25.02.2024, 17:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 17:12 przez Maeve Chang.)
Pomyślała, że skoro nowym ołtarzem wielkodusznie zajmą się mężczyźni, to panienka się długo nim nie nacieszy. Pomyślała, ale nie powiedziała tego, bo trochę mowę jej odjęło, widząc reakcję rzekomej bogini.
Trochę się tutaj logika nie kleiła, zupełnie jakby zionęła z niej dziura podobna do tej na nieboskłonie; słyszała modlitwy nawiedzonej Izki, odebrała przez jakieś pełnomocnictwo nomen omen martwą owieczkę, co już trochę zakładało wszechwiedzę i możliwie wszechmoc, ale nie miała najzieleniejszego pojęcia, że jej gorliwa wyznawczyni była gotowa dorzucić w gratisie jeszcze niewinną duszyczkę innej kapłanki, choćby to miało spartaczyć całe ofiarne przedsięwzięcie?
Aha, jeszcze nie zapomnijmy, że się obruszyła na myśl o krzywdzeniu dziewczyny, ale owieczka to tam trudno, przykro, ale bez szału?
Z Maeve w tym momencie nagle odpłynęła jakakolwiek chęć nawrócenia. Wolała chyba wyznawać kogoś innego, w zaciszu własnej sypialni, a jeśli miała w kogoś wierzyć, to w samą siebie. Okazywało się bowiem, że istoty przedwieczne miały sporo wspólnego ze sobą, bo tak samo jak jej babcia, ta tutaj również nie bardzo kontaktowała z rzeczywistością i odklejenie wyglądało na terminalne.
Stała przez chwilę z otwartą gębą, widząc, jak Effimery wsiąka w ziemię. Miała szczerą nadzieję, że teraz nie wącha tych krokusów od spodu, a po prostu wróciła tam, skąd przybyły. Wszystkie cztery zostały wplątane w nieład spowodowany przez niekompetencję sił wyższych, a prawda była taka, że pewnie co najmniej połowa z nich przyszła po prostu sobie potańczyć i zjeść słodycze o zawyżonych z okazji święta cenach.
Miała zamknąć usta, ale wtem dostała w prezencie igłę i nić, po czym Dziewica Hekate Selene Diana (de la Rosa Ramirez) wystawiła swoją nóżkę ponętnie i chyba czekała na zbawienie. Maeve spojrzała najpierw na jej nogę, potem na nią samą, nie wykazując swoim spojrzeniem żadnego procesu myślowego. W głowie Chang teraz leciała jakaś muzyka z cyrku, bo zwyczajnie czuła się jak na pokazie u Bellów, ale tam przynajmniej była pewna, że po godzinie cała impreza się skończy. A tutaj zwyczajnie nie wiedziała, co o tym myśleć.
Doszła do wniosku, że jej przykro. Przykro, że Macmillan musi piszczeć jak czajnik, żeby ktoś w końcu posłuchał ulewającego się z jej piersi żalu; przykro, że ogromna część świata i jej i Raine się właśnie zawaliła, bo ktoś, coś, w co pokładała wiarę, okazało się być grą niewartą świeczki, śliny i modlitwy. Przykro, że w takim momencie i w jej obecności wspomniała akurat o spaniu z Degenhardtem, bo to dotąd jakoś uśpiła w tle podświadomości i jakoś nie musiała o tym myśleć. Przykro jej też było, że Malfoy puściły nerwy i musiała pokazać wszystkim, że w środku tak naprawdę jest przestraszonym dzieckiem, które liczyło, że skoro nie ma opieki na planie ziemskim, to chociaż tam z góry ktoś nad nią czuwa.
Nie miała zamiaru krzyczeć, piszczeć, czy płakać razem z nimi. Maeve nie była osobą, która okazywała przykre emocje. Ona zwyczajnie cichła. I wbrew pochwalnym słowom Lorraine na temat jej osoby, nie miała ani anielskiej cierpliwości, ani nie spełniała życzeń. Nie wiedziała, co zrobić w tej sytuacji, więc stała z tą igłą i nitką jak kołek.
- No to chyba tu zostajemy - westchnęła z rezygnacją, acz zaskakująco nie brzmiąc na przejętą. - Jedna wpadła w krzyk, druga się obraziła i odmawia współpracy, a ja nie umiem szyć - podsumowała, uśmiechając się przepraszająco do bogini.
