04.03.2024, 21:07 ✶
Lestrange skinął pracownikowi głową na znak, że usłyszał jego słowa. Bez słowa minął korytarz i wszedł do gabinetu, odruchowo wzrokiem szukając drugiego Mulcibera. Odetchnął w duchu, bo nigdzie go nie zobaczył. Ale, cholera, nie mógł być pewny czy gorszy bliźniak nie czaił się gdzieś za rogiem lub w cieniu. Odkąd kilka dni temu wpadł w zasadzkę, urządzoną przez Mulciberów, był jeszcze bardziej ostrożny. Oczywiście nie oznaczało to, że wparował do gabinetu Roberta z różdżką - nie miał przecież najmniejszych powodów, by to robić. Poza tym nawet gdyby chciał, to by nie mógł: byli ze sobą związani na śmierć i życie.
Mógłby coś powiedzieć, przywitać się - ale po co? Skinął tylko Robertowi głową, gdy ten przeniósł na niego spojrzenie, a potem grzecznie usiadł w fotelu, tak jak mu polecono. Nie czuł się tu komfortowo i swobodnie: był na obcym terenie, z człowiekiem który ostatnio wywinął mu całkiem niezły numer. I chociaż wiedział, że jest bezpieczny, to jakoś nie potrafił się rozluźnić. Pal sześć, że przysięga, którą złożył, w jego opinii absolutnie nic nie zmieniała, bo przecież nigdy nie wystąpiłby przeciw Robertowi. Nie na poważnie.
Rodolphus milczał przez cały czas. Nie irytował się - znał tę zagrywkę. Pokazanie wyższości nad drugą osobą, zdominowanie jej psychicznie. Pokazanie jej, że jest nikim ważnym i jej sprawa nie była wcale taka ważna. Ukazanie, że się miało nad nią władzę. To była jedna z podstawowych metod w psychologii. Spokój aż do bólu, mówienie cichym, monotonnym głosem, pozorne spychanie potrzeb innych na dalszy plan. Ale jednocześnie wzywanie ich pod byle pretekstem. Dlatego się nie irytował: bo wiedział, jak to działa. Sam to stosował. Może mylnie to odbierał, ale tak było mu łatwiej zaakceptować fakt, że Robert okropnie przedłużał spotkanie, a on przecież był kurde zajętym człowiekiem.
- Jakie konkretnie? - Lestrange uniósł wzrok i lekko przekrzywił głowę. Nie okazywał zaskoczenia, bo Robert nie powiedział mu absolutnie nic ważnego. Pewne interesujące informacje - czyli jakiego? Do brzegu, Mulciber. - Pomogę w miarę mojej wiedzy i umiejętności.
Przeprosili się z Bellatrix, ale... Czy ona znowu czegoś nie odwaliła? Cholera, wysyłali sobie ostatnio tylko listy. Nie spotkali się osobiście, mieli pójść na Lithę za kilka dni, ale poza tym nie widzieli się nawet w pracy. Bellatrix była zapracowaną kobietą, tak jak i on był zapracowanym facetem. Mieli swoje życia, nie spędzali absolutnie każdej chwili ze sobą. Być może powinni, bo tak robiły pary, ale oboje szanowali swoje granice. Przynajmniej do tej pory. Czy coś się zmieniło?
Mógłby coś powiedzieć, przywitać się - ale po co? Skinął tylko Robertowi głową, gdy ten przeniósł na niego spojrzenie, a potem grzecznie usiadł w fotelu, tak jak mu polecono. Nie czuł się tu komfortowo i swobodnie: był na obcym terenie, z człowiekiem który ostatnio wywinął mu całkiem niezły numer. I chociaż wiedział, że jest bezpieczny, to jakoś nie potrafił się rozluźnić. Pal sześć, że przysięga, którą złożył, w jego opinii absolutnie nic nie zmieniała, bo przecież nigdy nie wystąpiłby przeciw Robertowi. Nie na poważnie.
Rodolphus milczał przez cały czas. Nie irytował się - znał tę zagrywkę. Pokazanie wyższości nad drugą osobą, zdominowanie jej psychicznie. Pokazanie jej, że jest nikim ważnym i jej sprawa nie była wcale taka ważna. Ukazanie, że się miało nad nią władzę. To była jedna z podstawowych metod w psychologii. Spokój aż do bólu, mówienie cichym, monotonnym głosem, pozorne spychanie potrzeb innych na dalszy plan. Ale jednocześnie wzywanie ich pod byle pretekstem. Dlatego się nie irytował: bo wiedział, jak to działa. Sam to stosował. Może mylnie to odbierał, ale tak było mu łatwiej zaakceptować fakt, że Robert okropnie przedłużał spotkanie, a on przecież był kurde zajętym człowiekiem.
- Jakie konkretnie? - Lestrange uniósł wzrok i lekko przekrzywił głowę. Nie okazywał zaskoczenia, bo Robert nie powiedział mu absolutnie nic ważnego. Pewne interesujące informacje - czyli jakiego? Do brzegu, Mulciber. - Pomogę w miarę mojej wiedzy i umiejętności.
Przeprosili się z Bellatrix, ale... Czy ona znowu czegoś nie odwaliła? Cholera, wysyłali sobie ostatnio tylko listy. Nie spotkali się osobiście, mieli pójść na Lithę za kilka dni, ale poza tym nie widzieli się nawet w pracy. Bellatrix była zapracowaną kobietą, tak jak i on był zapracowanym facetem. Mieli swoje życia, nie spędzali absolutnie każdej chwili ze sobą. Być może powinni, bo tak robiły pary, ale oboje szanowali swoje granice. Przynajmniej do tej pory. Czy coś się zmieniło?