Da, na pewno nie chodziło o to, żeby serduszko pierdolnęło naszemu cyrkowemu tacie. Fiery po prostu chciała być miła, miała wrażenie, że pewnie obyłoby się bez kawy skoro przyszła do nich kontrola z ministerstwa, to wystarczyło, żeby odrobinę podnieść ciśnienie Alexandrowi, no, ale da radę, był w końcu duży i silny.
- Masz rację, lepiej zapobiegać niż później się martwić. - Kiwnęła głową, kiedy usłyszała słowa Alexandra. Tutaj nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Znając ich szczęście Jim mógłby pojawić się tu z tym swoim proroczym ogniem i przypadkowo spalić dokumenty, nawet by jej to specjalnie nie zdziwiło. Przezorny zawsze zabezpieczony, czy jakoś tak to szło.
Udali się do przyczepy Alexa, na szczęście panował w niej porządek, jeszcze by brakowało, żeby ta śliczna pani policjantka zobaczyła, jak żyją. Fiery miała świadomość, że była to jedna z nielicznych przyczep, w której był ład, reszta wyglądała zdecydowanie gorzej.
Oparła się o framugę drzwi, nie wiedziała do końca, czy powinna się angażować w sprawę, w końcu Alexander najlepiej wiedział, gdzie ma jakieś dokumenty, bardzo szybko, niczym prawdziwy ojciec znalazł jej inne bojowe zadanie. - Tylko na czas kontroli? Szkoda. - Przyjęła do wiadomości swoją misję na ten czas, pilnowała, aby nikt tu nie wszedł z jakąś dramatyczną historią, typu, że Edge ukradł, znaczy pożyczył czyjąś koszulę, czy któraś z dziewczyn zwinęła innej sukienkę. Nie mogła pozwolić na to, aby źle wypadli przed Brenną. Niczym prawdziwy ochroniarz pilnowała drzwi do przyczepy Alexandra.
- Da, w porządku. - I tak nie miała nic lepszego do roboty, a tutaj mogła się faktycznie przydać.
Nie wtrącała się w ich rozmowę, bo mogłaby jeszcze coś namieszać, dlatego czuwała aby nikt im nie przeszkodził.