04.03.2024, 17:22 ✶
Przez całe życie, Ulysses widział wiele twarzy swojego ojca: odpowiedzialnego rodzica, krzykliwego tyrana, kochającego dziadka, aurora służbistę, fanatycznie oddanego Czarnemu Panu śmierciożercę, ale dopiero po wyprowadzce z posiadłości Rookwoodów, zaczął sobie zdawać sprawę jak bardzo Chester Rookwood zmienił się przez lata i jak bardzo on sam, bywał wyczulony na zmiany nastroju ojca.
Nawet teraz, wystarczyło by na niego popatrzył, a mimowolnie się spiął. Najpierw obrzucił sylwetkę ojca pozbawionym wyrazu spojrzeniem a potem utkwił wzrok w resztkach tlącego się w popielniczce niedopałka papierosa.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się czemu w ogóle ojciec wspominał Roberta Mulcibera. Ulysses nie miał z nim wiele wspólnego. Nawet nie wiedział, że ten gdzieś zniknął a potem powrócił. I tak, będąc zupełnie szczerym, nieszczególnie obchodziło go co Mulciber w tym czasie robił i jakie miał motywacje. Dopiero kolejne słowa ojca sprawiły, że młody Rookwood zaczął rozumieć więcej.
Podniósł pytające spojrzenie najpierw na Chestera a potem na list, który ten przeczytał na głos. No dobrze, żona Roberta przełamała jakieś tam zabezpieczenia, które Robert nałożył na swój gabinet. Ale właściwie dlaczego Mulciber ciągle trzymał ten list, zamiast samemu go spalić? I na jakiej podstawie kobieta wyciągnęła tak dalekosiężne wnioski?
- Żona Mulcibera postanowiła uciec, bo przeczytała wiadomość o ulotkach? I co jej ta wiadomość niby dała, skoro oficjalnie nie toczy się w Ministerstwie Magii żadne postępowanie przeciwko nielegalnie wytworzonym i użytym świstoklikom? – zapytał cicho. A przed świętem wiadomość o nich mogła oznaczać dosłownie ulotki reklamowe? – Ba, dobrze pamiętam noc Beltane. Zerwała się straszna wichura. Tak straszna, że przewracało drzewa. Byłem na Polanie Ognisk następnego dnia i nie widziałem nawet jednej ulotki leżącej na ziemi. – Ulysses przypuszczał nawet, że to wicher i anomalie pogodowe sprawiły, że zwykłe, małe kawałki papieru rozmokły i zniknęły. Zresztą, nawet jeśli ktoś odnalazł jakąś jedną lub dwie, wcale nie musiał ich powiązać z całą sprawą. Bo na jakiej podstawie? – Przepraszam, że to powiem, ale jeśli według Roberta Mulcibera, jego żona dopisała sobie całą fantastyczną opowieść do jednego listu, z którego nic tak naprawdę oficjalnie nie wynika, to albo Robert Mulciber nie powiedział ci prawdy o jej ucieczcie, albo próbuje zrzucić na kogoś winę za własną niekompetencję, bo tak naprawdę wtajemniczył żonę w sprawy, w które nie powinien o wiele głębiej niż o tym powiedział.
Ale nadal sprawa problemów małżeńskich Mulciberów, nie była w głowie Ulyssesa jakąś istotną sprawą. Ba, nadal sprawiała raczej wrażenie jakiegoś pretekstu przed zniknięciem, niż faktycznego powodu.
Pokręcił głową.
- Nie miałem pojęcia, że Apis może na ciebie próbować zbierać haki, ojcze – powiedział wprost. Albo na mnie, dodał w myślach. – Ba, nie chciałem by list spłonął po przeczytaniu, bo założyłem, że Robert Mulciber nie zna rozkładu mugolskiej części Londynu, a być może, chciałby wiedzieć, gdzie zostały rozmieszczone świstokliki. – Zresztą, zupełnie szczerze, kimże był Ulysses Rookwood by podejmować decyzje za samą Lewą Rękę Lorda Voldemorta i palić jego korespondencję? – Kto jest winien, że zaklęcie trafiło nie tego, kogo powinno? Różdżka czy ręka, która ją dzierży?
