10.03.2024, 00:39 ✶
Więc postanowione. Mozaika wylatywała z kuchni. Ulysses dalej tylko nie był pewien, czy na jej miejscu powinien pojawić się pasek zielonej farby, czysta biel, czy też może boazeria.
- Zasłania widok na rozwalającą się stodołę. Tam na horyzoncie – odpowiedział Cathalowi, teraz również zawieszając wzrok na zasłonce w złote węże. Bywały takie dni, gdy Rookwood poważnie rozważał pójście do właściciela gospodarstwa, zahipnotyzowanie go a potem zmuszenie albo do rozbiórki, albo do gruntownego remontu budynku. – Wyrzucimy ją po remoncie.
Chociaż Ulysses rzeczywiście często zachowywał się tak, jakby między wierszami przepraszał za swoje pojawienie się, w przypadku domu Cathala chodziło tylko i wyłącznie o to, że był to… no cóż, dom Cathala. Shafiq nigdy nie powiedział mu, że jest w nim gościem, ba – pozwolił mu na zmiany, na które w rodzinnej rezydencji nigdy nie zezwoliłby jego własny ojciec, ale wciąż w umyśle młodego Rookwooda to Cathal miał podejmować ostateczną decyzję w sprawach tak kluczowych jak kolory ścian, rodzaj podłogi czy typ mebli.
Znowu sięgnął po filiżankę z herbatą. Zapatrzył się na stół i na liczbę krzeseł przy nim. Nie dostrzegał tu żadnej wielkiej prawidłowości numerologicznej. Odruchowo założył także, że nadmiar krzeseł był kolejnym przejawem zbieractwa, które rozkwitło w umyśle matki przyjaciela.
- Ty, ja, Leta, Nell – zaczął wyliczać. Danielle, dodał w myślach, ale tylko w myślach. Nawet jeśli Danielle pojawi się w tym domu, raczej nie będzie w nim wtedy Cathala. A jeśli będzie Cathal to raczej nie będzie albo Lety, albo Nell. Nadal wystarczą cztery krzesła. – Zastanawiam się ile osób maksymalnie usiądzie przy nowym stole – wyjaśnił, skąd wcześniejsza wyliczanka. – Chyba, że kogoś pomijam. Ginewra albo Sebastian? Wtedy sześć.
Jakoś tak odruchowo Ulysses bardziej liczył za rodzinę Cathala członków grupy archeologicznej niż kogoś spokrewnionego z nim krwią. A przecież Shafiqów trochę było w czarodziejskim świecie.
- Właściwie to możemy w ogóle go usunąć. Zyskamy dodatkowe miejsce. No i zamiast pieca, można by kupić kuchenkę. – Znowu zerknął na twarz przyjaciela, jakby szukając w nim jakiejś reakcji, która pokazałaby mu, czy zmierza dobrym tropem. – Można by było ustawić tam miski dla naszego psa i leżankę. – A wtedy, być może, Cavall nie zniszczy kolejnego dywanu, który Ulysses kupi.
Dopił herbatę, zastanawiając się nad tym, czy czasem się nadto nie rozpędzał. Chwilami miał wrażenie, że czegokolwiek nie kupił dla ich psa, ten i tak wolał zajmować się przedmiotami, które należały do nich. Nawet z tym kocem ostatnio… kupił mu przecież specjalny kocyk, ale Cavall i tak wyciągnął skądś znoszoną kurtkę Shafiqa i to na niej próbował się wylegiwać. Ulysses mało nie dostał apopleksji, gdy to zobaczył.
- Dobrze – zgodził się co do królików. Oczyma wyobraźni widział to może trochę inaczej niż przyjaciel, bo wyobraził sobie całe sceny: gipsowe króliki czekające na koncert obok rozwalonego pianina, gipsowy królik z monoklem w zniszczonej bibliotece Gauntów, gipsowy królik w kuchni doglądający przerdzewiałej patelni, etc. Ciekawiło go, jakby zareagowali ci, którzy mieli prawo bywać w tym miejscu. – A wolałbyś, by był złoty? Z białego złota? Srebrny? – dopytał niewinnie.
