03.03.2024, 22:27 ✶
Huh. Byłem dziś już właściwie po jednej kawie, ale najwyraźniej ta druga również mi była pisana. Wziąłem ją od Bren, ale nim zdążyłem ją przekazać dla The Beast, ta już zdążyła dodać swoje da, więc w sumie da. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni? Coś w ten deseń, w ciągu dalszym.
Tak sobie tu żartowaliśmy o cyrku, drugim cyrku i przyłączeniu się do jednego z nich, a to o Bren jako clownie, ale właściwie była kontrolerką-kobietą, więc może jednak powinienem uważać na to, z czego się śmiałem, a przede wszystkim - z kogo. Niby Bren zachowywała się jak typowa Bren, ale jednak tym razem nie zakradła się cichaczem do cyrkowych namiotów, tylko była tu służbowo. Kontrola - to samo w sobie brzmiało jak tarapaty. Nie chciałem dokładać w tym przypadku do ognia.
- Dzięki - odparłem, unosząc kubek z kawą nieco w górę by podkreślić, że to za tę kawę, a nie za propozycję clowna.
- Myślę, Fiery, że lepiej będzie to załatwić w mojej przyczepie. Tam właściwie składuję te wszystkie segregatory... A tu jeszcze ktoś pokusi się o wypadkowe rozwianie tych wszystkich dokumentów - zauważyłem delikatnie, uświadamiając sobie, że w sumie nie tak dawno temu zostały rozwiane. Na szczęście - właśnie o to mi chodziło - po całej mojej przyczepie, więc ich pozbieranie było zdecydowanie łatwiejsze niż bieganie po połowie Londynu.
A w mojej przyczepie względny porządek, bo przygotowany byłem - przynajmniej w tym jednym miejscu - na wizytę kontrolera. Jedyną skazą mógł być odrąbany kawałek parapetu, ale to był wypadek przy... wypadek życiowy. Niepowtarzalny, tak na szczęście. Zaprowadziłem więc tam Bren, machnąłem na Fiery żeby nam pomogła. Co prawda, nie potrzebowałem jej przy dokumentach, ale mogła stać na czatach by nikt nam nie przeszkadzał z problemami natury niezwykle kłopotliwej.
- Fiery, gdyby ktoś mnie szukał i potrzebował, będziesz moim zastępcą na czas kontroli... W porządku? - zapytałem, bo może jednak miała coś jeszcze do roboty. Kto wie? Lepiej żeby dociągała niedociągnięte, co tylko możliwe, zamiast siedzieć z nami, ale jeśli swoje miała pod kontrolą, to nam się pomoc przyda.
- Dobra, ten segregator to spis inwentarza, więc nam się przyda dalej, a tu są wszelkie zezwolenia... Od czego chciałabyś zacząć, Bren? - zapytałem, w końcu próbując przyniesionej przez nią kawy. Zapewne wystarczająco już ostygła, a ja, cóż, się stresowałem, więc potrzebowałem czymś zając ręce.
Tak sobie tu żartowaliśmy o cyrku, drugim cyrku i przyłączeniu się do jednego z nich, a to o Bren jako clownie, ale właściwie była kontrolerką-kobietą, więc może jednak powinienem uważać na to, z czego się śmiałem, a przede wszystkim - z kogo. Niby Bren zachowywała się jak typowa Bren, ale jednak tym razem nie zakradła się cichaczem do cyrkowych namiotów, tylko była tu służbowo. Kontrola - to samo w sobie brzmiało jak tarapaty. Nie chciałem dokładać w tym przypadku do ognia.
- Dzięki - odparłem, unosząc kubek z kawą nieco w górę by podkreślić, że to za tę kawę, a nie za propozycję clowna.
- Myślę, Fiery, że lepiej będzie to załatwić w mojej przyczepie. Tam właściwie składuję te wszystkie segregatory... A tu jeszcze ktoś pokusi się o wypadkowe rozwianie tych wszystkich dokumentów - zauważyłem delikatnie, uświadamiając sobie, że w sumie nie tak dawno temu zostały rozwiane. Na szczęście - właśnie o to mi chodziło - po całej mojej przyczepie, więc ich pozbieranie było zdecydowanie łatwiejsze niż bieganie po połowie Londynu.
A w mojej przyczepie względny porządek, bo przygotowany byłem - przynajmniej w tym jednym miejscu - na wizytę kontrolera. Jedyną skazą mógł być odrąbany kawałek parapetu, ale to był wypadek przy... wypadek życiowy. Niepowtarzalny, tak na szczęście. Zaprowadziłem więc tam Bren, machnąłem na Fiery żeby nam pomogła. Co prawda, nie potrzebowałem jej przy dokumentach, ale mogła stać na czatach by nikt nam nie przeszkadzał z problemami natury niezwykle kłopotliwej.
- Fiery, gdyby ktoś mnie szukał i potrzebował, będziesz moim zastępcą na czas kontroli... W porządku? - zapytałem, bo może jednak miała coś jeszcze do roboty. Kto wie? Lepiej żeby dociągała niedociągnięte, co tylko możliwe, zamiast siedzieć z nami, ale jeśli swoje miała pod kontrolą, to nam się pomoc przyda.
- Dobra, ten segregator to spis inwentarza, więc nam się przyda dalej, a tu są wszelkie zezwolenia... Od czego chciałabyś zacząć, Bren? - zapytałem, w końcu próbując przyniesionej przez nią kawy. Zapewne wystarczająco już ostygła, a ja, cóż, się stresowałem, więc potrzebowałem czymś zając ręce.