Esme miał wokół siebie pewną aurę tajemniczości, ale nie zmieniało to faktu, że mówił dobrze. Ani Hjalmar, ani Dagur, ani nawet ich nowy kolega, nie mogli bawić się tego przysłowiowego Boga. Nie mieli prawa. Nie zostali wybrani do tego, aby dzierżyć tak potężne moce. Tylko czy tego potrzebowali? Młodszy z Nordgersimów na pewno nie - cieszył się z tego co miał. Nie mógł jednak odpowiedzieć za pozostałą dwójkę.
W głowie Islandczyka zrodziło się jedno pytanie. Skoro to miejsce służyło innym Bogom, co by było gdyby rytuał się jednak spełnił? Czy poczuliby się urażeni? Zaczęliby się mścić na nich wszystkich czy tylko może na arcykapłance? Zapewne istniał cień szansy na ziszczenie się ich najgorszych myśli, lecz wszystko zostało zatrzymane w odpowiednim czasie... Nachodziło więc jedno pytanie - czy powinni sobie zaprzątać głowę gdybaniem "co by było..."? Raczej nie.
Czy stawianie ołtarza na środku bliżej nieznanego sobie terenu, nie podchodziło pod samowolkę budowlaną? Nieznajomość Brytyjskiego prawa nie zwalniała z jego przestrzegania, a ostatnie na co miał ochotę, to były problemy z tutejszym wymiarem sprawiedliwości - Nie wiem... - odparł pod nosem, kręcąc przecząco głową w kierunku Rowle'a. Bardzo chciał mu pomóc, ale nie był w stanie. Sam miał problem z rozróżnieniem co jest faktem, a co złudzeniem czy ułudą. Jeżeli było to urojenie - to było to wspólne i wszyscy widzieli to samo. Cała ich trójka.
Siła Dagura była niepodważalna. Nawet połączone mięśnie Hjalmar i Esme, najpewniej to i tak by było za mało w starciu ze starszym Nordgersimem. Przez krótką chwilę przemknęła myśl, że może przy wsparciu Staruchy... ale też nie daliby rady. Tylko czy którykolwiek z nich chciał przenosić kamień? Dwójka młodszych mężczyzn była raczej cały czas na etapie rozmyślania i zastanawiania się nad jednym fundamentalnym pytaniu - co dalej?
- Nie przejmuj się Esme - zwrócił się do niego, chcąc dodać mu odrobinę otuchy - Nie chodzi tylko o jakieś wielkie umiejętności czy o to kto będzie w stanie przenieść więcej kamieni - tłumaczył jak on sam to widział - Patrząc na to, że już postawiłeś swój krok w kierunku tamtego ołtarza oraz to, że wyrażasz swoją chęć pomocy... to już bardzo wiele. Tylko tymi działaniami zrobiłeś więcej, niż wszyscy, którzy nie zrobili nic - kiwnął głową do Rowle'a, chcąc wybadać jego morale. Gest Hjalmar miał wydźwięk pytania się "ok". Nordgersim był przekonany o wartości ich kolegi kaletnika od samego początku. Od kiedy tylko ruszył do przodu, wiedział, że równy z niego gość i nie miał zamiaru pozwolić mu na to, aby się zamartwiał.
Kiedy Starucha odezwała się ponownie, Islandczyk się zdziwił. Nie jesteśmy tu uwięzieni? Teraz już nic nie rozumiał i z wielką checią skorzystałby z usług jakiegoś tłumacza. Na twarzy miał wymaloną niepewność i odrobinę zagubienia. Możemy odejść... To nie był kolejny test? Któryś już z kolei?
Nie ruszył się, a jedynie przysłuchiwał się dalej - Gaju jeszcze nie ma... - powtórzył - Mamy poczekać, aż wyrośnie i wtedy zbudować ołtarz? - skierował swoja słowa do ich grupy. Z jednej strony brzmiało to logicznie. Z drugiej nadal pozostawało wiele pytań bez odpowiedzi - Albo... zbudować go po powrocie do rzeczywistości... - dodał, wszak też miało to jakiś sens. Może Starusze chodziło o zbudowanie tego w miejscu gdzie arcykapłanka chciała poświęcić Agathę? A może było to już zbyt przemyślanie i rozwiązanie było znacząco prostsze.
Wizja, która zagościła w myślach Hjalmara była jasna i klarowna. Znał te runy. Orientował się w nich i nie raz, ani nie dwa razy, wykorzystywał je w swoich rodzinnych stronach. Przymknął oczy, aby móc im się dokładnie przyjrzeć - Esme znasz runy? - zapytał, nadal nie otwierając oczu. Gdyby okazało się, że nie - był skłonny przygotować dla niego rozpiskę lub wytłumaczyć mu znaczenie tych znaków. W większej ilości osób najpewniej mogliby zrozumieć cały sens ukryty w tym przekazie.