24.02.2024, 22:25 ✶
Wyczuwałem, że Harvin to tak średnio znosi podróże samochodem, a pobyt w mieście jeszcze gorzej. Starałem się go wspierać, bo przecież nie zostawię swoich ludzi, mojej rodzinki samej sobie w potrzebie, ale jednak dopiero wystrzałowe - czy też wyparowe? - słodycze były w stanie poruszyć Harvinem na tyle by się może nawet uśmiechnął...? Czy uśmiech na obcym terenie, to jednak był temat nieosiągalny dla pana półolbrzyma? Cóż, ściemniło się, więc mogłem uznać, że to była wina złego oświetlenia, a nie kwestia poruszającej się mimiki twarzy mojego towarzysza.
- Jak coś, to częstuj się śmiało. Ja mam tego dużo. Nie byłem pewien, do czego się ograniczyć, więc trochę, troszeczkę zaszalałem - zauważyłem, choć bylem przy tym również oszczędny, rzecz jasna. Jedynie ja w tym cyrku ślęczałem nad księgami rachunkowymi, a to jednak robiło z człowieka niemałego skąpca, szczególnie kiedy widziało się te minusy. Miałem wrażenie, że każdego miesiąca coraz większe. Gdyby nie przeważające kradzieże, to byśmy gwizdali goli, głodni i niekoniecznie weseli.
- Cóż... - zacząłem i przerwałem, bo Harvin się zatrzymał, więc ja również przystanąłem. Zaskoczony właściwie, bo nie spodziewałem się tu zobaczyć dziecka o tej porze. Powinno już się zbierać w domu do spanka... Czyżby nie miało domu? A właściwie nie miała? I czemu karty mi o tym nie krzyczały???
- Cześć... Jestem Alex, a ty jak masz na imię? - zapytałem ją, zniżając się do jej poziomu, właściwie to klękając jednym kolanem na ziemi. Wyciągnąłem w jej kierunku torbę ze słodyczami, ale nieśmiało pokręciła głową. Ewidentnie przypadł jej do gustu bardziej mój towarzysz. - To Harvin. Mój brat.
Dziewczynka chwilę się nad czymś zastanawiała, ale w końcu postanowiła nam się przedstawić.
- Jestem Fiona, Fiona Cape. I ja nie mam brata - odparła, wpatrując się to we mnie to w Harvina. Najwyraźniej liczyła na to, że porozmawia sobie z moim braciszkiem. Dużym, ogromnym bratem. Podniosłem spojrzenie na The Berga, ale zaraz wróciłem nim do małej.
- Co tu robisz o tej porze? Całkowicie sama...? Powinnaś być w domu - zauważyłem z troską, zastanawiając się, czy będzie nam dane wrócić do cyrku w większej ekipie...? Z Fioną. Nowym, młodym narybkiem.
- Jak coś, to częstuj się śmiało. Ja mam tego dużo. Nie byłem pewien, do czego się ograniczyć, więc trochę, troszeczkę zaszalałem - zauważyłem, choć bylem przy tym również oszczędny, rzecz jasna. Jedynie ja w tym cyrku ślęczałem nad księgami rachunkowymi, a to jednak robiło z człowieka niemałego skąpca, szczególnie kiedy widziało się te minusy. Miałem wrażenie, że każdego miesiąca coraz większe. Gdyby nie przeważające kradzieże, to byśmy gwizdali goli, głodni i niekoniecznie weseli.
- Cóż... - zacząłem i przerwałem, bo Harvin się zatrzymał, więc ja również przystanąłem. Zaskoczony właściwie, bo nie spodziewałem się tu zobaczyć dziecka o tej porze. Powinno już się zbierać w domu do spanka... Czyżby nie miało domu? A właściwie nie miała? I czemu karty mi o tym nie krzyczały???
- Cześć... Jestem Alex, a ty jak masz na imię? - zapytałem ją, zniżając się do jej poziomu, właściwie to klękając jednym kolanem na ziemi. Wyciągnąłem w jej kierunku torbę ze słodyczami, ale nieśmiało pokręciła głową. Ewidentnie przypadł jej do gustu bardziej mój towarzysz. - To Harvin. Mój brat.
Dziewczynka chwilę się nad czymś zastanawiała, ale w końcu postanowiła nam się przedstawić.
- Jestem Fiona, Fiona Cape. I ja nie mam brata - odparła, wpatrując się to we mnie to w Harvina. Najwyraźniej liczyła na to, że porozmawia sobie z moim braciszkiem. Dużym, ogromnym bratem. Podniosłem spojrzenie na The Berga, ale zaraz wróciłem nim do małej.
- Co tu robisz o tej porze? Całkowicie sama...? Powinnaś być w domu - zauważyłem z troską, zastanawiając się, czy będzie nam dane wrócić do cyrku w większej ekipie...? Z Fioną. Nowym, młodym narybkiem.