13.03.2024, 23:20 ✶
List go kompletnie zaskoczył, szczególnie to, jak szybko przyszedł i do tego to jakie wieści niósł i jakim charakterem pisma był naskrobany... Od razu na chwilę serce mu się zatrzymało. Jak to w szpitalu? Co się stało? Widział się z nim nie aż tak dawno temu, ale z drugiej strony dwa tygodnie, to kawał czasu, czasami wystarczy kilka sekund, aby się potknąć i złamać nogę.
Ledwo przeczytał list rankiem odbierając pocztę i od razu, niemalże tak jak stał ruszył we wskazane miejsce, zapominając o tym jakim okropnym miejscem są szpitale. Korytarze były takie nieprzyjemne dla oka, biel i zieleń, sterylność. Decydowanie bardziej wolał brud ziemi i ślady po trawie na kolanach, palce zabawione malinami.
Nie wiedział jaki rozkład dnia miał w tej chwili Morpheus, czy śpi czy nie, ale nie miało to znaczenia, chciał go zobaczyć. Zapukał cicho do drzwi i nie czekając specjalnie na odpowiedź, cały zmartwiony wszedł do środka. Z początku go nie rozpoznał. Zimne otoczenie, loki, posiwiały zarost. Wszystko inne jednak pasowało, to był Jego Morpheus. Odetchnął z ulgą widząc, jak ten się porusza, znak, że żyje. Nie stracił go.
-Cześć.-przywitał się, zamykając za sobą drzwi i wchodząc głębiej do pokoju.-Dostałem twój list, jak cię czujesz? Co się stało?-popatrzył na niego, stając przy łóżku, nie wiedząc na co może sobie pozwolić. Chciał go przytulić, objąć jego twarz, chwycić za dłoń, a jedyne co zrobił, do przysiadł się na krześle obok niego i oparł ręką o materac, nachylając się lekko w jego stronę, obserwując go. Coś było nie tak, mocno nie tak.
Ledwo przeczytał list rankiem odbierając pocztę i od razu, niemalże tak jak stał ruszył we wskazane miejsce, zapominając o tym jakim okropnym miejscem są szpitale. Korytarze były takie nieprzyjemne dla oka, biel i zieleń, sterylność. Decydowanie bardziej wolał brud ziemi i ślady po trawie na kolanach, palce zabawione malinami.
Nie wiedział jaki rozkład dnia miał w tej chwili Morpheus, czy śpi czy nie, ale nie miało to znaczenia, chciał go zobaczyć. Zapukał cicho do drzwi i nie czekając specjalnie na odpowiedź, cały zmartwiony wszedł do środka. Z początku go nie rozpoznał. Zimne otoczenie, loki, posiwiały zarost. Wszystko inne jednak pasowało, to był Jego Morpheus. Odetchnął z ulgą widząc, jak ten się porusza, znak, że żyje. Nie stracił go.
-Cześć.-przywitał się, zamykając za sobą drzwi i wchodząc głębiej do pokoju.-Dostałem twój list, jak cię czujesz? Co się stało?-popatrzył na niego, stając przy łóżku, nie wiedząc na co może sobie pozwolić. Chciał go przytulić, objąć jego twarz, chwycić za dłoń, a jedyne co zrobił, do przysiadł się na krześle obok niego i oparł ręką o materac, nachylając się lekko w jego stronę, obserwując go. Coś było nie tak, mocno nie tak.