27.02.2024, 22:17 ✶
– Tak – powiedziała tylko Dora cicho, w tym jednym „tak” zamykając tysiąc innych słów. Milczała potem dość długo, nawet chwilę po tym, jak Erik zadał pytanie o Dumbledore’a. – Nie wiem. Nie skontaktował się z nami. Być może ewakuuje szkołę albo przygotowuje ją do obrony – stwierdziła, i zabrzmiała teraz trochę bezradnie. Była młodą dziewczyną, młodszą od Erika i Vincenta, a dopóki nie pojawili się oni, w Strażnicy nie było nikogo, kto mógłby zabrać się za ogarnianie sytuacji – bo kto miałby to zrobić? Ranna Heather? Cameron, powiązany z Zakonem głównie przez swoją dziewczynę? Załamana Elise czy może mugol, pan Crawley? Większość trzonu Zakonu, pierwotnych członków organizacji, wydała ostatnie rozkazy, mające na celu uratowanie tylu osób, ile się zdoła, nie zaplanowanie dalszej walki, a potem pewnie poszła zginąć, by dać czas na ich wykonanie. Brakowało w końcu nie tylko Brenny i Alastora, a i innych, i los przynajmniej części był zapewne przesądzony.
Może dlatego teraz wzrok Crawleyówny wodził od twarzy Vincenta do Erika, i z powrotem, jakby miała nadzieję, że któryś z nich zaraz zdecyduje, co mają robić, i wyda dalsze polecenia.
– Co mamy robić? – spytała w końcu, nerwowym gestem pocierając ręce i wlepiając w Longbottoma spojrzenie jasnoniebieskich oczu.
Jak na Perle Morza.
Pomyślał tymczasem Erik.
Jak na Wyspie, która pojawia się i znika.
- Nie rozumiem - szepnęła Dora na pytanie Vincenta, a potem pokręciła głową. A on nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć ostatnich wizyt w Strażnicy. - Jakie to ma teraz znaczenie? Musimy... Musimy jakoś się zorganizować... Nie wiem. Walczyć dalej? Albo spróbować uciekać? Przecież nie zostaniemy w Strażnicy na zawsze. A Alastor nie żyje, Patrick pewnie też nie żyje, skoro go tutaj nie ma, Harper zginęła, Mavelle pewnie też, Brenny nie ma... Musicie... Kto ma teraz się tym zająć, jeżeli nie wy?
Może dlatego teraz wzrok Crawleyówny wodził od twarzy Vincenta do Erika, i z powrotem, jakby miała nadzieję, że któryś z nich zaraz zdecyduje, co mają robić, i wyda dalsze polecenia.
– Co mamy robić? – spytała w końcu, nerwowym gestem pocierając ręce i wlepiając w Longbottoma spojrzenie jasnoniebieskich oczu.
Jak na Perle Morza.
Pomyślał tymczasem Erik.
Jak na Wyspie, która pojawia się i znika.
- Nie rozumiem - szepnęła Dora na pytanie Vincenta, a potem pokręciła głową. A on nie pamiętał. Nie mógł sobie przypomnieć ostatnich wizyt w Strażnicy. - Jakie to ma teraz znaczenie? Musimy... Musimy jakoś się zorganizować... Nie wiem. Walczyć dalej? Albo spróbować uciekać? Przecież nie zostaniemy w Strażnicy na zawsze. A Alastor nie żyje, Patrick pewnie też nie żyje, skoro go tutaj nie ma, Harper zginęła, Mavelle pewnie też, Brenny nie ma... Musicie... Kto ma teraz się tym zająć, jeżeli nie wy?