Wiedział, że prędzej czy później w takiej sytuacja rola przywódcy trafi się im. Widział po zebranych, że stracili wolę walki, że są ranni i zmęczeni, że nie wiedzą co mają zrobić. Wiedział, że będą wymagać od nich decyzyjności, ale nie był w stanie się skupić. Ciągle myślał o Brennie, o swojej rodzinie. Musiał coś wymyślić. Podrapał się w tył głowi cały czas obserwując Erika jakby sam szukał w nim odpowiedzi, ale nic nie przychodziło.
Nadal nie mógł sobie przypomnieć kiedy był tu ostatni raz. Próbował sobie przypomnieć jakąkolwiek sytuację, która zmusiłaby go do przyjścia tutaj, walkę z Śmierciożercami. Próbował zrobić cokolwiek, aby wyrzucić z głowy to dziwne uczucie obcości, które czuł względem tego miejsca. Strażnica była azylem, powinien się tu czuć dobrze, a zamiast tego czuł strach, że to miejsce nie jest miejscem, w którym teraz powinien być.
– Erik ma rację. Odpocznijcie. Ja mogę zająć się pierwszą wartą, aby przypilnować to miejsce. Wiem, że nikt nie powinien się tu wedrzeć, ale ostrożności nigdy za wiele. W tym czasie może coś więcej przyjdzie mi do głowy – dodał jeszcze, a głos mu zadrżał w niepewności, obcość w sercu nie znikała. Nie mógł sobie przypomnieć żadnego zebrania, o którym mówił Erik, więc spojrzał na niego pytająco. Miał nadzieję, że zostaną sami, bo naprawdę nie był w stanie ogarnąć swojej pamięci. Powinien pamiętać to jak Brenna, czy Patrick przeprowadzali tutaj przemowy, rozdawali zadania, spotkania grupujące ludzi rannych. Nic. W głowie była pustka. Nie mógł też przypomnieć sobie samego Patricka. Był kimś ważnym? Na pewno… Patrick… Jak miał na nazwisko?
– Nie pamiętam – mruknął do Erika marszcząc mocno brwi – Erik, kurwa – złapał go za ramię i odciągnął z dala od dziewczyny. Nie wiedział czemu, ale Longbottom był w tym momencie jedyną znaną mu tu osobą, na tyle znaną, aby stać się jego ostoją i kotwicą.
Pamięć go zawodziła i nie wiedział, czy było to związane z atakami, przegraną, wojną, czy po prostu traumą, która się zrodziła z informacją o tym, że jego siostrzenica nie żyje, że Brenna nie żyje, że przegrywają. Nic na to nie wskazywało.