12.03.2024, 10:06 ✶
Gdyby gdzieś kiedyś anioł i demon rozmawiali ze sobą jak można połączyć dwójkę ludzi, z pewnością wpadliby na dwa różne, całkowicie odmienne pomysły. Anioł zachwycony romansami Jane Austen sugerowałby bal, wspólny taniec otwierajacy serca na ckliwe wyznania podczas przechadzki w ogrodzie, demon zaś zdecydowanie praktyczniej zachęcałby do deszczu, wspólnego ukrycia się pod daszkiem. Rzekłby "Zmocz ludzi, a od razu się w sobie zakochają".
Był bal i tańce, a teraz oboje leżeli na ziemi, wypluci przez jezioro, łapiący oddech i rytm życia, choć z pewnością nie był to zwyczajny rytm serca. Obojgu ów serce waliło młotem, ach przed tyloma laty, też wszystko zaczęło się od potańcówki, a potem spontanicznej kąpieli w jeziorze. Analogia była oczywista, choć uczucia między dwojgiem wciąż młodych ludzi pozostawały zdecydowanie bardziej skomplikowane. Nic nie było już tak proste jak w okresie nastoletnim, zbyt wiele żali, zbyt wiele niewypowiedzianych słów aby...
... Sam przysiadł na piętach i ramionami sięgnął po Norę, przytulając ją mocno do mokrej białej koszuli. Odgarnął kosmyki z czoła, ucałował głowę z wdzięczności za to, że nie wyzionęła ducha. Przytulił ją mocno, w rozkojarzeniu, w otumanieniu sytuacją, dezorientacji i stopniowo napływającej świadomości, że oto są, że żyją, że ostatecznie nic się nie stało.
– O bogowie... Jak dobrze że nic Ci nie jest. – wyrzucił z siebie drżąco i zaczął – też w histerii i nadmiarze emocji – śmiać się, wciąż przyciskając ją do siebie, kołysząc się lekko, w nieoczekiwanej uldze rozpływającej się po ciele. Oto spełnił się jego największy koszmar, ale najważniejsze było to, że jest obok, że finał był inny od tego, który widywał w swoich snach.
Nora nadal żyła.
Był bal i tańce, a teraz oboje leżeli na ziemi, wypluci przez jezioro, łapiący oddech i rytm życia, choć z pewnością nie był to zwyczajny rytm serca. Obojgu ów serce waliło młotem, ach przed tyloma laty, też wszystko zaczęło się od potańcówki, a potem spontanicznej kąpieli w jeziorze. Analogia była oczywista, choć uczucia między dwojgiem wciąż młodych ludzi pozostawały zdecydowanie bardziej skomplikowane. Nic nie było już tak proste jak w okresie nastoletnim, zbyt wiele żali, zbyt wiele niewypowiedzianych słów aby...
... Sam przysiadł na piętach i ramionami sięgnął po Norę, przytulając ją mocno do mokrej białej koszuli. Odgarnął kosmyki z czoła, ucałował głowę z wdzięczności za to, że nie wyzionęła ducha. Przytulił ją mocno, w rozkojarzeniu, w otumanieniu sytuacją, dezorientacji i stopniowo napływającej świadomości, że oto są, że żyją, że ostatecznie nic się nie stało.
– O bogowie... Jak dobrze że nic Ci nie jest. – wyrzucił z siebie drżąco i zaczął – też w histerii i nadmiarze emocji – śmiać się, wciąż przyciskając ją do siebie, kołysząc się lekko, w nieoczekiwanej uldze rozpływającej się po ciele. Oto spełnił się jego największy koszmar, ale najważniejsze było to, że jest obok, że finał był inny od tego, który widywał w swoich snach.
Nora nadal żyła.