24.02.2024, 17:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 00:11 przez Morgana le Fay.)
– Wszystko wskazuje na to, że ten klejnot może uwolnić od klątwy, Heather – przytaknął Dumbledore, a po jego ustach błąkał się ten charakterystyczny uśmiech, jaki można było zobaczyć podczas niektórych uczt w Hogwarcie. – Nie wydobyto go z ziemi, a stworzono z magii, wody i składników alchemicznych oraz z fragmentu posągu, w którym przekleństwo wzięło swój początek. Ale czy zadziała? Dowiemy się, kiedy go dotkniesz i wypowiesz życzenie.
Niebieski kamień – gdy Wood na niego spojrzała, zdało się jej, że w środku, pod twardą powierzchnią, porusza się woda – lśnił błękitnawym blaskiem.
Może się nie myliła.
Może to miał być najpiękniejszy dzień jej życia.
To kłamstwo.
Głos rozbrzmiał w pomieszczeniu. Nie był to jednak głos Albusa Dumbledore’a i dyrektor Hogwartu nijak nie zareagował na te słowa. Wciąż uśmiechał się do Heather, wyraźnie czekając aż weźmie klejnot w dłoń: aż wypowie życzenie pozbycia się klątwy, uwalniając jego magię. Nie obejrzał się nawet, a przecież nie byli już w pokoju sami. Za jego plecami unosiła się półprzezroczysta sylwetka ducha. Wood nie znała tego brodatego mężczyzny, na oko tuż przed trzydziestką, ale przypomniała sobie, że kiedyś widziała go na zdjęciu – i chyba ktoś podawał jej jego imię.
Andrew?
*
– Bardzo bym chciała, ale obawiam się, że twój brat nie ustatkuje się zbyt prędko. Ale co poradzić? Najważniejsze, że jesteśmy wszyscy razem. – Susanne westchnęła, z udawanym żalem, ale tak naprawdę nie wydawała się przejęta. Nie popychała dzieci do małżeństwa – te zwykle rody czystej krwi czy nawet czasem półkrwi zawierały ze względu na interesy. Ona jednak poślubiła mugola z miłości i dla swoich dzieci też pragnęła szczęśliwych małżeństw, zawartych z potrzeby serca.
Parę białych róż i całe mnóstwo asfodeli…
– Pierwiosnki dużo bardziej mi się podobają – przyznała matka, kiedy czar Dory przemienił kwiaty na jej sukni i we włosach. Ale wokół wciąż pełno było asfodeli – i gdyby Dora rozejrzała się, odkryłaby, że nie tylko użyto ich do dekoracji, ale porastają cały ogród. Że ba, właściwie to nie był nawet ogród, to były asfodelowe łąki, białe i ciche, takie, na jakich według jednej z mugolskich mitologii, spacerowali umarli.
Z nosa Susanne Crawley powoli pociekła kropla krwi. Spłynęła bardzo powoli ku wargom, potem po brodzie i wreszcie upadła na jasną suknię.
Kobieta zdawała się jednak tego nie zauważać.
– Chodź, kochanie, siądziemy razem. Widzę, że Cameron i kapłan już nadchodzą, więc i Heather zaraz się pojawi
Odpisy do: 28.02, godzina 20.
Niebieski kamień – gdy Wood na niego spojrzała, zdało się jej, że w środku, pod twardą powierzchnią, porusza się woda – lśnił błękitnawym blaskiem.
Może się nie myliła.
Może to miał być najpiękniejszy dzień jej życia.
To kłamstwo.
Głos rozbrzmiał w pomieszczeniu. Nie był to jednak głos Albusa Dumbledore’a i dyrektor Hogwartu nijak nie zareagował na te słowa. Wciąż uśmiechał się do Heather, wyraźnie czekając aż weźmie klejnot w dłoń: aż wypowie życzenie pozbycia się klątwy, uwalniając jego magię. Nie obejrzał się nawet, a przecież nie byli już w pokoju sami. Za jego plecami unosiła się półprzezroczysta sylwetka ducha. Wood nie znała tego brodatego mężczyzny, na oko tuż przed trzydziestką, ale przypomniała sobie, że kiedyś widziała go na zdjęciu – i chyba ktoś podawał jej jego imię.
Andrew?
*
– Bardzo bym chciała, ale obawiam się, że twój brat nie ustatkuje się zbyt prędko. Ale co poradzić? Najważniejsze, że jesteśmy wszyscy razem. – Susanne westchnęła, z udawanym żalem, ale tak naprawdę nie wydawała się przejęta. Nie popychała dzieci do małżeństwa – te zwykle rody czystej krwi czy nawet czasem półkrwi zawierały ze względu na interesy. Ona jednak poślubiła mugola z miłości i dla swoich dzieci też pragnęła szczęśliwych małżeństw, zawartych z potrzeby serca.
Parę białych róż i całe mnóstwo asfodeli…
– Pierwiosnki dużo bardziej mi się podobają – przyznała matka, kiedy czar Dory przemienił kwiaty na jej sukni i we włosach. Ale wokół wciąż pełno było asfodeli – i gdyby Dora rozejrzała się, odkryłaby, że nie tylko użyto ich do dekoracji, ale porastają cały ogród. Że ba, właściwie to nie był nawet ogród, to były asfodelowe łąki, białe i ciche, takie, na jakich według jednej z mugolskich mitologii, spacerowali umarli.
Z nosa Susanne Crawley powoli pociekła kropla krwi. Spłynęła bardzo powoli ku wargom, potem po brodzie i wreszcie upadła na jasną suknię.
Kobieta zdawała się jednak tego nie zauważać.
– Chodź, kochanie, siądziemy razem. Widzę, że Cameron i kapłan już nadchodzą, więc i Heather zaraz się pojawi
Odpisy do: 28.02, godzina 20.