- Zasłania widok na rozwalającą się stodołę. Tam na horyzoncie – odpowiedział Cathalowi, teraz również zawieszając wzrok na zasłonce w złote węże. Bywały takie dni, gdy Rookwood poważnie rozważał pójście do właściciela gospodarstwa, zahipnotyzowanie go a potem zmuszenie albo do rozbiórki, albo do gruntownego remontu budynku. – Wyrzucimy ją po remoncie.
Chociaż Ulysses rzeczywiście często zachowywał się tak, jakby między wierszami przepraszał za swoje pojawienie się, w przypadku domu Cathala chodziło tylko i wyłącznie o to, że był to… no cóż, dom Cathala. Shafiq nigdy nie powiedział mu, że jest w nim gościem, ba – pozwolił mu na zmiany, na które w rodzinnej rezydencji nigdy nie zezwoliłby jego własny ojciec, ale wciąż w umyśle młodego Rookwooda to Cathal miał podejmować ostateczną decyzję w sprawach tak kluczowych jak kolory ścian, rodzaj podłogi czy typ mebli.
Znowu sięgnął po filiżankę z herbatą. Zapatrzył się na stół i na liczbę krzeseł przy nim. Nie dostrzegał tu żadnej wielkiej prawidłowości numerologicznej. Odruchowo założył także, że nadmiar krzeseł był kolejnym przejawem zbieractwa, które rozkwitło w umyśle matki przyjaciela.
- Ty, ja, Leta, Nell – zaczął wyliczać. Danielle, dodał w myślach, ale tylko w myślach. Nawet jeśli Danielle pojawi się w tym domu, raczej nie będzie w nim wtedy Cathala. A jeśli będzie Cathal to raczej nie będzie albo Lety, albo Nell. Nadal wystarczą cztery krzesła. – Zastanawiam się ile osób maksymalnie usiądzie przy nowym stole – wyjaśnił, skąd wcześniejsza wyliczanka. – Chyba, że kogoś pomijam. Ginewra albo Sebastian? Wtedy sześć.
Jakoś tak odruchowo Ulysses bardziej liczył za rodzinę Cathala członków grupy archeologicznej niż kogoś spokrewnionego z nim krwią. A przecież Shafiqów trochę było w czarodziejskim świecie.
- Właściwie to możemy w ogóle go usunąć. Zyskamy dodatkowe miejsce. No i zamiast pieca, można by kupić kuchenkę. – Znowu zerknął na twarz przyjaciela, jakby szukając w nim jakiejś reakcji, która pokazałaby mu, czy zmierza dobrym tropem. – Można by było ustawić tam miski dla naszego psa i leżankę. – A wtedy, być może, Cavall nie zniszczy kolejnego dywanu, który Ulysses kupi.
Dopił herbatę, zastanawiając się nad tym, czy czasem się nadto nie rozpędzał. Chwilami miał wrażenie, że czegokolwiek nie kupił dla ich psa, ten i tak wolał zajmować się przedmiotami, które należały do nich. Nawet z tym kocem ostatnio… kupił mu przecież specjalny kocyk, ale Cavall i tak wyciągnął skądś znoszoną kurtkę Shafiqa i to na niej próbował się wylegiwać. Ulysses mało nie dostał apopleksji, gdy to zobaczył.
- Dobrze – zgodził się co do królików. Oczyma wyobraźni widział to może trochę inaczej niż przyjaciel, bo wyobraził sobie całe sceny: gipsowe króliki czekające na koncert obok rozwalonego pianina, gipsowy królik z monoklem w zniszczonej bibliotece Gauntów, gipsowy królik w kuchni doglądający przerdzewiałej patelni, etc. Ciekawiło go, jakby zareagowali ci, którzy mieli prawo bywać w tym miejscu. – A wolałbyś, by był złoty? Z białego złota? Srebrny? – dopytał niewinnie.