To, co ich łączyło wydawało jej się być opowieścią z bajki. Bajki o leśnej Kniei, w której mieszkał książę, tyle, że takie opowieści kończyły się szczęśliwie, ta ich miała zdecydowanie inne zakończenie. To, że spotkali się w tym miejscu po tym, kiedy napisała list wydało jej się być jakimś znakiem od Matki, że może powinni dopisać do tej historii inne zakończenie, pewnie to nadinterpretowała, nie zmieniało to jednak faktu, że chciała się dowiedzieć dlaczego tak się to wszystko potoczyło. W tym, że przyda im się choć krótka rozmowa upewniło ją to, o czym jej powiedział, kiedy spotkali się na parkiecie. Miała wiele pytań, nie sądziła jednak, że powinna je wszystkie zadać, mogło to wzbudzić podejrzenia, będzie musiała poszukać odpowiedzi na własną rękę, przynajmniej na część z nich.
Sama nie do końca wiedziała, jak się z tym czuje, kiedy stała tuż przed nim. Przedziwne emocje nią targały, bo z jednej strony za nim tęskniła, nigdy nie zapomniała o tym, co ich łączyło, a z drugiej strony była nadal rozczarowana tym, jak się to zakończyło. Krótka chwila wystarczyła, żeby zniszczyć ich wspólne marzenia. Wytłumaczenie wydawało się być zbyt banalne, bo myślała, że łączy ich więcej, że to wszystko było prawdziwe.
Nie pojawiła się tu przed nim jednak, aby wylewać swoje gorzkie żale, nie był to odpowiedni moment.
- Tak. - Nie chciała też, żeby ktoś zauważył, jak rozmawiają, bo obawiała się swojej reakcji, mogło to przynieść niewygodne pytania. Zdecydowanie lepszym pomysłem było zniknięcie stąd na chwilę, tak jak znikali już wiele razy. Z dala od wszystkich.
Tym razem jednak było inaczej. Nie tak jak w przeszłości, szli koło siebie, jak obce osoby. Żadne nie miało odwagi się odezwać, cisza nie była aż tak nieprzyjemna, bo las żył swoim własnym życiem, co chociaż trochę zagłuszało napięcie, które rosło między nimi. Czuła je, miała wrażenie, że wypełnia jej całe ciało.
Nogi zaniosły ich nad znajome jezioro. Mimowolnie uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła je na horyzoncie. Było to miejsce, z którym wiązało się wiele przyjemnych wspomnień, ta noc zresztą bardzo przypominała tą, kiedy połączyło ich coś więcej, kiedy odważyli się wreszcie do siebie zbliżyć.
- W Warowni, to znaczy u Longbottomów, wolałabym nie wracać w nocy do babci, bo mogłabym dostać reprymendę. - Jej ostatni powrót był dosyć burzliwy i zdecydowanie wolała uniknąć oceniającego spojrzenia ledwie tydzień później. - Nie musisz się fatygować, i tak pewnie nie zakładałeś, że wrócisz do domu tak późno. - Do domu. Uświadomiła sobie w tej chwili, że jego dom nie był już bezpieczny, że od maja w Kniei mieszkały widma. - Nadal mieszkasz w Kniei? - Zapytała jakby nigdy nic, miała nadzieję, że nie, bo czaiły się tam stwory, o których nikt wcześniej nie słyszał. Oby ktoś go o tym uświadomił, chociaż skoro tu przed nią stał, to musiał o tym wiedzieć, inaczej pewnie dawno by go dopadły. Nie to, że wątpiła w jego umiejętności, najpewniej nikt nie umiałaby mu dorównać w znajomości Kniei, jednak teraz lepiej było się tam nie zapuszczać.