Umilkł, trawiąc resztę słów ojca. Być może Ulysses miał spore trudności w okazywaniu uczuć, ale kochał swoją rodzinę i nie chciał, by spotkała ich krzywda.
- A Czarny Pan? Czy nie ukarał go za zdradę?
Nawet teraz, wystarczyło by na niego popatrzył, a mimowolnie się spiął. Najpierw obrzucił sylwetkę ojca pozbawionym wyrazu spojrzeniem a potem utkwił wzrok w resztkach tlącego się w popielniczce niedopałka papierosa.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się czemu w ogóle ojciec wspominał Roberta Mulcibera. Ulysses nie miał z nim wiele wspólnego. Nawet nie wiedział, że ten gdzieś zniknął a potem powrócił. I tak, będąc zupełnie szczerym, nieszczególnie obchodziło go co Mulciber w tym czasie robił i jakie miał motywacje. Dopiero kolejne słowa ojca sprawiły, że młody Rookwood zaczął rozumieć więcej.
Podniósł pytające spojrzenie najpierw na Chestera a potem na list, który ten przeczytał na głos. No dobrze, żona Roberta przełamała jakieś tam zabezpieczenia, które Robert nałożył na swój gabinet. Ale właściwie dlaczego Mulciber ciągle trzymał ten list, zamiast samemu go spalić? I na jakiej podstawie kobieta wyciągnęła tak dalekosiężne wnioski?
- Żona Mulcibera postanowiła uciec, bo przeczytała wiadomość o ulotkach? I co jej ta wiadomość niby dała, skoro oficjalnie nie toczy się w Ministerstwie Magii żadne postępowanie przeciwko nielegalnie wytworzonym i użytym świstoklikom? – zapytał cicho. A przed świętem wiadomość o nich mogła oznaczać dosłownie ulotki reklamowe? – Ba, dobrze pamiętam noc Beltane. Zerwała się straszna wichura. Tak straszna, że przewracało drzewa. Byłem na Polanie Ognisk następnego dnia i nie widziałem nawet jednej ulotki leżącej na ziemi. – Ulysses przypuszczał nawet, że to wicher i anomalie pogodowe sprawiły, że zwykłe, małe kawałki papieru rozmokły i zniknęły. Zresztą, nawet jeśli ktoś odnalazł jakąś jedną lub dwie, wcale nie musiał ich powiązać z całą sprawą. Bo na jakiej podstawie? – Przepraszam, że to powiem, ale jeśli według Roberta Mulcibera, jego żona dopisała sobie całą fantastyczną opowieść do jednego listu, z którego nic tak naprawdę oficjalnie nie wynika, to albo Robert Mulciber nie powiedział ci prawdy o jej ucieczcie, albo próbuje zrzucić na kogoś winę za własną niekompetencję, bo tak naprawdę wtajemniczył żonę w sprawy, w które nie powinien o wiele głębiej niż o tym powiedział.
Ale nadal sprawa problemów małżeńskich Mulciberów, nie była w głowie Ulyssesa jakąś istotną sprawą. Ba, nadal sprawiała raczej wrażenie jakiegoś pretekstu przed zniknięciem, niż faktycznego powodu.
Pokręcił głową.
- Nie miałem pojęcia, że Apis może na ciebie próbować zbierać haki, ojcze – powiedział wprost. Albo na mnie, dodał w myślach. – Ba, nie chciałem by list spłonął po przeczytaniu, bo założyłem, że Robert Mulciber nie zna rozkładu mugolskiej części Londynu, a być może, chciałby wiedzieć, gdzie zostały rozmieszczone świstokliki. – Zresztą, zupełnie szczerze, kimże był Ulysses Rookwood by podejmować decyzje za samą Lewą Rękę Lorda Voldemorta i palić jego korespondencję? – Kto jest winien, że zaklęcie trafiło nie tego, kogo powinno? Różdżka czy ręka, która ją dzierży?
Umilkł, trawiąc resztę słów ojca. Być może Ulysses miał spore trudności w okazywaniu uczuć, ale kochał swoją rodzinę i nie chciał, by spotkała ich krzywda.
- A Czarny Pan? Czy nie ukarał go za zdradę?