Ta ciemność miała w sobie coś nienaturalnego. Nie wiedziała z czego to wynika, czuła, że wypełnia całą przestrzeń. Nie do końca rozumiała to, co się działo, ale chyba nie musiała tego zrozumieć, ważne, że nie znalazła się tutaj sama. Wiedziała, że przy Voldemorcie nic jej nie grozi, był przecież najpotężniejszym czarodziejem na świecie.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy echo zachichotało. Coś próbowało się tutaj z nią bawić, chociaż miała wrażenie, że nie ma możliwości, aby znaleźli tutaj żywego ducha, jakby to miejsce było śmiercią.
- Tak, koszmarnie nieudana... - Chociaż może dla niej wcale nie? W końcu znalazła się przy boku swojego Mistrza, zdecydowanie mogła skończyć gorzej. - Zaklęcia chroniące... - Wyszeptała do siebie. Jeszcze bardziej rozbudziło to jej ciekawość, chociaż nadal nie miała pojęcia, gdzie się znajdowali. Lord Voldemort musiał zajmować się teraz czymś ważnym, w czym raczej nikt nie powinien mu przeszkadzać, a ona się tutaj znalazła, zupełnie przypadkiem, do tego żywa. Czy mogło pójść lepiej?
Wiedziała, że przemierzał jej umysł, odczuła to, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało, opuścił go równie szybko, co się w nim pojawił. Nie poczuła, żeby robił to przez brak zaufania, zresztą nigdy nie dała mu powodu do tego, aby wątpił w jej oddanie. Była mu wierna, jak nikt inny, nigdy nie zrobiła by czegoś wbrew jego woli.
- Wiem co zostało powiedziane, nie powinnam, ale jakoś się tutaj znalazłam. Warto to wykorzystać. - Nie umiała trzymać języka za zębami, nigdy, zawsze mówiła to, co myślała, nawet jeśli wiązało się to z dyskusją z Lordem Voldemortem. Wolała zresztą nie sprawdzać, czy uda jej się drugi raz ominąć zaklęcia zabezpieczające... Szczególnie, że teraz dopiero zdała sobie sprawę o ich istnieniu.
Sadza. Znajdowała się na jej twarzy, dusiła jej gardło, to miejsce było wypełnione zapachem czarnej magii, który kojarzył jej się z Czarnym Panem. Może znajdowali się w jakimś miejscu wypełnionym tą ciemną mocą?
Najwyraźniej Lord Voldemort zgodził się z nią co do tego, że nie powinna opuszczać tego miejsca. - Dobrze, już trzymam. - Przejeła od niego latarenkę, wtedy zauważyła, że jej dłonie też są usmarowane tym ciemnym pyłem. Był wszędzie, szukał miejsc na których mógł osiąść.
Czuła dyskomfort, nie wiedziała z czego on wynikał, aura tego miejsca zdecydowanie nie przynosiła żadnych ciepłych myśli, kojarzyła się ze śmiercią, ale podążała za swoim Mistrzem z latarenką uniesioną wysoko, aby wykorzystać to światło, które im dawała.