Sytuacja patowa - chyba tak się mówiło na taką beznadzieję?
Trochę się tutaj logika nie kleiła, zupełnie jakby zionęła z niej dziura podobna do tej na nieboskłonie; słyszała modlitwy nawiedzonej Izki, odebrała przez jakieś pełnomocnictwo nomen omen martwą owieczkę, co już trochę zakładało wszechwiedzę i możliwie wszechmoc, ale nie miała najzieleniejszego pojęcia, że jej gorliwa wyznawczyni była gotowa dorzucić w gratisie jeszcze niewinną duszyczkę innej kapłanki, choćby to miało spartaczyć całe ofiarne przedsięwzięcie?
Aha, jeszcze nie zapomnijmy, że się obruszyła na myśl o krzywdzeniu dziewczyny, ale owieczka to tam trudno, przykro, ale bez szału?
Z Maeve w tym momencie nagle odpłynęła jakakolwiek chęć nawrócenia. Wolała chyba wyznawać kogoś innego, w zaciszu własnej sypialni, a jeśli miała w kogoś wierzyć, to w samą siebie. Okazywało się bowiem, że istoty przedwieczne miały sporo wspólnego ze sobą, bo tak samo jak jej babcia, ta tutaj również nie bardzo kontaktowała z rzeczywistością i odklejenie wyglądało na terminalne.
Stała przez chwilę z otwartą gębą, widząc, jak Effimery wsiąka w ziemię. Miała szczerą nadzieję, że teraz nie wącha tych krokusów od spodu, a po prostu wróciła tam, skąd przybyły. Wszystkie cztery zostały wplątane w nieład spowodowany przez niekompetencję sił wyższych, a prawda była taka, że pewnie co najmniej połowa z nich przyszła po prostu sobie potańczyć i zjeść słodycze o zawyżonych z okazji święta cenach.
Miała zamknąć usta, ale wtem dostała w prezencie igłę i nić, po czym Dziewica Hekate Selene Diana (de la Rosa Ramirez) wystawiła swoją nóżkę ponętnie i chyba czekała na zbawienie. Maeve spojrzała najpierw na jej nogę, potem na nią samą, nie wykazując swoim spojrzeniem żadnego procesu myślowego. W głowie Chang teraz leciała jakaś muzyka z cyrku, bo zwyczajnie czuła się jak na pokazie u Bellów, ale tam przynajmniej była pewna, że po godzinie cała impreza się skończy. A tutaj zwyczajnie nie wiedziała, co o tym myśleć.
Doszła do wniosku, że jej przykro. Przykro, że Macmillan musi piszczeć jak czajnik, żeby ktoś w końcu posłuchał ulewającego się z jej piersi żalu; przykro, że ogromna część świata i jej i Raine się właśnie zawaliła, bo ktoś, coś, w co pokładała wiarę, okazało się być grą niewartą świeczki, śliny i modlitwy. Przykro, że w takim momencie i w jej obecności wspomniała akurat o spaniu z Degenhardtem, bo to dotąd jakoś uśpiła w tle podświadomości i jakoś nie musiała o tym myśleć. Przykro jej też było, że Malfoy puściły nerwy i musiała pokazać wszystkim, że w środku tak naprawdę jest przestraszonym dzieckiem, które liczyło, że skoro nie ma opieki na planie ziemskim, to chociaż tam z góry ktoś nad nią czuwa.
Nie miała zamiaru krzyczeć, piszczeć, czy płakać razem z nimi. Maeve nie była osobą, która okazywała przykre emocje. Ona zwyczajnie cichła. I wbrew pochwalnym słowom Lorraine na temat jej osoby, nie miała ani anielskiej cierpliwości, ani nie spełniała życzeń. Nie wiedziała, co zrobić w tej sytuacji, więc stała z tą igłą i nitką jak kołek.
- No to chyba tu zostajemy - westchnęła z rezygnacją, acz zaskakująco nie brzmiąc na przejętą. - Jedna wpadła w krzyk, druga się obraziła i odmawia współpracy, a ja nie umiem szyć - podsumowała, uśmiechając się przepraszająco do bogini.
Sytuacja patowa - chyba tak się mówiło na taką beznadzieję?
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —