Philip traktował wyjścia do teatru, do muzeum, na jakiś koncert przede wszystkim rozrywkowo. Pojawianie się w takich miejscach wzbogacało jego i tak bogatą pulę tematów do rozmowy z ludźmi z wyższych sfer, których to najczęściej spotykał podczas rozmaitych bankietów. On jak nikt innych uwielbiał brylować w zgromadzonym na salonach towarzystwie, pławić się w blasku swojej sławy oraz w luksusach. Dotychczas to stanowiło dla niego jedną z najważniejszych wartości w jego życiu, którą było znacznie łatwiej zdobyć i utrzymać w swoich dłoniach, niż wszystko inne. To, czego mu brakowało mu w jego życiu, wydawało się wciąż nieosiągalne.
Po zakończeniu swojego monologu dostrzegł pewną zmianę w postawie Laurenta, wywołaną za sprawą odczuwanego przez niego dyskomfortu. Philip potrafił mówić wszystko, co mu ślina na język przyniosła, bardzo często nie patrząc na konsekwencje swoich czynów i to w ich przypadku bardzo często prowadziło do awantur z ich udziałem.
— Laurie, o co chodzi? — Zdecydował się o to zapytać po chwili milczenia poprzedzonej krótko trwającym rozważaniem tego, jaki będzie właściwy sposób zwracania do Laurenta. W swoim mniemaniu wybrał ten najbardziej wyważony. Przez wzgląd na moment, w którym się znajdowali jeśli chodziło o ich relację.
— W jakimś stopniu tak. — Na pewno był w nastroju aby narobić sporo zdjęć. Okoliczności tego rejsu temu zdecydowanie sprzyjały. — Wszystkiego trzeba w życiu spróbować, nie uważasz? Czasem nie warto zapierać się przed tym rękami i nogami. — Może i samego Philipa nie ciągnęło do tego rodzaju aktywności artystycznej i nie miał takich umiejętności, ale przynajmniej będzie mógł spróbować czegoś nowego. W razie czego będzie mógł wrzucić te farby w morską toń.
Jeśli chodzi o jego samopoczucie to na przestrzeni tych ostatnich miesięcy przeżyło one swoje wzloty i upadki, podobnie jak on sam. Potrzebował stabilności w swoim życiu, którą jak dotąd bardzo trudno było mu znaleźć.— Wywołam to zdjęcie i pozostałe po powrocie do domu. Dostaniesz odbitki. — Zapewnił Laurenta, sądząc że on również będzie chciał mieć pamiątkę z tego rejsu.
— Nie ograbisz mnie, jeśli sam będę chciał się nim podzielić. — Odpowiedział z rozbawieniem w głosie. — Chodźmy na pokład. — Philip nie znalazł się w swojej kabinie po to aby spędzić tam cały ten rejs. Zamierzał przebywać przez większość czasu na pokładzie, najlepiej w towarzystwie Laurenta. Potrafił znaleźć sobie inne zajęcie bez towarzystwa innych osób. Miał zamiar wracać do kajuty po to aby się przebrać albo spędzić tam noc.
— Malowanie kry na oceanie nie powinno być trudne. W końcu to pływające po wodzie kawałki lodu.