01.03.2024, 15:12 ✶
Dwa lata temu pewnie popukałaby się w głowę słysząc o pracoholizmie Cedrica.
No dobrze, może teraz i tak nie uznałaby, że jego sposób życia był normalny, mogła jednak zrozumieć poświęcenie dla pracy, którą się naprawdę lubiło. Sama potrafiła spędzić nad swoimi projektami zdecydowanie więcej czasu bez odpoczynku niż wypadało, tu jednak pojawiała się podstawowa różnica. Viorica liczyła wartość każdego skrawka zużytego materiału, a także każdej minuty, którą poświęcała na zarobek. Ba, gdy w jej pracy na etacie nie działo się nic ciekawego, potrafiła zająć się swoimi wyrobami, oczywiście całkowicie po kryjomu, nie chcąc tracić czasu na możliwość wyrobienia własnej marki. Jej świat tak naprawdę zawsze kręcił się wokół pieniądza, szczególnie na początku życia, gdy go po prostu ciągle brakowało.
To wpakowało ją w wieku kłopotów, których konsekwencje nie raz ciągnęły się za nią do dziś. A także sprawiły, że jej piramida potrzeb trochę się poprzestawiała.
W ten właśnie sposób ignorowała swoje drobne, według niej, przeziębienie, uznając to raczej za drobna niedogodność, niż powód do zmartwień, którym należało się zająć.
I pewnie przeczekałaby aż choroba minie (albo rozłoży ją tak, że nie wstanie z łóżka), gdyby nie dobra dusza która postanowiła jej pomóc. Która zapewne miałaby większy posłuch, gdyb nie to, że wyglądała, jakby sama powinna była się położyć.
- Ciebie też miło widzieć - mruknęła, siąkając nosem, bo przecież nie znalazła w końcu tej przeklętej chusteczki. Odpowiedziała mimo to na uśmiech Cedrica, po chwili jednak zmarszczyła brwi, dostrzegając stan rozmówcy.
- Bardzo miło, że się o mnie martwisz, patrząc jednak na twoją twarz przypominającą bardziej zapłakaną pandę niż człowieka, chyba muszę odmówić. Kiedy ty ostatnio, nie wiem, spałeś? - zapytała, unosząc lekko brwi. Nie żeby coś, ale ona pewnie sobie by poradziła, Cedric za to wydawał się w stanie, w którym mógł pomylić kierunek, w którym znajdował się jego dom. Albo odpłynąć podczas podróży kominkiem i wylądować Merlin wie gdzie.
- Matka to mi urwie głowę jak zobaczy, że wykorzystuję biednego chłopca w stanie ledwo funkcjonującym, zresztą obiecała mi przesłać sową jakieś swoje domowe wyroby na przeziębienie, znając ją zapewne paskudne w smaku - wywróciła oczami, uśmiechnęła się jednak zaraz. Dostała już reprymendę, że to pewnie przez to, że z gołym brzuchem chodziła i że ma siedzieć w domu i się kurować, rzadko jednak słuchała rodzicielki. - Jeśli jednak zaraz po wypisaniu kolejnych specyfików do kompletu obiecasz mi, że natychmiast się zabierzesz ze mną z tego miejsca, to może się zgodzę - dodała, czując, że za chwilę usłyszy protesty. A tak może w końcu wyciągnie biedaka z tego kołchozu. Ze wzgląd na stare dobre czasy zapewne zrobiłoby jej się smutno gdyby Ced zaharował się na śmierć.
No dobrze, może teraz i tak nie uznałaby, że jego sposób życia był normalny, mogła jednak zrozumieć poświęcenie dla pracy, którą się naprawdę lubiło. Sama potrafiła spędzić nad swoimi projektami zdecydowanie więcej czasu bez odpoczynku niż wypadało, tu jednak pojawiała się podstawowa różnica. Viorica liczyła wartość każdego skrawka zużytego materiału, a także każdej minuty, którą poświęcała na zarobek. Ba, gdy w jej pracy na etacie nie działo się nic ciekawego, potrafiła zająć się swoimi wyrobami, oczywiście całkowicie po kryjomu, nie chcąc tracić czasu na możliwość wyrobienia własnej marki. Jej świat tak naprawdę zawsze kręcił się wokół pieniądza, szczególnie na początku życia, gdy go po prostu ciągle brakowało.
To wpakowało ją w wieku kłopotów, których konsekwencje nie raz ciągnęły się za nią do dziś. A także sprawiły, że jej piramida potrzeb trochę się poprzestawiała.
W ten właśnie sposób ignorowała swoje drobne, według niej, przeziębienie, uznając to raczej za drobna niedogodność, niż powód do zmartwień, którym należało się zająć.
I pewnie przeczekałaby aż choroba minie (albo rozłoży ją tak, że nie wstanie z łóżka), gdyby nie dobra dusza która postanowiła jej pomóc. Która zapewne miałaby większy posłuch, gdyb nie to, że wyglądała, jakby sama powinna była się położyć.
- Ciebie też miło widzieć - mruknęła, siąkając nosem, bo przecież nie znalazła w końcu tej przeklętej chusteczki. Odpowiedziała mimo to na uśmiech Cedrica, po chwili jednak zmarszczyła brwi, dostrzegając stan rozmówcy.
- Bardzo miło, że się o mnie martwisz, patrząc jednak na twoją twarz przypominającą bardziej zapłakaną pandę niż człowieka, chyba muszę odmówić. Kiedy ty ostatnio, nie wiem, spałeś? - zapytała, unosząc lekko brwi. Nie żeby coś, ale ona pewnie sobie by poradziła, Cedric za to wydawał się w stanie, w którym mógł pomylić kierunek, w którym znajdował się jego dom. Albo odpłynąć podczas podróży kominkiem i wylądować Merlin wie gdzie.
- Matka to mi urwie głowę jak zobaczy, że wykorzystuję biednego chłopca w stanie ledwo funkcjonującym, zresztą obiecała mi przesłać sową jakieś swoje domowe wyroby na przeziębienie, znając ją zapewne paskudne w smaku - wywróciła oczami, uśmiechnęła się jednak zaraz. Dostała już reprymendę, że to pewnie przez to, że z gołym brzuchem chodziła i że ma siedzieć w domu i się kurować, rzadko jednak słuchała rodzicielki. - Jeśli jednak zaraz po wypisaniu kolejnych specyfików do kompletu obiecasz mi, że natychmiast się zabierzesz ze mną z tego miejsca, to może się zgodzę - dodała, czując, że za chwilę usłyszy protesty. A tak może w końcu wyciągnie biedaka z tego kołchozu. Ze wzgląd na stare dobre czasy zapewne zrobiłoby jej się smutno gdyby Ced zaharował się na śmierć.