniając chwyt, splecenie palców, zaraz rozstając się z tym, czując ponowny chłód i złość, że nie może tak po prostu go objąć, ucałować, wyrazić troski, zmartwienia i miłości jak tak czuje, że powinien ją okazać. Wszystko ograniczone, tak by światu nie popsuć dnia i humoru, by nikt się nie skrzywił.
Brwi zbiegły mu się do siebie, słysząc końcową diagnozę. Stracił wzrok na jakiś czas? To nie koniec świata, wiadomo, ale jednak szalenie mocne utrudnienie i zagrożenie dla jego pracy, pozycji społecznej, przyszłości. Co by było gdyby utrata nie była czasowa, a na stałe?
-W takim razie jutro też mogę przyjść i pojutrze i później też. Jeśli chcesz.-zaoferował się, od razu się rozbudzając i zaciskając dłoń na kołdrze.-Kadzideł pewnie tu nie zaakceptują, ale mogę ci coś upiec albo przemycić herbatę.-dodał, konspiracyjnym szeptem. Chciał mu poprawić humor żartem, choć mówił na poważnie. Naprawdę by chciał mu coś dać, cokolwiek, żeby nie siedział tutaj sam, smutny udając, że wszystko jest dobrze.-I swoją drogą... mógłbyś częściej nosić loki. Do twarzy ci w nich.-uśmiechał się, przyglądał się, śledził spojrzeniem mimo tego, że czarodziej nic z tego nie mógł zobaczyć.