Cukiernia w pewien sposób była spełnieniem marzeń, nie mogła więc narzekać. Tyle, że droga, która prowadziła do osiągnięcia tego zdecydowanie należała do bardzo wyboistych. Spotkało ją po drodze sporo wyrzeczeń, pewne rzeczy musiała zrobić zupełnie inaczej, niż chciała. Miała wyjechać do Paryża, miała odbyć staż w jednej z najlepszych cukierni, skończyło się na tym, że nigdy nigdzie nie wyjechała, bo pojawiły się niezapowiedziane utrudnienia, których nie mogła zignorować. Jej determinacja pozwoliła to wszystko obejść w miarę rozsądnie, ale czuła, że i tak doszła do tego bardzo późno, że może coś straciła?
Nigdy też nie dawała sobie szansy na to, żeby się do kogoś zbliżyć, ostatnie dyskusje z Erikiem spowodowały, że zaczęła myśleć o tym, czy faktycznie miało to sens, mówił jej, że powinna odpuścić i wreszcie ruszyć do przodu, jak widać życie jednak miało swój plan i postanowiło z niej zadrwić krzyżując znowu jej drogę z Samem. Idealny moment.
Niby więc wszystko się układało, marzenia się spełniały, ale czy tak do końca?
Nora swoje uczucia miała schowane bardzo głęboko, praktycznie nigdy się w nie nie zagłębiała, uważała, że to nie ma sensu, wysłuchiwała wszystkich wokół, wyciągała pomocną dłoń, kiedy sama nigdy do końca się nie pogodziła ze swoim losem. Tak było łatwiej.
Zacisnęła dłonie na swojej sukience, trochę bała się tej rozmowy, nie wiedziała, czego powinna się po niej spodziewać, nie miała pojęcia, jak zareaguje, a na pewno nie chciałaby wybuchnąć, czy reagować zbyt emocjonalnie. Zależało jej na tym, żeby Sam myślał, że ona ma chłodne podejście, że to po prostu zwykła rozmowa, spotkanie starych znajomych po latach.
Tylko nic na to nie wskazywało. Jego słowa spowodowały, że pojawił się jej przed oczami obraz ich ostatniej rozmowy, dworzec, wrzosy, jakby działo się to niedawno. Nie umiała go wyprzeć z pamięci, miała wrażenie, że potrafi sobie wyobrazić zapach, jaki unosił się wtedy w powietrzu. Norka w przeciwieństwie do niego spoglądała na toń wodną, ciemną, głęboką, w przeciwieństwie słów, które do niej kierował. Te argumenty wydawały jej się być takie przyziemne, zupełnie bez znaczenia, można je było bardzo łatwo przeskoczyć. - Merlinie, dlaczego ciągle mówisz o tym, czego nie masz? Dlaczego nie potrafisz zacząć zauważać tego, co posiadasz? - Rzeczy o których wspominał wydawały się nie mieć dla niej żadnego znaczenia. W oczach Nory Sam, którego znała miał do zaoferowania znacznie więcej, dlaczego tego nie widział?
Jej dłonie zaciskały się coraz mocniej na materiale sukienki. Nie panowała nad tym zupełnie. Czuła dyskomfort wracając wspomnieniami do tamtego dnia, czy musieli to przeżywać po raz drugi? Bardzo nie chciała, żeby znowu pękło jej serce.
- Tego się nigdy nie dowiemy, bo mi nie powiedziałeś. - Przeniosła wzrok z tafli wody na jego twarz, w jej głosie mógł wyczuć gorycz, nie dało się nie zauważyć, że miała o to pretensję.
Prychnęła. - Miałam plany, tyle, że ty też w nich byłeś. Nie pozwoliłeś mi zadecydować. Podjąłeś decyzję sam, jakbym w ogóle się nie liczyła. Zresztą, o czym my właściwie mówimy, i tak je zniszczyłeś, złamałeś mi serce, ale czymże jest złamane serce przy sięganiu do gwiazd, kto by się nim przejmował. - Czuła, że serce zaczyna jej bić szybciej, jeszcze chwila i wyskoczy jej z piersi, nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej się z nim podzielić całym swoim żalem.